No Time to Die

Nastał czas odwoływania rzeczy niepotrzebnych, kasowania wszystkiego: meczów, demonstracji, zgromadzeń, spotkań, kontaktów z drugim człowiekiem.
Czyta się kilka minut

W mediach armagedon, nareszcie nie w reżyserii Rolanda Emmericha, nareszcie z miliardami autentycznych statystów. Deep reality show w maseczkach.

Wszystko, co nie jest niezbędne do podtrzymywania podstawowych funkcji życiowych, zostanie ograniczone, aż w końcu ludziom zostanie tylko internet. Najnowszym serialem Netflixa będzie „Dodekameron”. Kontakt z drugim kimkolwiek stanie się autoograniczony, bliźni przemienią się w bezludne wyspy na oceanie śmiertelnego lęku. Nie będzie Żyda ni Greczyna, będą nosiciele wirusów w różnym stadium rozwoju. Strach ma skośne oczy, ale zaraz zacznie wyglądać coraz bardziej swojsko, słowiańsko, nadwiślańsko, piastowsko, piaszczyście. Reszta jest umywaniem rąk.

I stała się rzecz najgorsza: nie będzie Bonda. Schyłek, zmierzch, dekadencja, hańba, powtarzam grzmiąco: nie będzie nowego Bonda! Był gotowy do odpalenia w kinach, już na dniach, był, ale się zmył, albowiem go odwołali. „No Time to Die”. Serio, tak brzmi tytuł, trefnie i dowcipnie w sposób wielce niesmaczny, choć oczywiście niezamierzony. Zamierzona jest zwłoka w premierze „No Time to Die”. Możemy się cieszyć filmikiem promocyjnym, w którym jest to co zawsze, i o to chodzi. Urok Bonda mocno już zwietrzał, jak przenikliwie autotematycznie zauważają postaci Bonda w dialogach z Bonda. Konstatacja oklepana podejrzaną szczerością, nawet w teaserze. Świeże jest co innego: fakt, że premiery Bonda nie będzie, został poddany kwarantannie do jesieni, więc los świata jest niepewny, bo Bond go nie uratuje. Urok świata najwidoczniej również zwietrzał, zasługuje tylko na maseczkę i długą, zbyt długą samotność przeglądającą na ekranie zdjęcia z zaprzeszłych wakacji w Italii.

Istnieje pokolenie uformowane traumatycznym faktem, że pewnego dnia nie było „Teleranka”, teraz na naszych oczach nie będzie Bonda. Smuteczek. No Time to Die. Pandemia czy paranoja? Głosujemy za pomocą esemesa bez treści. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2020