„Naturalne”: jak dajemy się nabierać na to sponiewierane słowo, ilekroć słuchamy o jedzeniu

Niech żyją jagódki, korzonki, kłącza i grzyby, jakże miło zebrać coś prawdziwego.
Czyta się kilka minut
Shutterstock
Shutterstock

Dwa tysiące już lat (i jeszcze dwadzieścia cztery) trwa nasza era, a o tym, jak ją liczymy, mianowicie od czego się umownie zaczęła, wie już dziecko w podstawówce. Chyba że wyrzucono rudymenta chronologii z podstaw programowych. Słychać jednak głosy, że skoro chrześcijaństwo, nawet w formie rozmytych powidoków, przestaje definiować Europę (w Wielkiej Brytanii już trzy lata temu mniej niż połowa ludności deklarowała jakąkolwiek formę tożsamości chrześcijańskiej), powinniśmy darować sobie religijne konotacje datowania – w Polsce nie ma problemu, bo swego czasu władza ludowa zadbała o wyrugowanie z podręczników zwrotu „przed Chr.”, ale Anglosasi mają nadal swoje BC, czyli before Christ, oraz AD, w którym pobrzmiewa podejrzany Dominus.

Z odsieczą nadciąga nauka: dzięki niej mamy niewydumany powód, by dalej umieszczać rok zerowy w tym samym punkcie na osi. I to bez względu na wiarę i cywilizację. Z badań genetycznych ogłoszonych w poważnym czasopiśmie (nie takim od zapałek Jana Pawła II) wynika niezbicie, iż około 2 tysiące lat temu powstał całkiem nowy gatunek owada z rzędu karaczanów, znany w Polsce jako prusak. Powodem oddzielenia się od paskudnych kuzynów była chęć ułożenia sobie życia z człowiekiem, w ciemnych kątach jego domostw. Naukowcy dotąd biedzili się nad ustaleniem, jaki był habitat tego gatunku, zanim się do nas przyplątał, tak jak inne gatunki zwane synantropijnymi – choćby cudne jerzyki, które zamieniły skały na gzymsy. Otóż żaden prusak nie istniał i nigdzie nie mieszkał, zanim człowiek nie założył spichlerza, spiżarni, śmietnika.

Nowa era zaczęła się zapewne w okolicach Indii, po czym prusak pomału rozlazł się na cały świat, mając za wehikuł kupieckie statki i tabory wojsk. W naszych okolicach pojawił się powszechnie właśnie w związku z wojną – tą siedmioletnią, niedocenianą przez nasze podręczniki (bo „wśród ofiar nie było Polaków”), a to wszak przełomowy moment ustanawiania nowoczesnego układu sił, swego rodzaju europejskiej i amerykańskiej ery trwającej właściwie do dziś. Nietrudno zatem zgadnąć, że nazwa zwierzaczka jest ściśle polityczna – ale tym razem winny jest nie dyżurny polski germanofob, tylko zacny Karol Linneusz i jego Blattella germanica. Jako poddany króla Szwecji miał wszelkie powody, by w trakcie owej wojny nie lubić Prusaków, i tak się na nich zemścił.

Człowiek dał warunki do zaistnienia, to i człowiek unicestwi. Badania mają pragmatyczny cel: racją dostateczną nowego gatunku nie była nieodwzajemniona sympatia dla ludzkości, tylko układ cech zapewniający przetrwanie mimo prób tępienia na wszelkie sposoby. Jeśli zrozumiemy, jakimi genetycznymi ścieżkami powstała odporność, znajdziemy klucz do tej jednej właściwej (i niegroźnej dla ludzi) trucizny. Jestem bardzo ciekaw, czy faktycznie okażemy się skutecznym demiurgiem à rebours. I co wtedy wymyśli przyroda, jaką niszę znajdzie, by wcisnąć nowego towarzysza do innej szpary w naszej globalnej podłodze.

Wiem, z tym „wymyślaniem” to naiwna metafora, przypisywanie przyrodzie cech ludzkich. Tymczasem zdolności stwórcze naszego umysłu na razie ograniczają się do mniej lub bardziej udatnych frankensteinów. Istot niezdolnych do samodzielnego istnienia i rozmnażania poza strukturami hodowli i uprawy. Jest ich w naszym jedzeniowym otoczeniu znacznie więcej, niżbyśmy chcieli przyznać. Począwszy od kurczaków – nawet jeśli omijacie te z okrutnych, masowych ferm, to przecież te „z wybiegu” są w równym stopniu sztucznym bytem. Bywa, że krowy puszczone wolno adaptują się do dzikości i rozmnażają, ale w następnych pokoleniach nie dostaniecie już prawie wcale mleka. To samo rośliny. Mam w ogrodzie przepiękny zdziczały rzepak, rozrasta się cudownie wzwyż i wszerz, ale fasolek z cennymi ziarenkami ma coraz mniej. No to może chociaż leśne runo! Niech żyją jagódki, korzonki, kłącza i grzyby, jakże miło zebrać coś prawdziwego. Cóż, jeśli nie buszujecie w strzeżonych rezerwatach parku narodowego, to las nad waszą zbieracką głową jest poprowadzony ludzką ręką, „sztuczny” niemal tak samo, jak pole pszenicy za jego skrajem.

„Naturalne” w sensie ścisłym w naszym bezpośrednim otoczeniu to mamy tylko prusaki. No i co z tego? Nic, chciałem wam tylko o tym przypomnieć, bo boli mnie, jak haniebnie dajemy się nabierać na to sponiewierane i wyzute ze znaczenia słowo, ilekroć słuchamy o jedzeniu (niekoniecznie tylko w reklamach). W sobotę Dzień Dziecka, to dobry moment, żeby sobie przypomnieć, iż już nie jesteśmy dziećmi.

A co z naszym wewnętrznym dzieckiem? Żeby nie zakłócało trzeźwej oceny rzeczywistości, zatkajmy mu buzię czymś słodkim. Są już dobre letnie ogórki, idealne do połączenia z miodem, zwłaszcza gryczanym! Za mało słodyczy? No to zróbmy lekki letni pseudosuflet. Dwa jajka ubijamy starannie z ok. 30 g cukru, stopniowo mieszamy delikatnie z 250 g ricotty, dalej trochę esencji waniliowej albo skórki z cytryny i na koniec wkręcamy łyżkę mąki. Tak otrzymany krem można zapiec solo w małych foremkach w 180 stopniach przez około kwadransa, aż się lekko zrumieni z wierzchu, i podawać z owocami albo użyć jako wypełniacza do tarty.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Naturalnie