Oczyszczanie intencji

Istnieje legenda dominikańska, która mówi, że w latach powojennych wstąpił do zakonu człowiek z bardzo biednej rodziny. Po kilku miesiącach przyszedł do mistrza nowicjatu, zwanego u nas magistrem, i powiedział, że chce odejść, bo przeszedł do dominikanów nie dlatego, że Bóg go powołał, ale chciał się najeść i odpocząć. W domu bowiem była bieda i trzeba było bardzo ciężko pracować na roli. Zrozumiał jednak swój błąd, prosi o wybaczenie i gotów jest odpracować wszelkie koszty. Magister zapytał, czy skoro wytrzymał w zakonie kilka miesięcy dla chleba i odpoczynku, to nie spróbowałby spędzić w klasztorze trochę czasu dla Pana Jezusa. Nowicjusz spróbował i jest w zakonie do dziś.
Czyta się kilka minut

Nigdy nie udało mi się tej legendy zweryfikować. Jeśli jednak w każdej legendzie jest ziarno prawdy, to i w tej odnajdzie się wielu zakonników. Dla mnie samego, gdy wstępowałem do zakonu, niemałą rolę odegrało pragnienie bycia błyskotliwym duszpasterzem pracującym z młodzieżą. Jako uczeń szkoły średniej uczestniczyłem w duszpasterstwie Jana Góry i bardzo mi się podobał jego styl. Gdy zamieszkałem w klasztorze, szybko się przekonałem, że życie zakonne wygląda inaczej, niż to sobie wyobrażałem, patrząc na mojego duszpasterza. Być może nie wstąpiłbym do dominikanów, gdyby nie fenomen ojca Jana, jednak szybko wystąpiłbym z niego, gdybym poprzestał na próbie naśladowania go.

Bóg jest dobrym nauczycielem. Czasem pociąga do siebie ludzi z nie najszlachetniejszymi motywacjami, a potem je przekształca i oczyszcza, każe całe życie dojrzewać i dorastać do miary miłości, która jest w Jezusie. Tak było z synami Zebedeusza. Pragnęli kariery w królestwie Chrystusa, chcieli "w Jego chwale siedzieć jeden po prawej, a drugi po lewej Jego stronie". Widzieli się w roli ministrów Mesjasza, który będzie "opatrywać rany serc złamanych, zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; pocieszać wszystkich zasmuconych, rozweselać płaczących na Syjonie".

Pan Jezus nie oburza się na swoich uczniów, nie gani ich tym razem, wyrzucając próżne ambicje. Twierdzi, że nie wiedzą, o co proszą, ale akceptuje ich pragnienie, by być blisko Mistrza oraz gotowość przyjęcia Jego chrztu i picia Jego kielicha. Obiecuje, że kielich pić będą i zostaną ochrzczeni, choć nie wiedzą, o co proszą.

Jeden z moich przyjaciół często powtarza: "Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć". Okazuje się, że Twoja motywacja nie musi determinować na zawsze Twojej postawy. Ważny jest fundament, na którym chcesz budować; cel, do którego chcesz dorastać. Gdy kierowany własną ambicją, chęcią kariery albo realizacji siebie wejdziesz na drogę Jezusa i będziesz się starał uczciwie być blisko Mistrza, On nie pozwoli Ci się zasklepić w Twoim egocentryzmie, pomoże Ci rosnąć, pozbywać się nieszlachetnych motywacji i przyjmować wezwania, które w punkcie wyjścia były poza Twoim zasięgiem.

Jakub i Jan poszli za Jezusem, by zrobić karierę w Jego Królestwie, a stali się sługami wszystkich i niewolnikami Chrystusa oraz "oddali swoje życie na okup za wielu".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2006