Piętnaście złotych wynosi podobno teraz średnia cena jagodzianki w dużych polskich miastach. Możemy więc tą wiadomością podstemplować ostatni punkt procedury początku lata, zanim odlot jerzyków za cztery tygodnie zmusi nas, by przystąpić do procedury jego zakończenia. Wsłuchani w tamtą ciszę sięgniemy po wiersz, w którym już pół wieku temu Czesław Miłosz wyznaczył brzegowe warunki mądrości dojrzałego wieku: „Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć. / Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć”...
Wiersz „Dar” zamyka się czy raczej rozrzedza ku końcowi w taki sposób, by można było dopisać sobie doń osobiste emblematy nieruchomej pełni szczęścia. Niedawno osiągnąłem np. pogodzenie się z cykliczną paplaniną o cenach tego i owego, zawsze wedle tej samej sezonowej tabeli tematów. Zrozumiałem, że zaspokaja to potrzebę narzekania na dziś gorsze od wczoraj, po to, by odpędzić przeczucie, że i tak okaże się ono lepsze od jutra. Ale, jak to z magią bywa, materialnym nośnikiem zaklęć i gestów jest przedmiot wyjęty z porządku codzienności. Dlatego lęki przed nadciągającą drożyzną albo i nawet głodem łagodzimy nie analizą giełdowych indeksów zbóż, oleju i cukru, lecz troską o rzeczy zbędne, płoche czy luksusowe, jak np. czereśnie czy właśnie krótko dostępne jagodzianki.
Drożdżówkę z jabłkiem dostaniemy choćby i w styczniu, ale nikt się nią nie podnieca: niesprawiedliwie, bo zrobić dobry mus jabłkowy to jest sztuka – fakt, zbyt rzadko praktykowana w cukierniach. Tymczasem jagody smakują jak pocałunek leśnej panny bez żadnych specjalnych zabiegów, niepowtarzalnie, wystarczy nie oszukiwać na ilości i nie przesłodzić. To wielkie szczęście, że mamy jeszcze w Polsce łatwo dostępne runo niepodrabialne na plantacji. Nośmy to zacofanie z epoki zbieractwa z przekorną dumą krewnego z prowincji.
Zbieractwo brzmi abstrakcyjnie, ale plecy bolą konkretnie. Niepojęte, jak można się dziwić, że jagodzianka kosztuje dwa razy tyle, co inna słodka bułka z mniej pracochłonnym nadzieniem. Znaczny wzrost jej ceny przez ostatnie dekady (w latach 90. jeszcze nie było takich różnic) trzeba przyjąć z wielką satysfakcją. Bo to piękny dowód, że polska wieś się jednak solidnie wzbogaciła. Że nie posyła już masowo dzieciaków do lasu, by potem przytaszczone po całym dniu kucania wiadra jagód sprzedawać za grosze, które w ówczesnej biedzie i tak stanowiły istotny powód dla wysiłku. Dzieciaki (i kobiety) pewnie dalej zbierają, ale ich lepiej opłacana praca przestaje pachnieć wyzyskiem niczym z bestsellerowej książki „Chłopki”. Mamy poczucie, że opowiada ona o upodleniu nieuświadomionym może do końca, ale bezpiecznie historycznym. Historia jednak lubiła wypełzać na pobocza dróg krajowych i wojewódzkich, gdzie wzdłuż szlaków migracji miastowych na letnisko stały tanie jagody w słoikach.
Choć polskie rolnictwo korzysta w znacznym stopniu z tanich imigranckich rąk, o które się przesadnie nie dba, to i tak daleko nam od realiów opisywanych przez Joannę Kuciel-Frydryszak. Te zaś są wciąż czymś oczywistym np. na południu Włoch, skąd pochodzą wasze pomidory w puszkach i większość kiwi. Ostatnio kraj żył historią sikha, któremu maszyna na plantacji ucięła rękę. Właściciel pola nie pozwolił go odwieźć do szpitala, w końcu wywalił go na bruk pobliskiego miasteczka, zostawiając obok rękę w skrzynce na owoce. Jej zdjęcie obiegło media i stało się na chwilę dowodem, że to sektor, w którym panuje właściwie niewolnictwo, koordynowane przeważnie przez mafię. Dlatego też, ilekroć czytacie złotouste nawoływania, by wracać do upraw bez chemii i bez maszyn, musicie pamiętać, że albo zwyczajne owoce staną się drogie jak jagody, albo będą skażone krzywdą, wyzyskiem i przemocą. Tego rodzaju toksyny nie trują konsumenta bezpośrednio. Ale niszczą nas zbiorowo.
Risotto z kwiatami cukinii
Czymś równie zbędnym, co jagody, są w tym sezonie kwiaty cukinii – widuję te męskie po 50 groszy, da się wytrzymać.
- 6 małych cukinii
- 15 kwiatów cukinii (najlepiej męskich)
- 320 g ryżu do risotta
- 1 l bulionu wołowego
- 2 łyżki ricotty i parmezanu lub pecorino
- białe wino
Kroimy cukinie na cienkie talarki, podsmażamy na oliwie, przykrywamy i dusimy parę minut pod przykryciem, aż zmiękną. Miksujemy na gładki krem. Prażymy ryż na suchej patelni, delikatnie mieszając i uważając, by nie zaczął się przypalać, po czym „gasimy” go winem, następnie dolewamy wrzący bulion porcjami, delikatnie mieszając co jakiś czas. Przy drugiej porcji dodajemy połowę kremu z cukinii. Kończymy gotowanie, kiedy ryż będzie miękki, dodajemy ricottę (zamiast masła, żeby było lżejsze), resztę kremu z cukinii i na końcu parmezan. Dekorujemy kwiatami cukinii, z których wyjęliśmy słupki, odcięliśmy dno i które przesmażyliśmy minutkę na gorącym oleju.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















