Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Obić się o uszy

Obić się o uszy

03.12.2018
Czyta się kilka minut
K

Ktoś mi kiedyś powiedział... a może nie powiedział, może przeczytałem... nie, raczej usłyszałem, ale nie wiem od kogo... ktoś chyba opowiadał... ale czy aby na pewno mnie... no, w każdym razie obiło mi się o uszy, że w ramach performansu nagradzanej artystki wynajęta przez nią śpiewaczka podczas ekskluzywnych targów sztuki w Londynie... podsłuchuje rozmowy gości, aby niespodziewanie na cały głos wyśpiewywać je w formie arii... taka niespodzianka.

Oczywiście, każdy uczestnik transportu masowego w naszym kraju mógłby w tym miejscu nieco zgryźliwie, acz celnie zauważyć, że takie rzeczy tylko w subtelnym, przerafinowanym dyskrecjonalnie Londynie, gdyż u nas w ojczyźnie treść najbardziej intymnych rozmów jest natychmiastowo ujawniana przez samych zainteresowanych – po prostu nasi współpasażerowie się nie krępują i drą na cały głos. Po co wynajęta śpiewaczka, skoro i tak...

2735

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Więcej powiem: takie sobie. Całkiem jak ten performance Laure Prouvost "it's a tragedy", którego próbkę można obejrzeć tutaj https://frieze.com/media/laure-prouvost-live-2018. Bo cóż takiego ujawniła artystka oprócz banalnej prawdy, że konwersacje w takich miejscach składają się z krótkich fraz, pozbawionych głębszego czy trwalszego znaczenia? Pewnie jej główną troską było, żeby sopranistka nie wyśpiewała przypadkiem czegoś, o czym naprawdę rozmawia się ściszając głos, bo świat sztuki (galerie, targi itp.) mogłyby tego nie darować. A i konkluzja felietonu jakby banalna. Że Jan Klata ogromnie nie lubi tych, których nie lubił nigdy? Że politycy językiem Sienkiewicza dyskutują o sprawach państwa lub zwyczajnie kręcą lody i załatwiają posady krewnym i znajomym królika? Że nawet wśród przyjaciół może przyczaić się sowa? Było. Więcej powiem (już nie cytując): jest i będzie. Chociaż i tu przypadkiem nagłośnione i pozornie pozbawione znaczenia konwersacje między przyjaciółmi i znajomymi mogą wywołać dreszczyk. Weźmy ostatni drobny incydent w Buenos Aires. Gościł tam m.in. makiaweliczny Książę z Arabii, któremu dyskretną, prawie niezauważalną mową ciała (np. zwyczajnym podaniem ręki bez jednoczesnego klepnięcia w ramię, czy mniej szerokim niż zwykle uśmiechem) przywódcy Wolnego Świata dawali do zrozumienia, że rozczłonkowywanie ludzi na żywca w siedzibach konsulatów jest dégoûtant... un peu... Rozmawiano jednak mimo wszystko i właśnie strzępek takiej konwersacji pomiędzy Księciem a prezydentem Republiki uchwyciły mikrofony. Macron: “Jestem zaniepokojony. Naprawdę się martwię. Mówiłem ci". Książę: "Tak, mówiłeś. Bardzo ci dziękuję". M: "Nigdy mnie nie słuchasz". K: "Ależ nie, oczywiście, że słucham". M: "Bo tak, jak ci powiedziałem. To jest ważniejsze dla ciebie" - tu odwraca się na chwilę z uśmiechem do kamer i z powrotem do księcia, mówiąc coś, czego mikrofon nie zarejestrował. Słychać tylko odpowiedź: "Jest ok, poradzę z tym sobie". W zasadzie nikt nie ma pojęcia, o co niepotrzebnie martwi się M. Chyba nie o tamtego dziennikarza, bo o jego los nie ma co się już martwić. A na koniec, znów po paru zdaniach nie do rozszyfrowania, M zapewnia: "Ja zawsze dotrzymuję słowa”. I am a man of my word. Lepszy performans od tej całej Prouvost, nie?

Samo gadanie o tym co na obiad, jakie tabletki na sraczkę, że o dolegliwościach nie wspomnę, często dość niesmacznych, to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze coś. Do kolejki SKM wsiadam 5, 35 mam przed sobą godzinę drogi. To jest pora, gdy oczy same się zamykają, nawet obsługa pociągu wyłącza komunikaty i powiadomienia o tym gdzie jesteśmy, ale przed prawie każdą stacja odzywają się dzwonki budzików w telefonach, budzą drzemiących dookoła. Niby nic specjalnego, gdy pociągi jeździły nie trzymając się rozkładu, nikt by na pomysł nastawiania budzika nie wpadł, a dziś proszę. Zresztą technologia pozwala na czas nas budzić, nawet gdy pociąg jeździ niepunktualnie - super nie. Można oczywiście nastawić same wibracje, ale co mnie obchodzą inni. Wystarczy, że znak pokoju w niedzielę wymieniłem z osobą siedzącą obok. Ciekawe czemu się tak wzajemnie nie lubimy, taki katolicki kraj, a takie buty.

można wybrać (w miarę dostępności) miejsce w wagonie "cichym" lub przeznaczonym dla uzależnionych od komórek. Tak samo jest w pociągach amerykańskich, gdzie w takim cichym wagonie nawet prowadzona półgłosem rozmowa ze współpasażerami może wywołać interwencję konduktora. A znów w japońskim metrze za pomocą symbolicznych obrazków poucza się pasażerów i pasażerki, że w czasie podróży nie wypada gadać przez telefon, gibać się na poręczy, czy robić sobie makijażu. Nie wspominając o wydzielonych wagonach tylko dla kobiet, gdzie płci piękniej nie grożą niewczesne zaloty. Wszystko to świadczy oczywiście o tym, że w szerokim świecie organizatorzy transportu publicznego potrafią rozwiązywać problemy u nas jeszcze nierozwiązane, ale w pierwszej chyba kolejności, że owe problemy u nich występują lub przynajmniej występowały w przeszłości. Może u nas ten proces adaptacji prawa i obyczaju do nowych warunków życia przebiega wolniej, ale przecież postępuje. W wielu miejscach już zakazano "palenia" nieobjętych ustawą antynikotynową e-papierosów, to i cichych stref się doczekamy, a może nawet uregulowania statusu użytkowników elektrycznych hulajnóg. Tylko co ma z tym wspólnego niedzielny obrzęd, w którym uczestniczy - jeśli wierzyć statystykom - niecałe 40% społeczeństwa? Tych młodych i w wieku przedemerytalnym, którzy zapełniają poranne SKMki, prawdopodobnie jeszcze mniej. To właśnie oni i tylko oni tak hałasują tymi swoimi budzikami?

"Cisza jest w nas i za nami ♪ Ciemna jak czarny aksamit ♪ Nawet ci, którzy nie słyszą ♪ Są urzeczeni tą ciszą ♫♫♫ Tej ciszy w nas, tej ciszy nie zakłóca nikt ♪ I wiatr, i nawet śpiew słowiczy ♪ I jeśli słychać, jeśli słychać jakiś krzyk ♪ To cisza krzyczy: "Łaaaa" ♫♫♫ Takiej jak w nas nie ma w nikim ♪ Ciszy bijącej z muzyki ♪ My samą ciszą jesteśmy ♪ Lżejszą od płatka czereśni..."

Nie wiem jak to wytrzymuję, staram się czytać. Jak dobra proza, to działa, nawet jak pan obok przez telefon zamawia materiały budowlane...

już decyzję - w najbliższą podróż koleją zabiorę ze sobą szumidło. A co mi tam! :)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]