Nie przychodźcie do kościoła w szortach – wezwał pewien ksiądz. Moją uwagę zwrócił jeden z komentarzy pod jego wpisem

Dobrze, że ktoś nas czasem wybije z dobrego samopoczucia.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Zaczęło się od internetowej wypowiedzi księdza na temat stosowności, a raczej jej braku, przychodzenia do kościoła w krótkich spodenkach. W letnie upały, w ciasnym i dusznym kościele rzeczywiście w długich spodniach i koszuli z rękawami można się solidnie spocić zamiast namodlić. Z drugiej strony nie chodzi tylko o świątynię, ale np. o restaurację, gdzie nawet zimne piwo przestaje smakować, gdy jest się zmuszonym oglądać włochaty tors gościa i jego brzuszysko albo ledwie zakryte pośladki jego towarzyszki. Powiadają też, że gdzieś tam jakiś biskup wezwał na dywanik księdza, który na plaży odprawił mszę dla nudystów. Na pytanie: „o czym ksiądz myślał, patrząc na tych golasów?” ten odpowiedział: „o tym, gdzie oni trzymają pieniądze na tacę”. Stare przysłowie mówi, że jak cię widzą, tak cię piszą, i nie chodzi w nim tylko o robienie dobrego wrażenia, ale o coś bardziej istotnego.

Pod wpisem księdza zaroiło się od komentarzy, szczególnie jeden zwrócił moją uwagę. Głosił on, że „katoliccy duchowni to współcześni faryzeusze, czyli hipokryci”, ponieważ „wiążą wielkie ciężary i wkładają je ludziom na barki, sami zaś nie chcą ich ruszyć swoim palcem. Wszystkie swe uczynki spełniają, żeby ich ludzie widzieli. Lubią najpocześniejsze miejsce na wieczerzach i pierwsze siedzenia w synagogach, i pozdrowienia na rynkach, i lubią być przez ludzi nazywani Rabbi. Ale wy nie dajcie się nazywać Rabbi, bo jeden jest wasz nauczyciel, natomiast wy wszyscy jesteście braćmi. I nikogo na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem, bo jeden jest wasz Ojciec, ten niebiański”. I tak od szortów doszliśmy do Biblii.

To zderzenie przypomniało mi pierwsze spotkania ze świadkami Jehowy i moją bezradność wobec ich interpretacji Biblii. Później, już poduczony, próbowałem z nimi rozmawiać, ale oni, zorientowawszy się, że mają do czynienia z księdzem, przerywali dyskusję i odchodzili. Dzisiaj chciałbym im podziękować właśnie za to, że burząc moje dobre samopoczucie, rozbudzili we mnie ciekawość i zmusili do zajęcia się Biblią, jak też i za to, że, pewnie wbrew ich intencjom, jestem tu, gdzie jestem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Szorty i Biblia