Owszem, szanuje je, kiedy stają się wehikułem kariery, ceną sukcesu, drogą do samorealizacji. Ale poświęcić się ot tak, z miłości (do Boga, ludzi, konkretnego człowieka) – to budzi niepokój, a bywa, że niechęć. Ci, którzy się poświęcają, stają się „ofiarami”. W naszej kulturze rola „ofiary” jest rolą, której nikt nie oklaskuje. „Ofiara” oznacza podległość, słabość, niesamodzielność.
Nieufność ta ma, oczywiście, głębsze korzenie. Wiemy aż nadto dobrze – po doświadczeniach XX-wiecznych totalitaryzmów – jak łatwo manipulować ludzką zdolnością do poświęceń. Struktura przemocy, aby była trwała, nie może być budowana jedynie na strachu, musi odwoływać się do jakiejś pozytywnej siły w człowieku. Krytycy totalitaryzmów dawno dostrzegli ich parareligijny charakter: władzy zależało na tym, żeby postrzegano ją jako pochodzącą z wyższego nadania. Żeby jednak władza stała się „świętą”, ktoś musiał ją „uświęcić”. Nic tak doskonale nie uświęcało władzy, jak akty poświęcenia ze strony tych, którzy uznali ją za swoją.
Ale gotowość do poświęceń bywa też wykorzystywana w świecie nietotalitarnym. Ci, którzy postrzegają świat jako wielką piramidę, na wierzchołek której trzeba się wspiąć możliwie jak najszybciej, ludzi poświęcających się dla innych uznać muszą za pożytecznych idiotów. Kto się poświęca, ten dobrowolnie rezygnuje z wyścigu, a tym samym zwiększa szanse pozostałych uczestników. „Ofiary” zostają na dole; stając na ich plecach, łatwiej sięgnąć kolejnego poziomu. Na gotowości do poświęceń (czytaj: naiwności) jednych zarabiają drudzy.
Co zrobić, by nie utracić czegoś tak cennego jak poświęcenie, a jednocześnie nie dać sobą manipulować (nie dać sobie np. wmówić, że poświęceniem jest pokorne znoszenie niesprawiedliwości, milczące tolerowanie przemocy i tak dalej)? Czy w kulturze, jaką tworzymy, możliwa jest jeszcze pozytywna odpowiedź na to pytanie?
Rozmyślam nad poświęceniem pod wpływem dwóch wydarzeń. Jednym jest śmierć 19 strażaków, którzy próbowali powstrzymać pożar lasu w Arizonie. Drugim jest informacja, że w Polsce dramatycznie zmalała liczba chętnych do szkół pielęgniarskich i że coraz więcej osób ze względu na warunki pracy porzuca ten zawód. Oba fakty mówią w zasadzie o tym samym: gdzie przebiega granica poświęcenia. Pierwszy mówi, że takiej granicy nie ma: że świat trwa dzięki ludziom, którzy gotowi są zaryzykować własnym życiem. Drugi mówi, że władza ma dbać o przestrzeń, w której – jak kiedyś powiedział Tischner – będą mogły działać sumienia Samarytan. Że nie może ludzkiej gotowości do poświęceń wykorzystywać, ale musi ją chronić.
Ale polityka jest taka jak kultura: jeśli napędem kultury jest indywidualny sukces, trudno się dziwić, że i politykom nie zależy na tworzeniu przestrzeni dla solidarności.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















