Lukrecja Jaszewska: Od wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku środowisko naukowców spotyka się i omawia sytuację Ukrainy, uwzględniając jej historyczne znaczenie nie tylko dla państw Europy Wschodniej, ale i całej Europy czy nawet świata. Jaki jest cel takich spotkań?
Igor Kąkolewski: Od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, spowodowanej agresją rosyjską w lutym 2022 roku, obserwujemy rozmaite inicjatywy naukowe, które są implementowane m.in. w postaci konferencji lub kongresów. Do jednej z pierwszych większych konferencji w Polsce poświęconych tematyce ukraińskiej pt. „Historians Facing New Challenges in the Context of the Russian War Against Ukraine” z udziałem kilkudziesięciu naukowców z Ukrainy doszło już wczesną jesienią 2022 roku w Lublinie na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Inicjatorami tej konferencji były instytucje polskie oraz Instytut Historii Litwy w Wilnie, a jej pomysłodawcą był prof. Alvydas Nikžentaitis.
Wsparcia dostarczył też Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie i zaangażowany w dialog z Ukrainą ówczesny dyrektor tej instytucji prof. Miloš Řezník. Ta kooperacja polsko-litewsko-niemiecka zapoczątkowała działania, których efektem w kolejnych latach stały się coroczne kongresy z udziałem koleżanek i kolegów z Ukrainy, Litwy i przedstawicieli demokratycznej Białorusi. Pierwszy odbył się w ubiegłym roku w Wilnie, ostatni zaś zorganizowany niedawno w Warszawie przez Studium Europy Wschodniej pod wymownym tytułem „Wspólnota czterech narodów”.
To, co charakterystyczne dla tego typu wydarzeń, to możliwość stworzenia przyjaznej przestrzeni do dialogu na temat wspólnego dziedzictwa krajów „wspólnoty czterech narodów”, nie unikając przy tym trudnych zagadnień dotyczących np. relacji polsko-ukraińskich czy polsko-litewskich. Myślę, że dialog, w którym uczestniczą historycy z Polski, Ukrainy, Litwy oraz, co bardzo ważne, demokratycznych środowisk Białorusi, jest nową jakością, która wynika z sytuacji spowodowanej wybuchem wojny w Ukrainie.
Spotykamy się podczas konferencji „Przyszłość badań nad Europą Środkowo-Wschodnią” zorganizowanej przez Instytut Pileckiego w Warszawie, do udziału w której zaproszeni zostali historycy również ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Ta konfrontacja różnych środowisk akademickich jakie przyniosła wnioski dla Pana?
Oczywiście, to jest nowa jakość w dialogu w naszym środowisku akademickim. Zaproszenie do debaty wybitnych historyków amerykańskich, jak prof. Marka Kramera z Uniwersytetu Harvarda czy prof. Igora Lukeša z Uniwersytetu w Bostonie, to postawienie pytania: w jaki sposób studia nad historią Ukrainy, czy szerzej nad Europą Środkowo-Wschodnią, mogą być atrakcyjne dla szerszej publiczności, nie tylko w europejskim, lecz także transatlantyckim wymiarze? To, co było istotne, to refleksja, w jaki sposób tradycyjne studia nad Rosją dominują wciąż w świecie zachodnim, zarówno amerykańskim, jak i zachodnioeuropejskim.
Czy ta dyskusja historyków to pierwszy krok, by zmienić sposób rozumienia historii Europy przez świat Zachodu? Podczas panelu z udziałem prof. Marka Kramera, Tetiany Portnovej, Johna Micgiela padło stwierdzenie, że ważnym elementem upowszechniania wiedzy jest jej dostępność. Nie zawsze wiedza historyczna z Ukrainy dociera na Zachód, a jeśli już, to jest to perspektywa rosyjska. Brakuje tłumaczeń współczesnych podręczników, wyników badań, opracowań na języki obce, na uczelniach w większości dominuje historia opracowana przez rosyjskich naukowców. I chociaż wydaje się to tak oczywiste, to uczelnie zarówno w Stanach, jak w Wielkiej Brytanii czy Ukrainie mają problem z upowszechnianiem współczesnych badań historycznych.
Cieszę się, że podczas tej konferencji mogliśmy zorganizować m.in. panel poświęcony podręcznikom szkolnym do nauczania historii. Podręczniki to pas transmisyjny, który upowszechnia historię, tworzy tożsamość narodową, a także regionalną w rozumieniu makroregionów Europy. Panel podręcznikowy odbył się z udziałem przedstawicieli największego instytutu badań nad podręcznikami szkolnymi na świecie, tj. Instytutu im. Georga Eckerta ds. Międzynarodowych Badań nad Mediami Szkolnymi w Brunszwiku. Udało nam się przeanalizować kilka tematów.
Po pierwsze, mogliśmy dowiedzieć się, jak rozwijała się edukacja historyczna na poziomie szkolnym w Ukrainie od lat 90. Jakie miejsce zajmuje historia Europy w podręcznikach ukraińskich i jak w tym kontekście jest prezentowana historia Ukrainy. Drugim ważnym tematem było zwrócenie uwagi, w jaki sposób putinowska Rosja wykorzystuje najnowsze podręczniki szkolne do kształtowania postaw i świadomości własnego społeczeństwa.
I z jakimi wnioskami Pan pozostał?
To, co jest oknem na przyszłość, w moim przekonaniu, to przygotowanie nowego rodzaju podręczników, które byłyby nie tylko atrakcyjne, odkrywcze ze względu na treść, ale i sposób jej prezentowania. Rozmawialiśmy o możliwości opracowania podręcznika transnarodowego, bilateralnego polsko-ukraińskiego, w którym wspólna historia pokazana byłaby wieloaspektowo.
W latach 2012-2022 był Pan polskim koordynatorem naukowym prac nad polsko-niemiecką serią podręczników do nauki historii „Europa. Nasza historia / Europa – unsere Geschichte”. Czy te doświadczenia można wykorzystać również tutaj?
Zgadza się. Mamy doskonały przykład, którym jest ten właśnie podręcznik. Identyczny pod względem treści i szaty graficznej w polskiej i niemieckiej wersji językowej. Wykorzystując doświadczenia z pracy nad nim, możemy stworzyć podobny projekt polsko-ukraiński. Myślę, że w tej chwili środowiska historyczne w Polsce i Ukrainie są w stanie zainicjować taki projekt. Oczywiście do jego stworzenia potrzebna jest też dobra wola w środowisku politycznym, ale mam nadzieję, że taka wola już istnieje lub wkrótce zaistnieje.
W przypadku tworzenia podręcznika polsko-ukraińskiego na co szczególnie powinniśmy zwrócić uwagę? Co jest istotne z perspektywy obecnych i przyszłych pokoleń? W jaki sposób przedstawić elementy naszej wspólnej, ale też i trudnej historii?
Jeśli chodzi o ukazywanie historii na poziomie szkolnym, to bardzo ważny jest dialogiczny sposób narracji, oparty na zasadzie wieloperspektywiczności. To brzmi abstrakcyjnie, gdy mówi to dydaktyk historii, ale ma to przełożenie na bardzo konkretne rozwiązania. Przykładowo, odnosząc się do podręcznika polsko-niemieckiego, w rubryce pt. „Punkt widzenia” cytujemy wypowiedzi historyków, publicystów, public intellectuals, które dotyczą tego samego tematu, ale zawierają różne jego interpretacje i oceny. To sprawia, że zarówno Polacy, jak i Niemcy mogą przedstawiać kontrowersyjne kwestie w taki sposób, który uczniowi i nauczycielowi umożliwia pytanie: dlaczego prezentujemy w różny sposób tę samą problematykę? I to jest kluczowe w procesie nauczania – pokazać wiele aspektów przeszłości, dać możliwość wyboru interpretacji, a zainteresowany po chwili refleksji wybierze ten, który uzna za przekonywający. Lub sam stworzy własną interpretację.
Podobnie w przypadku polsko-ukraińskiego podręcznika, o którym marzymy, warto postawić pytanie przed uczniem i nauczycielem: dlaczego druga strona inaczej postrzega dany temat? Nie wartościujemy, nie ideologizujemy, nie pytamy, kto ma rację. Chodzi raczej o ukazanie możliwości interpretacji przeszłości. To jest sprawa bardzo istotna, wywołanie empatii po obu stronach, poddanie refleksji, zadanie sobie trudu w szukaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego inny myśli inaczej. Nie musimy się zgadzać z daną opinią, ale powinniśmy zdawać sobie sprawę, dlaczego różnimy się w ocenie tych samych wydarzeń historycznych. I to jest punkt wyjścia do dalszego dialogu, którego finałem nie musi być uzgodnienie wspólnej wersji. Najważniejsza jest rozmowa na dany temat.
Czyli nadszedł ten czas, abyśmy mogli wysłuchać się wzajemnie?
Myślę, że to jest dobry czas. Istnieje potrzeba i konieczność dialogu polsko-ukraińskiego w wielu kwestiach, również na tematy historyczne. Spójrzmy na liczbę imigrantów, którzy przybyli do Polski w wyniku agresji Rosji przeciw Ukrainie. Ukraińskie dzieci uczęszczają do polskich szkół, funkcjonują w polskim systemie edukacyjnym. Ważne, aby wspólna historia obu narodów była znana i rozumiana przez polskie i ukraińskie dzieci uczęszczające do tej samej szkoły. Ale również po obu stronach granicy.
Jest Pan dyrektorem Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, ma Pan olbrzymie doświadczenie w prowadzeniu dialogu polsko-niemieckiego również w obszarze upowszechniania wiedzy na temat II wojny światowej i relacji polsko-niemieckich. Instytut Pileckiego w Berlinie przeprowadził sondaż, w którym badano wiedzę i postawy społeczeństwa niemieckiego wobec historii XX wieku, II wojny światowej i historii Polski. Jak można zwiększyć powszechną wiedzę w tym zakresie?
Dla Niemiec – zarówno w RFN od lat 80., jak też po zjednoczeniu w 1990 roku – przeszłość została w dużym stopniu przepracowana. Tzn. stworzono pewną oficjalną narrację, za pomocą której Niemcy samokrytycznie opowiadają o swojej historii, zwłaszcza pierwszej połowy XX wieku. Czy uwzględniają w tym Polskę i relacje z nią? Tak, uwzględniają, jednak w sposób bardzo powierzchowny. Znajomość historii Polski oraz relacji polsko-niemieckich, nie tylko w XX wieku, lecz nawet we wcześniejszych stuleciach, jest bardzo mało upowszechniona w Niemczech.
Z czego to wynika?
To złożony temat. Uważam, że nie kwestia rozliczenia Niemców z ich własną przeszłością, a upowszechnienie wiedzy o historii Polski jest głównym celem takich placówek jak oddział Instytutu Pileckiego w Berlinie czy Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. Staramy się prowadzić działania na różne sposoby, czasami z większym, niekiedy mniejszym sukcesem.
Opracowanie i publikacja czterech tomów podręcznika „Europa. Nasza historia” to sukces. Pojawiające się niedawno opinie pewnych środowisk w Polsce o tym, jakoby podręcznik ten był próbą narzucenia niemieckiego punktu widzenia na wspólną historię, są śmieszne. Z pewną dozą uszczypliwości można by stwierdzić, że to raczej Polacy z sukcesem spróbowali przekonać Niemców do swego punktu widzenia. Na pewno zaś w podręczniku znajdziemy różne punkty widzenia – zgodnie ze wspomnianą wyżej zasadą wieloperspektywiczności.
Wedle danych z ubiegłego roku do uczniów i nauczycieli w Niemczech trafiło w ciągu ostatnich dwóch-trzech lat ok. 27 tys. egzemplarzy podręcznika w wersji niemieckojęzycznej. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze inny potencjał związany z naszą polsko-niemiecką serią podręcznikową. Otóż organizacja KoKoPol w Niemczech, która zajmuje się upowszechnianiem języka polskiego w tym kraju, obecnie intensywnie pracuje nad wykorzystaniem polskojęzycznej wersji podręcznika do nauki języka polskiego na poziomie szkolnym w Niemczech.
Juliusz Mieroszewski powiedział kiedyś, że „historia jest fascynująca, ponieważ to samo nigdy nie jest to samo”. Wojny były i będą, natomiast zmieniają się ich okoliczności, które mają niebagatelne konsekwencje. Jak ocenia Pan to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą?
Ważne jest, aby z perspektywy europejskiej nie postrzegać pełnoskalowej wojny w Ukrainie rozpoczętej przez Federację Rosyjską w lutym 2022 roku jako początku tego konfliktu zbrojnego, bo sięga on 2014 roku. Z historycznego punktu widzenia konflikt Rosji z Ukrainą ma genezę o wiele wcześniejszą. Proces kształtowania nowoczesnej państwowości ukraińskiej rozpoczął się pod koniec I wojny światowej, w decydującą fazę wszedł zaś wskutek rozpadu Związku Radzieckiego. Istotne też, aby pamiętać o ewolucji stosunku Polski wobec idei niepodległości Ukrainy, Litwy i Białorusi w XX wieku.
Mimo różnych konfliktów z Litwinami, Ukraińcami i Białorusinami w okresie 1918-1939 oraz poważnych błędów II RP zwłaszcza wobec mniejszości ukraińskiej i białoruskiej, rewizję stosunku Polski wobec kwestii niepodległości i integralności terytorialnej Ukrainy, Litwy i Białorusi zawdzięczamy środowiskom polskiej powojennej emigracji niepodległościowej. Rolę kluczową odegrało tu środowisko paryskiej „Kultury”. Wizjonerska koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego tzw. ULB – czyli wspierania niepodległości i suwerenności Ukrainy, Litwy i Białorusi, przy jednoczesnej rezygnacji z polskich roszczeń do dawnych wschodnich terenów II RP – od lat 90. stała się podstawą współczesnej polskiej polityki zagranicznej w Europie Środkowo-Wschodniej.
Tematyka ta została zresztą podjęta podczas naszej konferencji w Warszawie. Dyskutowano m.in. o roli powojennych środowisk emigracyjnych polskich i ukraińskich w dialogu i wypracowaniu koncepcji, które zaowocowały po 1989 roku. Warto pamiętać, że środowisko paryskiej „Kultury” było nieliczne. A jednak to związani z tym ośrodkiem dreamers – marzyciele wieszczący nowy porządek w Europie, który wydawał się niemożliwy do urzeczywistnienia w epoce zimnej wojny – mieli rację. Co więcej, doktryna ULB nabiera znów aktualności, zwłaszcza w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę od 2014 roku. Jak widać, wizji marzycieli nie można lekceważyć…
Jakie pojawiły się perspektywy badawcze dla środowiska historyków w kontekście Polski i Ukrainy w obecnej sytuacji?
W ramach konferencji mogliśmy pokazać naszym gościom m.in. z Ukrainy, USA czy Niemiec, w jaki sposób polskie środowiska intelektualne stają się istotnym ogniwem w dialogu nad przeszłością i przyszłością Europy Środkowo-Wschodniej. Co ciekawe, podczas konferencji pojawiły się m.in. refleksje nad przedefiniowaniem miejsca Niemiec w naszej części Europy w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę. Pojawia się bowiem szansa, że obecne Niemcy mogą stać się użytecznym sprzymierzeńcem wspierającym niepodległość krajów strefy ULB. Mogą, jeśli ich polityka zagraniczna zapoczątkowana po lutym 2022 roku będzie kontynuowana…
Plany stałego stacjonowania kilkutysięcznej brygady Bundeswehry na terytorium Litwy mogą odpowiadać również interesom Polski i wzmocnienia jej bezpieczeństwa. Rewizja niemieckiej polityki zagranicznej wobec Federacji Rosyjskiej podważa stereotypowy obraz Niemiec jako mocarstwa środkowoeuropejskiego, które ponad „strefą buforową” obejmującą Polskę i państwa ULB dąży do porozumienia z Rosją. Dlatego musimy działać odpowiednio do nowo rysującej się sytuacji, często wbrew tradycyjnym uprzedzeniom i lękom, żeby szansy tej nie zmarnować. Aby to osiągnąć, potrzebna jest większa obustronna otwartość, zaufanie, gotowość do współpracy Polski i Niemiec, do solidarnego współdziałania wobec państw strefy ULB.
Igor Kąkolewski – historyk i dydaktyk. Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz jego pracownik naukowy w latach 1992-2005. W latach 2005-2010 był pracownikiem naukowym Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Od 2008 do 2014 roku współpracował z Muzeum Historii Żydów Polskich Polin jako członek grupy eksperckiej przygotowującej wystawę stałą. W latach 2010-2013 szef grupy eksperckiej przygotowującej wystawę stałą w Muzeum Historii Polski. Od 2011 roku jest profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. W latach 2012-2022 polski koordynator naukowy prac nad polsko-niemiecką serią podręcznika do nauki historii „Europa. Nasza historia / Europa – unsere Geschichte”. Od 2014 roku pracował jako zastępca dyrektora, a we wrześniu 2018 roku został dyrektorem Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. Od września 2022 roku pełni drugą kadencję na tym stanowisku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














