Reklama

O pochodzeniu królestw

O pochodzeniu królestw

20.01.2020
Czyta się kilka minut
Było zimno, mokro, dopiero świtało, ale pojechałem w pierwszy dzień Bożego Narodzenia popatrzeć, jak wygląda mój kraj. Kraj, który się dobrze zna, lepiej oglądać, gdy jest pusty.
L

Ludzie jeszcze śpią i można spokojnie podziwiać wystawione przez nich dzieła. W szarym grudniowym świcie domy wyglądają jak pakistańskie ciężarówki wynurzające się z mgły. Nie wszystkim chce się gasić cuda rozpięte na płotach, balkonach, przyciętych krzewach, na ścianach, więc płoną nieruchomym, martwym blaskiem. Nawet jak migają, to jak przepalone. Albo jakby miały mrugać do końca świata, do ostatniego człowieka, do ostatnich świąt. Ale renifera ktoś odłączył i stał jak biedny szkielet na burej trawie. Żal mi się go zrobiło. Uprowadzony z rodzinnych stron i zaryty gdzieś w gminie Sękowa za siatkowym ogrodzeniem i nawet śniegu nie miał ani mrozu, tylko ten bury grudzień, stabilne zero i wilgoć. Renifery chyba umierają od czegoś takiego. Och, nie wyglądał nawet na renifera, bo rogi przypominały zwisłe uszy. Osiołek bez stajenki, bez szopki, porzucony, same druciki uformowane w...

4151

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

..długo zanim się dowiedziałem, że Andrzej Stasiuk rozsławił ją na cały świat - jakieś 20 lat wcześniej, licząc rzecz jasna od dzisiaj シ miasteczko było wtedy jeszcze urokliwie, ekskluzywnie po tamtejszemu zadupiaste, pokryte patyną galicyjskie przeszłości ze strupami po PRL-u i transformacji, knajpa na rynku nawet bez lektury Stasiuka emanowała autentycznością przekazu, paru dyżurnych smakoszy udowadniało, że jeszcze Dukla nie zginęła -w rozsypującym się ratuszu jakiś obrotny z młodej fali handlował arcyciekawymi duperelami ściąganymi gdzieś ze Słowacji i Węgier, najpierw po niezłych cenach, to kupiłem to i owo, potem podrożało, więc tylko wpadałem pooglądać, w końcu skarbówka go dopadła za allegro i zniknął stamtąd na dobre - a razem z nim zaczęła znikać tamta Dukla, ratusz odzyskali dawni właściciele połowy miasta, naprawili dach, podremontowali, powstawiano plomby w szczerbatej pierzei rynku - teraz kiedy tamtędy jadę dalej wpadam, najlepiej w słoneczne popołudnie latem, podziwiam stado bocianów urzędujące na dachach kamieniczek i masywnie je obsrywające - a pustelnię Jana zaliczyłem raz i dziękuję, ani to ładne, ani ciekawe, a papieski złom i to w znacznie większej ilości mam pod ręką, na Kaplicówce w Skoczowie [p.s. Panie Andrzeju, "Duklę" czytałem trochę później, gdybym nie miał okazji Panu osobiście tego powiedzieć, to tu i teraz: świetna rzecz, "Opowieści galicyjskie" zresztą też... シ]

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]