Co się stało z moją wiarą, kiedy to, co wyuczone, odeszło?

Skończyła się wiara dziecięca, skończyła się wiara „z nawyku”, skończyła się wiara „księdza z misją”. Na koniec życia wszedłem w nowy etap.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara

Czytając wywiad Michała Okońskiego z Ryszardem Koziołkiem pomyślałem, że napiszę tak, jakby ta rozmowa była ze mną: o mojej wierze i niewierze. O tym, jak to się zmieniało, bo gdy żywot mój dobiega kresu, mogę sobie na to pozwolić.

Pierwszy etap, dziecinnej wiary, jest prosty. Nigdy na szczęście nie byłem karmiony bajkami. Prawdy wiary przyjmowałem tak, jak inne informacje o świecie. Niektórzy moi bliscy umierali, ale wiedziałem, że żyją w zaświatach i, choć nieobecni, jednocześnie są blisko, a kontakt z nimi nie stanowi problemu. Pierwsze spowiedzi i towarzyszące im rachunki sumienia były proste. Nawet śmierć ojca była straszliwą traumą, ale nie zachwianiem wiary. Po prostu wiedziałem, że śmierć nie jest końcem: że jest początkiem lepszej, tajemniczej, lecz realnej egzystencji.

Kolejny etap to był etap nawyku. Wiara w Boga, w życie po śmierci, w Kościół, w kościelne nabożeństwa, ba, nawet w księży, była sprawą załatwioną, jak sądziłem, raz na zawsze. To „się wiedziało”. Ateistyczny był ustrój, ateistyczni byli niektórzy nauczyciele, a także esbecy, którzy potrafili mnie dopaść tam, gdzie się ich nie spodziewałem. Cały czas chodziliśmy na religię, raz świetnie prowadzoną, raz gorzej, ale to wszystko nie miało wpływu na wiarę.

Potem wstąpiłem do zakonu, co okazało się niezwykłą przygodą. Byłem i jestem do dziś przekonany, że to był dobry wybór. Czy lata formacji wpłynęły na moją wiarę? Z pewnością podbudowały przekonania, dostarczyły argumentów, dały też świadomość, że nie wszystko w Kościele jest piękne i gładkie. Z drugiej strony: ksiądz jest z natury rzeczy człowiekiem wiary. Apostołem, świadkiem, bez względu na jego stan osobisty. A „misja” mobilizuje. Może chroniła mnie łaska Boża, ale szedłem tą drogą. Właśnie tak: nie starałem się być heroicznym wzorem dla innych, tylko starałem się iść drogą wiary, którą głosiłem, której broniłem z przekonaniem, którą przez lektury, praktyki religijne, doświadczenia życiowe pogłębiałem. Tak było długie lata.

I przyszedł osobliwy moment, w którym starość dała o sobie znać. Coś się stało z moim mózgiem. Ani na chwilę nie straciłem przytomności, nie miałem halucynacji, amnezji, ale jednak coś się stało. O tym, co wtedy było z moją wiarą, już tu kiedyś mówiłem. Przypomnę krótko: był to moment rozsypania się wiary wyuczonej, ale nie utraty wiary. Obrazy zawarte w Ewangelii zobaczyłem jako obrazy mające przybliżyć coś, czego nie da się wyrazić słowami. Zasadniczą wiadomością, która została nietknięta, były słowa, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w duszę człowieka nie wstąpiło…”.

To zaproszenie do rozstania się z wyobrażeniami zakładającymi fizyczne odczuwanie przy zgaśnięciu wraz ze śmiercią naszej fizyczności wydało mi się (i nadal się wydaje) kluczem do odpowiedzi na pytanie, na które chyba nie sposób odpowiedzieć w świecie, który doświadczamy. Mniejsza zresztą o szczegóły: ważne, że wszedłem w nowy etap przeżywania wiary.

Nie wiem, jak to długo jeszcze potrwa. Statystyki podpowiadają, że niezbyt długo. Słowa „światłość wiekuista” są przenośnią zakładającą posiadanie oczu, oczy tymczasem, jak cała reszta, zamienią się w tzw. proch. Wiem, że dla mnie czas paralelnych obrazów się skończył, dlatego rezygnuję z przenośni i czekam na „zobaczenie”, jak to będzie „wyglądało”. Czekam spokojnie, a jak się przekonam, to wam powiem. Oczywiście powiem na sposób właściwy nowemu sposobowi istnienia. Jak to będzie? Ano, „zobaczymy”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Sprawy ostateczne i nieostateczne