Niedawno na brzegu Sekwany ks. Étienne Grenet obserwował parę rybitw. Piękne były, eleganckie. – Ptaki łączą całą ziemię – mówi z zachwytem, a po chwili dodaje: – Z jeleniem inaczej. W czasie gdy rybitwy przemierzą cztery tysiące kilometrów, jeleń nie ruszy się dalej niż na trzy kilometry.
Grenet był w młodości myśliwym. – Kochać przyrodę nie znaczy nie dotknąć żadnego zwierzęcia – tłumaczy. – Kiedy gryzonie dewastują zbiory, nie ma możliwości, by ich nie eliminować. Ale fakt, dawno przestałem polować ze strzelbą w ręku. Obecnie robię to tylko z użyciem aparatu fotograficznego – śmieje się.
Ks. Grenet lubi wszystkie zwierzęta, ale najbardziej ptaki wędrowne. Co pewnie nie jest bez związku z jego pracą. W 2018 r. arcybiskup Michel Aupetit zaproponował mu założenie Ośrodka Misyjnego diecezji paryskiej. Nie wahał się ani chwili. Program ośrodka ma trzy punkty: przyjrzeć się istniejącym inicjatywom, przetestować nowe pomysły i towarzyszyć innym parafiom w transformacji misyjnej.
Na Sant-Denis, czyli ulicy prostytutek
Ewangelizacja stała się dla Kościoła we Francji pilnym wyzwaniem. – Jeszcze 60 lat temu chrześcijaństwo w naszym kraju było masowe. Każdy, nawet wśród największych antyklerykałów, miał w swoim otoczeniu praktykujących katolików, jakąś ciotkę czy wujka. Od tamtego czasu aż do końca ubiegłego wieku trwało systematyczne odchodzenie od Kościoła – analizuje ks. Grenet. – Dziś liczba praktykujących nie przekracza 2 procent.

Dlatego ci, którzy mimo wszystko chcieliby to zmienić, zbierają się w Ośrodku Misyjnym przy kościele Saint-Leu-Saint-Gilles, na ulicy Saint-Denis. – To miejsce strategiczne, zwłaszcza dla ewangelizacji ulicznych – zauważa ks. Grenet.
Jesteśmy w historycznej części Paryża, niedaleko Les Halles (Sukiennic). Dawne średniowieczne miejsce targów jest dziś ogromnym centrum handlowym – codzienne przewija się tu ponad milion osób. Ulica Saint-Denis kojarzona jest głównie z prostytucją, na sex-shop natkniemy się na każdym kroku. – Siedziba w takim miejscu ma szczególną symbolikę – mówi Grenet. – W kościele Saint-Leu-Saint-Gilles przechowywane są relikwie św. Heleny, matki cesarza Konstantyna. Odegrała ważną rolę w przyjęciu chrześcijaństwa na Zachodzie. Dzisiejsze wyzwania w związku z przepowiadaniem misterium Krzyża i nawróceniami w Europie Zachodniej są równie ogromne jak tamte.
W niedzielny wieczór drzwi kościoła są szeroko otwarte. Clothilde Vermillon z ekipy ks. Greneta zaprasza przechodniów do środka. Tym, którzy zatrzymają się choć na moment, opowiada historię własnego nawrócenia: – Miałam szczęście. Po długiej drodze, która trwała prawie dziesięć lat, doświadczyłam spotkania z Bogiem – mówi.
Historia pewnej Chinki w Paryżu
Clothilde jest stałą bywalczynią ośrodka. Pochodzi z Chin, gdzie studiowała filologię romańską. Zawód nauczycielki francuskiego nie bardzo ją interesował, więc przyjechała do Francji na studia z marketingu i zarządzania. Miała 20 lat. O sprawach wiary nie wiedziała nic. – W Chinach moje doświadczenia były raczej antyreligijne – przyznaje.
Któregoś dnia weszła do kościoła w paryskiej dzielnicy, w której mieszka. Trwała msza. – Zajrzałam tam z ciekawości, bo nurtowało mnie, o co chodzi z tym chrześcijaństwem, które jest fundamentem francuskiego społeczeństwa.
Atmosfera w kościele i piękno architektury sakralnej sprawiły, że przez kolejne pięć lat przychodziła na mszę jako „wolny słuchacz”. – Zgadzałam się z wartościami głoszonymi przez Kościół, ale nie miałam wiary.
Po kilku latach straciła pracę. – Byłam naprawdę w wielkim kryzysie. Ktoś znajomy wspomniał mi wtedy o wolontariacie w Lourdes. Pojechałam. Któregoś dnia, po godzinach pracy, wybrałam się do groty objawień. Nie wierzyłam w istnienie Maryi, ale prosiłam o wyciągnięcie mnie z kryzysu. Byłam ostrożna i nie powiedziałam, że jeśli mnie wysłucha, to w nią uwierzę, tylko że wrócę, by jej podziękować.
Prośba Clothilde została wysłuchana. – Po powrocie do Paryża znalazłam pracę w dziale marketingu w przemyśle spożywczym. Przezwyciężyłam kryzys. Ale tłumaczyłam sobie, że to był czysty przypadek, że wszystko to moja zasługa. Bardzo szybko zapomniałam o Lourdes.
Aż nadszedł covid. – W każde wakacje jeździłam do Chin, ale tamtego lata z powodu pandemii nie mogłam wyjechać. Co zrobić z urlopem? Wtedy przypomniałam sobie o obietnicy, jaką złożyłam Maryi w Lourdes. Nadszedł czas, by jej podziękować…
Wkrótce po tym Clothilde Vermillon zwróciła się do swojej paryskiej parafii z prośbą o chrzest. W zeszłym roku, po trwającym półtora roku katechumenacie, przyjęła sakrament. – Wciąż jestem neofitką – wyznaje.
Ośrodek Misyjny przy ulicy Saint-Denis
Z głębi nawy kościelnej dobiega muzyka. Nie są to śpiewy liturgiczne, raczej pop, jaki można usłyszeć w radiu, choć teksty inspirowane są psalmami. – Może nie jest to muzyka wysokich lotów – śmieje się ks. Grenet – ale Duchowi Świętemu to nie przeszkadza.
Po małym koncercie kapłan proponuje krótką medytację na temat: „Nasze marzenia: miraż czy napęd do działania”. – Nie jest to tematyka typowo chrześcijańska – przyznaje kapłan – ale dotyczy każdego. Dopiero w trakcie medytacji wprowadzam spojrzenie biblijne.
Celem ośrodka jest stworzenie przystani dla osób, które nie miały kontaktu z Kościołem. – Ludziom poszukującym nie można powiedzieć: „Chodź ze mną na mszę” – mówi ks. Grenet. – Raczej należy zapytać, czy chcą się dowiedzieć, czym jest Kościół. Powiedzieć: „Zapraszam, przyjmiemy cię takim, jaki jesteś. Przyjdź i zobacz”. Może nie od razu na dziesięć spotkań, ale choćby ten jeden raz.
Niedzielne spotkanie kończy się poczęstunkiem przygotowanym przez kilkuosobową ekipę Greneta. Muzycy składają instrumenty. Goście i ekipa zaczynają ze sobą swobodnie rozmawiać. – Bóg ma różne możliwości, by dotknąć człowieka w sposób jedyny i niepowtarzalny – mówi Clothilde Vermillon.
Tłumaczy, że choć formalnie jej katechumenat trwał tylko półtora roku, to w rzeczywistości droga do chrztu i wiary zajęła jej całą dekadę. – Momentem decydującym był powrót do domu po drugiej wizycie w Lourdes. Usłyszałam ewangelię o Piotrze, który chodzi po wodzie na wezwanie Jezusa, aż nagle wątpi i zaczyna tonąć. W homilii ksiądz powiedział, że każdy z nas ma w życiu trudne momenty, które doprowadzają nas do rozpaczy. Nawet jeśli nie wierzymy w Boga, błagamy wtedy o ratunek. A gdy Bóg wysłuchuje tych próśb, o wszystkim zapominamy. Kiedy to mówił, zalałam się łzami. Opowiadał moją historię – wyznaje Clothilde.
Pokolenia wnuków babć katoliczek
Étienne Grenet zwraca uwagę, że w społeczeństwie francuskim mamy dziś do czynienia z nowym zjawiskiem: – Mówimy o pokoleniu „wnuków babć katoliczek”. Ich rodzice przestali praktykować, nie ochrzcili ich, nie przekazali im wiary, odeszli z Kościoła, trzaskając drzwiami. Ale w tym pokoleniu nie ma już niechęci czy wrogości do Kościoła. Co zachęca nas do przekazywania wiary z nową energią.
Ośrodek proponuje parafianom podjęcie misji, by sami mogli się przekonać, jak to jest rozmawiać z osobą niewierzącą. Stąd wzięły się regularne ewangelizacje uliczne. Wśród osób, które dziś przyszły na spotkanie, są dwie panie z jednej z paryskich parafii. Słuchają z zainteresowaniem i notują pomysły do wykorzystania w ich wspólnocie.
Towarzyszenie parafiom w transformacji misyjnej i proponowanie nowych środków ewangelizacyjnych odbywa się również poprzez szkolenia, jednorazowe czy całoroczne. Przeznaczone są dla wiernych z diecezji, ale formuła on-line pozwala na udział chętnym z całej Francji. Pierwszy kurs poświęcony był ekologii integralnej i encyklice papieskiej „Laudato si’”. Ks. Étienne Grenet opisał go w książce „Zielony Chrystus” (2021).
Chrześcijańska wizja będzie wiarygodna, gdy sami katolicy zaczną ją praktykować
Tematyka ekologiczna wydaje się oczywista w przypadku kogoś, kto – jak ks. Grenet – spędza mnóstwo czasu na łonie natury. Chrześcijańska wizja będzie wiarygodna tylko wtedy, gdy sami katolicy zaczną ją praktykować i bez obaw o niej mówić. Żeby wiarygodnie głosić Ewangelię, trzeba mieć właściwy stosunek do natury. – To, co lubiłem w myślistwie i co jest również obecne przy fotografowaniu zwierząt, to uświadomienie sobie, że drzemie w nas gadzi mózg. Żeby uchwycić na zdjęciu jakieś zwierzę, trzeba najpierw je podejść, zbliżyć się, być szybszym, widzieć, nie będąc widzianym... Zdarza mi się czasem spędzić cztery godziny bez ruchu w jakiejś kryjówce. To oczyszcza umysł.
Nie bez powodu doktorat ks. Greneta, obroniony na wydziale teologicznym we Fryburgu w 2017 r., poświęcony był oczyszczającemu i uzdrawiającemu wymiarowi psalmów. – To modlitwa wysławiająca Boga. W całej Biblii podkreśla się, że nie tylko człowiek wysławia Boga, ale całe stworzenie. Taki jest głęboki sens liturgii eucharystycznej: kiedy uczestniczymy w mszy, jesteśmy w łączności z całym stworzeniem.
Na koniec rozmowy ks. Étienne Grenet opowiada o Owernii, na południu Francji, gdzie jeździ każdego lata na rekolekcje i gdzie pełno jest skowronków. – Cały dzień je słychać – mówi, a potem przez kilkanaście sekund ćwierka, świergocze, świszczy… – Śpiew ptaków ma coś wspólnego z wysławianiem Boga, z którego przecież bierze się cały misyjny zapał.
Skowronek jest emblematyczny, bo kiedy śpiewa, wzlatuje pionowo ku niebu. – Im więcej śpiewa, tym wyżej się wznosi – podkreśla mój rozmówca. – Ptaki nie tylko łączą całą ziemię. One łączą ją także z niebem. Bo misja ta trwa całe życie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















