Nie jedźcie do Wenecji

Nie jedźcie w czerwcu do Wenecji, ostrzegam. Ślub Bezosa, paparazzi i tłum większy niż zwykle, może nawet pomarańczowy nestor się zjawi.
Czyta się kilka minut
„Koru”, jacht Jeffa Bezosa. Cannes, 22 maja 2023 r. // Fot. Geisler-Fotopress GmbH / Alamy / BE&W
„Koru”, jacht Jeffa Bezosa. Cannes, 22 maja 2023 r. // Fot. Geisler-Fotopress GmbH / Alamy / BE&W

Ciężko wam było iść do pracy w poniedziałek rano? Tyle dobrego, że pogoda przestała być kpiną z wiosny, a za parę dni będzie można się najeść w majestacie wiary, nadziei i mdłości. Szkoda tylko, że wypatrując tramwaju na przystanku, nie mieliście się ochoty pogapić w niebo – cóż za blask bił od panny Laury Sanchez i jej czterech koleżanek, które zabrała na suborbitalny wypad rakietą swego lubego Jeffa Bezosa. Przelot na granicy kosmosu trwał ledwo cztery minuty, to krótko jak na wieczorek panieński, ale za to nieważkość taka, że na Ziemi skrzynka szampana by nie starczyła. Celebrytki poleciały w pełnym makijażu i koafiurach, żeby, jak wyczytałem w „Elle”, wynieść trochę glamouru także w kosmos. Wcześniej Bezos zafundował wycieczkę kapitanowi Kirkowi ze Star Treka (czyli Williamowi Shatnerowi). Po powrocie aktor opowiadał zaskoczony, że nie zobaczył niczego, tylko straszliwą, zimną pustkę. Trochę szczebiotu i brokatu – i od razu dziura zrobi się mniej czarna.

Za dwa miesiące właściciel Amazona wyprawi weselicho w Wenecji. Biedni ci bogacze, muszą ulegać konwencjom, nie mogą ot tak iść po prostym ślubie na kocyki do Skaryszaka i zjeść palcami tort z Misianki. Są skazani na różne weneckie „magie”. Że to nic wielkiego, sami możecie się przekonać, bilet wstępu do miasta w sezonie to tylko pięć euro. Może kusi was sława tradycyjnych bacaro, gdzie się jada kanapeczki i popija spritz? Tylko czy warto jechać taki kawał, żeby zjeść trochę pasty rybnej? Albo ta ich gorzka niby-sałata, no dajcie spokój, pewnie im zsiniała w piwnicy. Spritza takiego jak na Campo Santa Margherita da się zrobić u was za rogiem, wierzcie mi, słowo barmana – trzeba tylko wlać naprawdę porządne, nietanie prosecco. I podać w szklance, nie kieliszku, lodu mało, to nie krioterapia, do środka duża zielona oliwka. Z pestką, błagam. No i jednak campari zamiast aperola, jeśli ma być wenecko.

Tak czy owak w czerwcu uważajcie, bo w mieście zrobi się jeszcze ciaśniej od paparazzich i ochroniarzy, będzie ponoć Trumpówna z Kushnerem, a może i sam pomarańczowy nestor. Centrum wydarzeń będzie 130-metrowy szkuner Bezosa z galionem wyrzeźbionym na podobieństwo p. Sanchez. Mam słabość do żaglowców. „Koru” jest piękny, oldskulowy, nawet jeśli stanowi brutalną ostentację bogactwa. Na którą składamy się wszyscy, klienci Amazona oraz niekoniecznie najlepiej traktowani pracownicy – Bezos po swoim locie kosmicznym tak właśnie publicznie dziękował: dzięki, guys, to wyście za to zapłacili.

Na jeszcze większy od „Koru” szkuner o minimalistycznej nazwie „A” składali się zaś wszyscy, którzy jedli w poprzedniej dekadzie płody rolne i mieli ciepłą wodę w kranie – należy bowiem do Andrieja Mielniczenki, rosyjskiego potentata w branży nawozów i węgla. Może go pamiętacie, był gwiazdą konferencji klimatycznej COP28 w Dubaju, proponując wskrzeszenie mamuta dzięki DNA wydobytemu z zachowanych szczątków. W moskiewskim jacht-klubie genetyka musi być ważnym tematem rozmów. Weźmy np. takiego Alishera Usmanowa: będziemy zwać go „biznesmenem”, bo jego prawnicy zdołali wymusić na Komisji Europejskiej, by usunęła określenie „oligarcha” z listy osób objętych sankcjami. Jacht przepisał na siostrę, skądinąd dopiero co wyjętą spod sankcji pod naciskiem Węgier. Pomalutku przy każdej okazji Orbán w ten sposób przywraca do obiegu kolejne osoby z putinowskiego dworu – taktyka salami, co się zowie.

Ale miało być o genach, nie o wędlinach. Otóż Usmanow 10 lat temu wykupił na aukcji medal noblowski wystawiony przez Jamesa Watsona. Tego od „podwójnej helisy”, uznawanego (wraz z Francisem Crickiem oraz pomijaną przy honorach Rosalind Franklin) za odkrywcę struktury DNA. Medal wystawił, żeby zwrócić na siebie uwagę, czując się wypchniętym na margines mainstreamu.

A było go za co wypychać. Od lat Watson opowiada m.in. o genetycznie warunkowanej niższości intelektualnej mieszkańców Afryki. Część tego, co mówi, to jawne bzdury, wynikające być może z pospolitej u noblistów wiary w nieomylność. Weźmy choćby Karry’ego Mullisa czy Linusa Paulinga – naprawdę wielcy uczeni, autorzy przełomowych dla ludzkości wynalazków. Pierwszy głosił, że wirus HIV nie wywołuje AIDS. Drugi propagował leczenie raka i chorób psychicznych kuracjami witaminowymi. Itd. Na szczęście Polacy mają tylko noblistów literackich, więc jest im oszczędzone zażenowanie, gdy koryfeusz nauki przesadza, oględnie mówiąc, z uproszczeniami.

Watson opowiadał również – wychodząc od faktycznych badań nad hormonami peptydowymi – iż osoby o ciemniejszej karnacji mają większe libido. I dalej, na podstawie tych samych badań: osoby chude są nieszczęśliwe, co nadrabiają ambicją i walecznością, więc będą lepsze jako pracownicy. W zgiełku protestów zaginął dalszy ciąg logiczny tego zdania: osoby o większej masie ciała są szczęśliwsze, bo ich ciało produkuje więcej endorfin. Brzmi trochę jak hasło ruchu ciałopozytywności. Tyle że Watson miał przed oczami raczej postaci staroświeckich jowialnych jegomości i zażywnych jejmości, nieco tęgawe osoby w typie świętego Mikołaja. A może tylko chciał narobić szumu, bo dla trapionego epidemią otyłości Zachodu tusza jest prawie tak zapalna jak rasa. Nie wiem. Ale na pewno wam życzę, żebyście w te święta mogli przez dwa dni nie uważać na to, ile jecie.

Mniszek lekarski (Taraxacum officinale) z zielnika „Rośliny lecznicze”, 1887 r. // Köhler’s Medizinal-Pflanzen / domena publiczna

Frittata z listkami mniszka

W kolejnym odcinku poświęconym wczesnowiosennej zieleninie namawiam was do młodych listków mniszka. W przeciwieństwie do np. ogórecznika czy chmielu są wybitnie łatwe do zdobycia i łatwiejsze w obróbce niż pokrzywa. Mają zdecydowanie gorzkawy smak, który wielu polskim podniebieniom może się wydawać za mocny – dlatego sugeruję na początek wymieszanie go pół na pół ze szpinakiem. Także np. w typowym nadzieniu do ravioli czy wege-lazanii, gdzie część szpinaku zastąpić możemy mniszkiem podduszonym 5 minut na oliwie z szalotką. 

Składniki:

  • 300 g listków mniszka (lub pół na pół ze szpinakiem)
  • 5 jajek
  • 100 ml mleka
  • 5 łyżek parmezanu
  • 1 łyżka skrobi kukurydzianej albo ziemniaczanej
  • czosnek, sól, masło

A co do frittaty: rzucamy listki na osolony wrzątek na 1 minutę, przekładamy na patelnię, na której podgrzaliśmy na oliwie czosnek. Dusimy 5 minut, mieszając i podlewając ewentualnie wodą z gotowania – ma pozostać dość wilgotny. Studzimy. Układamy równomiernie na prostokątnej blasze wyłożonej papierem do pieczenia nasmarowanym masłem. Zalewamy masą z mocno rozbełtanych jajek, mleka, parmezanu i skrobi, doprawionej pieprzem. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni, kiedy się zetnie (po ok. 10 minutach), redukujemy temperaturę do 170 stopni i pieczemy, aż zacznie się z wierzchu mocno rumienić. 

Uwaga! Duszony na patelni mniszek jest też znakomitym kompanem świeżo ugotowanych szparagów, które właśnie wyłażą z ziemi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wiara, nadzieja i mdłości