Nowa Jałta

Demokratyczna Białoruś przegrała. Kto choć odrobinę zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się na wschodzie kontynentu, nie mógł liczyć na cokolwiek innego. Ale stawką w grze o Białoruś jest przyszłość Europy.

18.04.2006

Czyta się kilka minut

 /
/

Wśród postsowieckiej architektury Mińska, wśród mrozu i śniegu ci ludzie byli samotni. Nie otaczał ich entuzjazm, tylko milicja zamykająca wyloty placu i czająca się w bramach. Nie było w tej demonstracji optymizmu, a jedynie odwaga i determinacja. Oni od początku wiedzieli, że wszystko skończy się tak, jak ma się skończyć. Prawdopodobnie jedyną wątpliwością, która ich nawiedzała, była wątpliwość, czy milicja w końcu użyje ostrej amunicji, czy tylko gumowej, gazu i pałek.

To musiało się tak skończyć. W końcu Mińsk leży przecież na końcu świata, gdzieś na skraju Azji albo i Hiperborei. Nawet telewizyjne doniesienia z trudem pokonują odległość i obrazy w naszych telewizorach są jakieś niewyraźne. Tak więc było, minęło, chwała Bogu zginęła tylko jedna osoba i teraz możemy powrócić do naszych ulubionych zajęć. Bo przecież, tak między nami, to gdyby oni tam, w tej swojej Hiperborei, coś naprawdę chcieli zmienić, toby zmienili. Mogliby na przykład bardziej się zdemokratyzować, zadbać o zęby i przede wszystkim przenieść ten swój kraj w jakieś cieplejsze i lepiej oświetlone strony. A w ramach sankcji zabronimy Łukaszence zakupów w berlińskim Quartier 206 albo i Lafayette, i niech drań cierpi.

Po co Europie jakaś Białoruś, której, zdaje się, nie ma naprawdę.

Po co Ukraina, która zdradziła, podstępnie przyjmując najpierw wyrazy poparcia, koce, śpiwory oraz ekipy telewizyjne całego wolnego świata, a potem, po roku - po całym długim roku!!! - ani trochę nie upodobniła się do Wielkiego Księstwa Luksemburga. A przecież wobec takiej ilości wysłanych śpiworów i ekip telewizyjnych Zachód miał prawo żywić nadzieję, że chociaż będzie próbowała.

Po co Bośnia i Hercegowina - przecież zaraz będą chciały się podzielić.

Po co - strach powiedzieć głośno - Serbia z tym swoim głupim alfabetem i genetyczną krwiożerczością. Jeżeli już, to w dalekiej oraz nieokreślonej przyszłości jedynie Czarnogóra. Ona ma przynajmniej ludności tyle co kot napłakał i taką małą wyspę, na której kiedyś bywała Sophia Loren...

Tak, to jest pytanie, które prześladuje Europę od dawna: na diabła nam to albo tamto, na cholerę jakieś Kosowo albo Macedonia? Czy nam nie jest dobrze tak, jak jest? Albo nie lepiej nam było kiedyś? Zanim przyłączyła się ta durna Polska, która teraz nie chce siedzieć cicho, wymądrza się, chce robić jakieś powstanie na Wschodzie i jeszcze wybrała sobie prezydenta z sobowtórem, a może nawet samego sobowtóra... Doprawdy, zamiast Polski trzeba było przyjąć Japonię, która spełnia wszystkie standardy oraz produkuje więcej aut niż cały ten Wschód potrafi ukraść.

Zaiste "być Europą", "być w Europie" to jest problem. Na przykład w 1938 roku w Monachium doświadczyła tego Czechosłowacja. Po prostu została poproszona o "opuszczenie terenu" demokratycznej Europy, poproszona przez demokratycznych Europejczyków. Europa po prostu sobie uznała, że Czechosłowacja niezupełnie do niej należy. Podobnie, ale na znacznie większą skalę rzecz się miała w 1945 roku w Jałcie. Tam z kolei Europa uznała, że parę sporych, starych europejskich krajów lepiej się będzie czuło na terenie Rosji. Europa zapewne kierowała się troską i przeświadczeniem, że "niezgłębiona dusza rosyjska" lepiej się porozumie z równie tajemniczą duszą węgierską.

W każdym razie uznano wtedy, że Europa zaczyna się na zachód od Łaby, i tyle.

Natomiast w roku 1948 w Berlinie było nieco inaczej, ale równie ciekawie. Oto Berlin Zachodni został odcięty od świata, zablokowany i de facto wchłonięty przez wielkie i paskudne cielsko sowieckiego imperium. Tym razem Europa i Zachód nie wiedzieć dlaczego nie mogły się pogodzić z utratą tego kawałka zbombardowanego gruzowiska. Przez długie miesiące z powietrza zaopatrywały miasto i w końcu wywalczyły jego "przeniesienie" do Europy. Tak wyglądają problemy z byciem w Europie bądź niebyciem. Czas wcale ich nie unieważnił. Mam nawet wrażenie, że czasem te problemy się komplikują.

Demonstracja demokratów w Mińsku to, oczywiście z zachowaniem proporcji, coś w rodzaju Berlina Zachodniego w sowieckiej blokadzie. Nie ma tylko mostu powietrznego, nie ma amerykańskiego prezydenta deklarującego, że jest Białorusinem. Zamiast tego jest raczej europejska obojętność i obłuda, która pozwala przesuwać europejskie granice w zależności od zasięgu własnych interesów. Ale to ślepy zaułek. Europejczykiem jest ten, kto wyznaje europejskie wartości, potrafi o nie walczyć. Zwłaszcza ryzykując wolnością i życiem. Jeśli klucz "europejskiego doboru" będzie inny, to już możemy zacząć się żegnać ze starym kontynentem. Trzeba naprawdę nie mieć wzroku, słuchu i węchu oraz rozsądku, żeby tego nie dostrzec. Tego, że Europa słabnie, traci znaczenie, że jej potencjał militarny, gospodarczy, innowacyjny i demograficzny stale się zmniejsza. Moralnie przegrała nawet swoją małą wewnętrzną wojnę na Bałkanach. Nikt na świecie specjalnie nie potrzebuje już europejskich wartości. Co najwyżej potrzebuje się jeszcze europejskich produktów. Ale to tylko przez chwilę. Chińczycy już kopiują naszą cywilizację w naturalnej skali. Na razie technikę, perfumy i malarstwo, ale wkrótce starożytną Grecję, Renesans i Barok, i w końcu skopiują sobie samego Europejczyka.

W końcu jesteśmy tylko maleńkim półwyspem na koniuszku Azji i na styku Afryki. W tej sytuacji kręcenie nosem na to, czy uznać za Europę Ukrainę albo Białoruś, ma znamiona utraty kontaktu z rzeczywistością.

Oczywiście można się przy tym upierać i za kilkadziesiąt lat sprowadzać na nasz egzotyczny i wymierający kontynent Europejczyków made in China.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Urodził się w 1960 roku w Warszawie. Mieszka w Beskidzie Niskim. Prozaik i eseista. Autor Murów Hebronu, Dukli, Opowieści galicyjskich, Dziewięciu, Jadąc do Babadag, Taksimu, Dziennika pisanego później, Grochowa, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Wschodu… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2006