O urodzie kotów napisano już mnóstwo. Mam wokół siebie więcej piękna, niż jestem w stanie dostrzec

Uwielbiam, kiedy przychodzą położyć się obok i towarzyszyć mi w pracy. Przez samą swą obecność – pomagają.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Od wyprowadzki z miasta minęło dziewięć miesięcy. Miesięcy wypełnionych rozpakowywaniem, układaniem, porządkowaniem. Także wykańczaniem tego, co jeszcze nie wykończone. Gdybym dla opisania tych miesięcy miał użyć czasowników, byłyby to przeważnie czasowniki niedokonane. Bardzo łatwo wskazać dzień, kiedy ostatecznie rozstaliśmy się z dawnym mieszkaniem. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, czy już się przeprowadziliśmy.

Pochłonięty sprawami świata, a także dziesiątkami spraw innych ludzi (i kotów), nie mam za wiele czasu, żeby przyglądać się sobie. To źle. Stan przejścia, zawieszenia, niedokończenia to stan, który warto obserwować. Wraz z otoczeniem zmienia się na przykład sposób przeżywania czasu. W inaczej zorganizowanej przestrzeni inaczej wykonuje się poszczególne czynności. W związku z dojazdami wszystko trzeba staranniej zaplanować. Pojawiają się nowe obowiązki. Z drugiej strony – czas jakby zwalniał; uczepiony drzew za oknem, śniegu, ptaków, które już od stycznia zaczynają się odzywać, przechodzi z chwili w chwilę z ociąganiem, niemal niezauważalnie. Łapiesz się na tym, że zamiast zmyć podłogę, zatrzymujesz wzrok na kotach goniących się wokół drewutni albo wpatrujesz w rumieniące się wieczorem niebo za oknem.

Najszybciej przeprowadził się kot Leon. Wydawało się, że będzie zagubiony – on, mieszczuch od urodzenia, który wieś widział ledwie kilka razy w życiu, prawie nigdy nie opuszczał mieszkania na trzecim piętrze, w dodatku pozbawiony był towarzystwa innych kotów. Tymczasem szybko oswoił i dom, i otoczenie domu, w ciepłe dni potrafi godzinami buszować w ogrodzie, zjadać świeżą trawę, straszyć drozdy, kosy i sikorki. Z kotami-gośćmi radzi sobie rozmaicie, ale w zasadzie z wszystkimi jakoś się ułożył – poza Krupcią, która od pewnego czasu przestała się pojawiać. Malusi i Beksie pozwala nawet zostawać na noc. A kiedy przez dłuższy czas żaden okoliczny kot nie przychodzi, Leon siedzi w oknie i wygląda na drogę.

O urodzie kotów napisano już mnóstwo, trudno dodać coś oryginalnego. Uwielbiam, kiedy przychodzą położyć się obok i towarzyszyć mi w pracy. Przez samą swą obecność – pomagają. Czasem się łaszą, wpychają łeb pod dłoń przebierającą palcami po klawiaturze, albo moszczą się między ramieniem a klatką piersiową i tam zasypiają. Są niezwykle piękne, biel ich futerka lśni w słońcu jak łacha świeżego śniegu. Mają pięknie uformowane noski, duże, zmysłowe oczy i czujne ogony. Najmniejszą z odwiedzających ochrzciliśmy Kropką, bo na buzi ma maleńką brązową plamkę. Ona akurat ciągle dociera się z Leonem, bo charakter nie pozwala jej usiedzieć na miejscu. Jak tylko zobaczy zwisający ze stołu ogon Leona, koniecznie musi go dotknąć. Potem – kwik, gonienie się, chowanie pod szafką, przeprosiny.

Mam wokół siebie mnóstwo piękna, więcej niż jestem w stanie dostrzec i przemyśleć.

To piękno uspokaja. Ono sprawia, że rzeczy jakoś same się układają. Owszem, zapominam odpowiedzieć na listy, mylę daty, czasem z czymś się spóźniam. Jeśli czytają te słowa ci, którzy nie doczekali się mojej odpowiedzi – niech przyjmą prośbę o wybaczenie. Piękno osadza mnie w miejscu, przywiązuje do momentu, studzi pojawiające się tęsknoty. W jakimś sensie spotkanie z pięknem sprawia, że jest ci „wszystko jedno” – nie w znaczeniu moralnej obojętności, to trochę coś innego. Jakby opuszczały cię rozmaite pragnienia, a przywiązania stawały się relatywne i niekrępujące. Jakby świat wokół ciebie zmieniał nagle swoją konsystencję, miękł, stawał się mniej szorstki. Nie jesteś już młody ani stary, ani w średnim wieku. Nie jesteś ambitny ani ambicji pozbawiony. Nie jesteś mężczyzną ani kobietą. Jesteś czystym istnieniem – zachwyconym i na swój sposób spełnionym.

Zasadą twórczości jest opór, który bierze się z głodu, z niedostatku. Jak zatem pogodzić jedno z drugim? Odpowiedź jest prosta: zawsze są szczeliny, rysy. Choćby świadomość czyjegoś cierpienia. Nie tyle świadomość przemijania samego piękna, ile właśnie świadomość cierpienia przywraca rzeczywistości jej naturalną szorstkość.

Miałem pisać o przeprowadzce – ale to jest proces. Jeszcze nie zakończony. Kilka dni temu odebrałem z urzędu pozwolenie na użytkowanie. To, by tak rzec, formalne zatwierdzenie domu i zadomowienia. Ważne – ale ja wolę napisać o pięknie. Tak bardzo chciałbym widzieć więcej. Tak bardzo chciałbym, żebyśmy my wszyscy więcej i wyraźniej widzieli.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Buszowanie