Obić się o uszy

Czyta się kilka minut

Ktoś mi kiedyś powiedział... a może nie powiedział, może przeczytałem... nie, raczej usłyszałem, ale nie wiem od kogo... ktoś chyba opowiadał... ale czy aby na pewno mnie... no, w każdym razie obiło mi się o uszy, że w ramach performansu nagradzanej artystki wynajęta przez nią śpiewaczka podczas ekskluzywnych targów sztuki w Londynie... podsłuchuje rozmowy gości, aby niespodziewanie na cały głos wyśpiewywać je w formie arii... taka niespodzianka.

Oczywiście, każdy uczestnik transportu masowego w naszym kraju mógłby w tym miejscu nieco zgryźliwie, acz celnie zauważyć, że takie rzeczy tylko w subtelnym, przerafinowanym dyskrecjonalnie Londynie, gdyż u nas w ojczyźnie treść najbardziej intymnych rozmów jest natychmiastowo ujawniana przez samych zainteresowanych – po prostu nasi współpasażerowie się nie krępują i drą na cały głos. Po co wynajęta śpiewaczka, skoro i tak wszyściuteńko słyszymy, chcąc nie chcąc, ale zdecydowanie częściej nie chcąc, i to bardzo. Mamy swoje czerstwe rapsy, nie potrzebujemy artystowskiej koloratury.

Drzewiej przynajmniej nie było telefonów komórkowych (tak, tak, był taki czas), więc jeśli się nie wpadło na grupkę znajomków-wrzaskunów, było w miarę cicho (poza tym autobusowe silniki bardziej zagłuszały), a teraz... szkoda gadać. Ciszej nad tą trumną... zwłaszcza w zakresie zestawów głośnomówiących używanych przez przechodniów w garniturach. Biznesludzie szybkim krokiem mówią do siebie, a raczej w przestrzeń, głośno a gremialnie, choć nie unisono, każdy na własną rękę a capella, a capella duża, gdyż ich capellą całe miasto, które biorą sobie we władanie bez krępacji konkretnym korpospeakiem.

A zatem u nas wariant ze śpiewaczką byłby do zrealizowania raczej wyłącznie w zaciszach gabinetów, na szczęście owych dyskretnych miejsc przynajmniej w stolicy nie brakuje, choć i w mniejszych ośrodkach jest jakaś Nowogrodzka, więc znalazłoby się sporo do głośnego, pięknego wyśpiewywania. Awangarda w służbie ludzkości. Obywatele w jakże przystępny sposób zapoznaliby się z realnymi działaniami władz każdego możliwego szczebla, w formie wpadającej w ucho, łatwej do powtórzenia, z kapitalnymi szlagwortami. I tak dalej operowy głuchy telefon nie pójdzie w las, pójdzie w lud.

Zamiast banalnych szumideł, z okien gabinetów wpływowych ludzi powinny wzlatywać podnoszące na duchu, estetycznie wysublimowane arie z wypowiedziami typu: „Zdziiiiiiiiiiisław ma swój plaaaaaaaan”, „40 milionów”, „Jezus Maria, gdzie my żyjemy”, „Są dwa obooooooozy”, oraz „Reklamowała rajstopy... re-re-re-re-klamo-waaaaaała-raj-stoooooo-py!”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2018