Już trzy tygodnie w Lagos i innych nigeryjskich miastach trwają protesty rozpoczęte po kolejnym zabójstwie dokonanym przez członków specjalnych oddziałów policji SARS. Powołano je w 1992 r. do walki z rosnącymi w siłę gangami (Lagos to jedna z najbardziej niebezpiecznych metropolii świata), ale z czasem same się do tych gangów upodobniły. Według Amnesty International tylko od początku 2017 r. ich funkcjonariusze odpowiadają za 82 przypadki morderstw i tortur.
Pod presją demonstracji rząd rozwiązał SARS, lecz protesty, podsycane przez brutalność policji i wojska (do minionej soboty zginęło co najmniej 56 osób), nie ustają. Zjednoczyły młodych z różnych grup etnicznych, a stosowane wcześniej w takich sytuacjach przez władze pogłębianie regionalnych podziałów tym razem okazało się nieskuteczne – mimo że np. siły bezpieczeństwa rozwoziły po innych częściach kraju chuliganów z prorządowej północy, aby „tłumili” protesty.
Nigeria to najludniejsze państwo Afryki (207 mln mieszkańców), a za kilka dekad Lagos może być też największym miastem świata. Kłopot, jaki nigeryjska władza ma z ruchem EndSARS, to zapowiedź trendu: z czasem siła demografii i postulatów młodych będzie coraz skuteczniej wymuszać na afrykańskich rządach zmianę – nawet w poprzek etnicznych linii podziałów. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















