Co zmienia przeprowadzka z miasta na wieś

Rzecz najistotniejsza – w samym domu kot Leon nie jest już jedynym kotem. Mieszka z nim teraz Krupcia, drobniejsza, starsza, pięknie, niesymetrycznie ubarwiona, o krótkich nóżkach zakończonych białymi skarpetkami. Skąd się wzięła? Nie wiadomo. Przyszła i została.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Role zawczasu rozdane, kto co powie, od dawna wiadomo, trzeba zwrócić się ku kotom. Piszę ten felieton, zanim jeszcze oddano i policzono głosy, wy go czytacie, wiedząc już, jaki jest wynik wyborów. Zapewne wszyscy odtrąbili zwycięstwo lub przynajmniej sukces, ci, co nie poszli, żałują, że nie poszli, albo wprost przeciwnie, nad Europą czarne chmury się zbierają, co sprytniejsi zaczęli wykupywać w sklepach to, co się szybko nie psuje, jedni płaczą, inni świętują, jeszcze inni domagają się rozliczeń, połowie narodu jest wszystko jedno. Trzeba zwrócić się ku kotom, ratować, póki nie jest za późno.

Koty to równowaga. Chwiejna, ale jednak. Przeprowadzka na wieś to miało być dla kota Leona wydarzenie porównywalne z przekopem Mierzei Wiślanej. I było. To znaczy – niby zmiana, a w sumie bez zmian. Niby wstrząs, stres, a jakoś bezstresowo poszło. Od kilku tygodni mieszkanie w Krakowie podejrzanie pustoszało, znikały znajome meble i zapachy, teraz się wyjaśniło, dlaczego. Na nowym miejscu nie wszystko jeszcze oswojone, ale zapachy podobne. Można do woli przepatrywać złożone w salonie siaty, siatki i pudła, i snuć wspomnienia. Okien do wyboru więcej, dzieje się za nimi mniej, ale jednak ciekawiej. Przede wszystkim – złażą się z okolicy inne koty. Wystarczy? Nie wystarczy.

Rzecz najistotniejsza – w samym domu kot Leon nie jest już jedynym kotem. Mieszka z nim teraz Krupcia, drobniejsza, starsza, pięknie, niesymetrycznie ubarwiona, o krótkich nóżkach zakończonych białymi skarpetkami. Skąd się wzięła? Nie wiadomo. Przyszła i została. Ściślej rzecz ujmując, przychodziła regularnie przez ostatnich kilka miesięcy, jakby przeczuwała, że jest szansa na nowy dom. Podobało jej się u nas coraz bardziej, jadła, spała i od czasu do czasu domagała się pieszczot, za każdym razem przed odjazdem trzeba ją było jednak wystawiać na dwór, co naturalnie podobało jej się mniej. Witała nas potem pełnym pretensji skrzekiem, skrzekiem też broniła się przed wynoszeniem, a nam serce krwawiło. Teraz nareszcie koniec zabaw w chowanego i koniec krwawienia. Relacje z Leonem układają się poprawnie, to znaczy – blisko, ale nie za blisko, z jednej partii, ale nie w jednej frakcji. Na wszelki wypadek Krupcia nie wychodzi na razie na zewnątrz, noce spędza przy mnie, a w dzień robi, co chce, czyli na ogół śpi, zresztą też najchętniej tam, gdzie pracuję. Teraz np. śpi na łóżku na wznak, z przednimi łapkami w górze, z głową lekko przekrzywioną na bok, żeby mieć mnie na oku.

Nie są to żadne sensacje, ale muszę się nimi z wami podzielić, żebyście wiedzieli, co się dzieje. Że od teraz będę pisał z nieco innej perspektywy, bo wstając rano, słyszę przede wszystkim niewiarygodny chór ptaków, a poza tym ciszę, auto za płotem przejedzie najwyżej jedno na kwadrans. Żyję nierozpakowany, za to w zieleni, za oknem mam ogród na wpół dziki, z rzadka póki co koszony. W skrzyniach truskawki, o które trzeba stoczyć walkę ze ślimakami, a za skrzyniami krzaki borówek, co rok obficie owocujące. Brzozy, świerki, leszczyny, małe jabłonki i wiśnie, maliny, jeżyny, nawet aronia. Człowiek całe życie spędził w mieście, a teraz zmiana. Jako się rzekło – niby zmiana, ale nie tak bardzo. Byłem chłopem miejskim, nie wiem, czy taka kategoria w socjologii funkcjonuje, ja byłem. Do uprawiania ziemi, sadzenia, rozsadzania, plewienia itd. się nie palę, ale zapach ziemi lubię. Jeśli trzeba kosić, skoszę, nie idzie mi to równo, grunt u nas mocno pofałdowany, glina, krety, a póki nie było ogrodzone, to i dziki przychodziły.

Tak, oczywiście, ja też wszystko przeżywam, o wszystkim rozmyślam, na wybory do miasta pojadę. Nie uchylam się od obowiązków i nie zamierzam rezygnować z praw. Nie uciekam. Niemniej wiem już, że raczej koty niż… Że, owszem, wielki świat i problemy wielkie, przyszłość nasza się decyduje, przygotować się trzeba na to i na tamto – ale koty… Krupcia leży z łapkami w górze, Leon na oknie czuwa, inne koty już się zwołują i pod dom podchodzą…

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zmiana