Nowy dokument o Johnie Lennonie i Yoko Ono. Jak łączyć sztukę z aktywizmem?

Wymowa tego filmu, mimo jego archiwalnego charakteru, wydaje się bardzo współczesna. Można sobie wyobrazić – albo przynajmniej pomarzyć – jak John Lennon reagowałby dzisiaj, śledząc wiadomości z Gazy czy Ukrainy.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „One to One: John i Yoko”, reż. Kevin Macdonald, Sam Rice-Edwards, Wielka Brytania 2024 r. // Materiały prasowe Against Gravity
Kadr z filmu „One to One: John i Yoko”, reż. Kevin Macdonald, Sam Rice-Edwards, Wielka Brytania 2024 r. // Materiały prasowe Against Gravity

Leżą w swoim nowojorskim łóżku, zrobionym ponoć z kościelnych ławek. Non stop oglądają amerykańską telewizję: szalony kalejdoskop newsów, reklam, dziennikarskich interwencji, żywiołowych debat i ogłupiającej rozrywki. Mamy koniec 1971 r., John Lennon i Yoko Ono przenieśli się z Londynu do USA, także z powodów prywatnych – żeby odnaleźć jej ośmioletnią córkę Kyoko, uprowadzoną przez byłego męża. Ale nie to jest głównym tematem dokumentu „One to One: John i Yoko”. Chodzi o ówczesne wrzenie świata, któremu para artystów nie zamierzała tylko przyglądać się z pościeli.

Ów słynny pokój w Greenwich Village, wraz z całym jego artystycznym bałaganem, został drobiazgowo zrekonstruowany dla potrzeb filmu i sprawia wrażenie, jakby bohaterowie dopiero co z niego wyszli. To jedyna w tym dokumencie inscenizacja, albowiem Kevin Macdonald i Sam Rice-Edwards opowiadają o amerykańskiej przygodzie ex-Beatlesa i jego żony przede wszystkim archiwaliami, unikając zewnętrznych wtrętów. 

Dzięki konsekwentnemu i kreatywnemu wykorzystaniu metody found footage pozwalają całkowicie zanurzyć się w świecie Nixonowskiej Ameryki – rozpolitykowanej, rozgorączkowanej wojną w Wietnamie i przemianami społecznymi na wielu polach. Z niezgody na polityczne nadużycia, niesprawiedliwość i krzywdę zrodził się legendarny koncert „One to One”, zagrany w Madison Square Garden 30 sierpnia 1972 r. Był to jedyny „pełnowymiarowy” występ Lennona od czasu rozstania z Beatlesami, zorganizowany w celach dobroczynnych i niosący przesłanie, które dziś zdaje się wybrzmiewać z nową mocą.

„Jak możemy to zmienić?” – pyta bohater tego dokumentu i nie są to czcze słowa. Zwłaszcza gdy stoją za nimi konkretne akcje, na przykład pomoc dla artysty i aktywisty Johna Sinclaira, skazanego na dziesięć lat więzienia za posiadanie dwóch skrętów z marihuaną. Masowe wiece, koncerty w jego intencji i napisana przez Lennona piosenka miały wymiar więcej niż symboliczny – przyczyniły się do uwolnienia człowieka niewygodnego dla państwa. 

Przewija się przez ekran też inny ówczesny „renegat”, poeta Allen Ginsberg, czy postać Boba Dylana, choć już w mniej oczywistym kontekście. Za sprawą autentycznych materiałów, bardzo gęstych i świetnie zmontowanych, w tym zachowanych rozmów telefonicznych Lennona i Ono z różnymi ludźmi, jesteśmy świadkami wielkiego kulturowego fermentu, w którym bunt nie był jeszcze towarem na sprzedaż. Macdonald i Rice-Edwards ożywiają na ekranie czasy, zanim utopijny idealizm zdążył się wypalić czy skompromitować.

I chcieliby wierzyć weń nadal, bo wymowa filmu, mimo jego archiwalnego charakteru, wydaje się bardzo współczesna. Oczywiście, jeśli ktoś tylko zechce dostrzec odpowiednie analogie. Można sobie wyobrazić – albo przynajmniej trochę pomarzyć – jak John Lennon reagowałby dzisiaj, śledząc wiadomości z Gazy czy Ukrainy. Zresztą autor „Imagine”, gdyby nie został skremowany, a jego prochy rozsypane w Central Parku, pewnie przewracałby się w grobie, słysząc współczesne komentarze do jego piosenki, kiedy wykonano ją na otwarciu igrzysk olimpijskich w Paryżu. To nie są czasy dla naiwnych marzycieli i wydaje się, że dokument „One to One: John i Yoko” zrodził się także z pytania, jak dzisiaj łączyć sztukę z aktywizmem i na ile może ona cokolwiek zmienić.

Oglądamy historię człowieka, który najbardziej buntował się nie tyle przeciwko twardogłowym politykom, coraz większej inwigilacji, stronniczym sądom czy komercjalizacji kultury, co przeciwko zbiorowej apatii. Jednakże pomysły Lennona na „trasę wolności”, z której zyski przeznaczone byłyby na kaucje dla niesłusznie bądź zbyt surowo skazanych, bledną wobec tego, jak twórcy dokumentu – a raczej, przy jakiej okazji – wykorzystali utwór zaczynający się od słów „Wyobraź sobie…”. I na co ostatecznie poszły pieniądze zgromadzone dzięki koncertowi „One to One”. Chodzi oczywiście o niesławną i już nieczynną państwową placówkę na Staten Island, gdzie przebywało wówczas, w warunkach nieludzkich, kilka tysięcy dzieci z niepełnosprawnościami umysłowymi. To moment w filmie, kiedy nie sposób pozostać obojętnym.

I właśnie o tym, że nie można być obojętnym, chodzi zarówno tytułowym postaciom filmu, jak i jego twórcom. Jest w tym ukryte wezwanie kierowane szczególnie do artystów, bo to oni, jako ci rozpoznawalni i posiadający „zasięgi”, mają tu ważką rolę do odegrania. Autorzy swoich bohaterów nie idealizują. Skatologiczne wierszyki Ginsberga, przygotowania Yoko Ono do sesji zdjęciowej z udziałem setek much czy wspomniana afera z porwanym dzieckiem pozwalają spojrzeć na ówczesną kulturę i związany z nią styl życia pod różnymi kątami, nie tylko od strony zaangażowanych songów.  

Co innego jednak wysuwa się na plan pierwszy. Z kolażu dokumentalnych materiałów wyłania się obraz skrajnie podzielonego supermocarstwa, łamiącego standardy demokracji czy prawa człowieka u siebie i za granicą. A zarazem kraju, w którym artysta używający słowa „ludobójstwo” traktowany jest niczym persona non grata. Film przywołuje tu analogie z innym twórcą wyklętym w USA, też Brytyjczykiem z pochodzenia, a mianowicie z Charliem Chaplinem, który w tym samym czasie, kiedy Lennona inwigilowano i straszono deportacją, przylatuje na Nowy Kontynent po trwającej aż dwadzieścia lat banicji.

Poza wszystkim daje „One to One” możliwość wsłuchania się raz jeszcze w teksty Lennona i Ono, te śpiewane i te mówione (wszystkie są w filmie przetłumaczone). Słychać w nich, jak bardzo byli dziećmi swojej epoki i zarazem jak bardzo ją wyprzedzali, co nie zawsze, zwłaszcza jej, przysparzało popularności. Film, współprodukowany między innymi przez Seana Ono Lennona, ich wspólnego syna, oraz przez Brada Pitta, nie jest typowym dokumentem „fanowskim”, powstałym z rodzinnym i gwiazdorskim błogosławieństwem. 

Dając wrażenie bliskiego obcowania z bohaterami i krążąc wokół przygotowań do pamiętnego koncertu, film ten jednocześnie chwyta moment istotnej przemiany – w odniesieniu do konkretnych artystów i całego niespokojnego ducha tamtych czasów. Trudno byłoby znaleźć dla niego lepsze określenie niż znana nam skądinąd „nadzieja radykalna”. Nawet wiedząc, co spotkało Lennona kilka lat później i w którą stronę poszedł świat.   

„ONE TO ONE: JOHN I YOKO” („One to One: John & Yoko”) – reż. Kevin Macdonald, Sam Rice-Edwards. Prod. Wielka Brytania 2024. Dystryb.  Against Gravity. W kinach od 12 września.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Jak zmieniać świat