Reklama

Natura, ale która?

Natura, ale która?

20.08.2016
Czyta się kilka minut
Determinacja papieży w krytykowaniu gender zdradza lęk przed wyzwaniem poważniejszym niż tylko „płeć kulturowa”. Kościół czeka konfrontacja religijnej wizji człowieka z wynikami rewolucji naukowej.
Fot. Beata Zawrzel / REPORTER / EAST NEWS
P

Podobno polscy biskupi umówili się, że nie ujawnią, iż Franciszek podczas spotkania z nimi w katedrze wawelskiej mówił także o ideologii gender, i to mówił językiem jakby wprost wziętym z niedawnej wojny wywołanej głośnym listem Episkopatu z końca 2013 r. Nie chcieli znów budzić demonów. Ta godna pochwały powściągliwość została zniweczona przez Watykan. Na watykańskiej stronie w zakładce o Światowych Dniach Młodzieży 2 sierpnia ukazał się zapis rozmowy papieża.

Kanonada, której chcieli uniknąć biskupi, rozpoczęła się z nową siłą. „W tej wizji »gender« to nie jest dziedzina naukowa analizująca społeczne i kulturowe uwarunkowania związane z płcią lub polityka równości kobiet i mężczyzn w sferze zatrudnienia, płac czy opieki nad dziećmi. Papież, podobnie jak wielu polskich biskupów, twierdzi że »gender« to nauczanie dzieci, że płeć można sobie wybrać dowolnie. Fakt, iż nikt tak...

16695

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pęknie i otwarcie zarazem, w całej złożoności zagadnienia, przedstawił je Autor. Za co wyrazy szacunku. Szczególnie wzruszył mnie końcowy fragment. Trochę zawiedziony jestem, że Franciszek, w wielu sprawach wykazujący otwartość i względnie postępowe spojrzenie, w sprawie tak ważnej dla doktryny katolickiej zachowuje daleko idącą rezerwę, a nawet lęk. Widać, nie za bardzo ma ochotę na pewne oderwanie się od kościelnej tradycji nienadążania za postępami nauki. Lęk przed naukową wiedzą i konsekwencjami dla wiary z niej wynikającymi jakoś nie przystoi w dobie rodzącego się trans-humanizmu, odkrywania planet w dalekich i bliskich galaktykach, czy rozwijającej się w szalonym tempie kosmologii...

"Kościół czeka konfrontacja religijnej wizji człowieka z wynikami rewolucji naukowej." A jaka jest prawda o naturze ludzkiej drogi panie Arturze? Tutaj ma pan odpowiedź: Rz 7,14-21 Dlatego są wojny, terroryzm, aborcje, rozwody,handel bronią,narkotykami, prostytucja itd. Czy rewolucja naukowa jest w stanie zmienić ludzką naturę zranioną przez grzech pierworodny? Nigdy! Co do niebezpieczeństw ideologii gender polecam lekturę książek Gabriele Kuby. Żadna nauka nie jest w stanie podważyć antropologii biblijnej!

Z pewnością żadna nauka nie jest w stanie podważyć biblijnej antropologii w umysłach bezkrytycznych fideistów w rodzaju mundi8.

Panie Greggu, naprawdę nie fideiści wymyślili kobiete i mężczyznę, którzy łącząc wyprodukowane przez siebie komórki rozrodcze daja nowe zycie:))) Są oczywiście, jak wiemy, pewne anomalie, ale w jakiej dziedzinie ich nie ma...Problem w tym, żeby anomalię nazwać anomalią i Kosciół, o ile wiem, tak robi. Przynajmniej tak robił Benedykt XVI, bo tego papieża nie słucham, więc nie wiem

Jeśli ktoś, tak jak kościół katolicki, twierdzi, że przekazuje niezmienną i obiektywną prawdę, daną mu przez Boga, to w jego opowieści nie ma prawa być żadnych anomalii. Istnienie obojnactwa w różnych formach podważa teologiczne twierdzenie, że Bóg chce, aby ludzie dzielili się bez wyjątku na komplementarne względem siebie płcie. Skoro Bóg stwarza ludzi, którzy biologicznie należą jednocześnie do obu płci (względnie: nie należą do żadnej), to może wcale nie zależy mu aż tak bardzo, aby cała reszta trzymała się swojej biologicznej i kulturowej tożsamości płciowej?

Jak Pan wie, Bóg swoje, a człowiek swoje, ponieważ ma wolną wolę. Podejrzewam, ze ta kretacka natura też osmiela się sprzeciwiać swemu stwórcy tworząc anomalie:)))

Sama Pani się śmieje z tego, co Pani pisze. :) Jak Pani może pamięta, "wolną wolę" człowieka dostrzegam raczej tylko w sferze ludzkich wrażeń i ideologii. :) Zresztą nie ona jest sprawcą biologicznego obojnactwa, poczucia obcości własnego ciała czy homoseksualnej orientacji u ludzi. Czekam niecierpliwie na teologię wolnej woli Natury ;-)

Ma Pan znakomity przykład: istnienie obojnactwa, homoseksualizmu etc. Pani Natura tak sobie życzy i trzeba to przyjąć do wiadomości:))) Dodam jeszcze inne mało komfortowe przypadłości ludzkie, którym ta Pani jest winna: porazenie mózgowe, zanik organów, niedorozwój umysłowy etc. Przy czym, jak dotad, nikt jeszcze nie postulował, aby osobnikowi opóźnionemu w rozwoju przyznać Nobla z fizyki (właściwie dotychczasowa praktyka nieprzyznawania tego wyróżnienia jest wyrazem homofobii), natomiast równouprawnienie homoseksualistów z heteroseksualistami i twierdzenie, ze są równie zdrowi, jest od kilku lat na porządku dziennym

Brak Nobla z fizyki za opóźnienie rozwoju to jednak sprawa "nieco" mniejszego kalibru niż brak równych praw dla homoseksualistów... Co zaś się tyczy Natury, to póki Natura, Los, Przypadek czy Determinizm nie zostaną ujęte w Waszych chrześcijańskich doktrynach jako kolejne osoby Trójcy Świętej - albo przynajmniej złe demony - powoływanie się przez Was w usprawiedliwieniach na te czynniki świadczy o chęci uzyskania korzyści bez ponoszenia wszystkich kosztów (i o pewnej hipokryzji;)). Niech Pani zostawi te sprawy racjonalistom i ateistom - o ile mi wiadomo, dla Was ostatecznymi czynnikami sprawczymi są tylko Bóg, anioły (te dobre i te złe) oraz ludzie. O ile obecność chorób była już doktrynalnie "wyjaśniana" przez najczęściej nie mniej chore i kulawe teodycee, o tyle obojnactwo, transseksualizm czy homoseksualizm nie mieszczą się w mantrze o komplementarnych płciach. Pytam więc: czy za te rzeczy odpowiada Bóg, demon (anioł), czy człowiek i dlaczego właśnie ten, a nie inny? No, Pani Kalino, bramka numer 1, 2 czy 3?

Osobiście uważam płciowość za "męczącą", ma w sobie spory potencjał wzbudzający fascynację, ale jeśli Eden ma być "płciowy" to ja rezygnuję. Na dłuższą metę płciowość jest ograniczająca i nużąca. Biorąc pod uwagę, że "każdy tworzy Boga na obraz i podobieństwo swoich pragnień" myślę, że Bóg nie jest "płciowy". Dzieje się co się dzieje, by człowiek w swej wędrówce poznał różne warianty. Wczorajsza anomalia jest dzisiejszą normą, dzisiejsze anomalie mogą stać się jutrzejszą normą.

Każdy, kto choć liznął teoretycznie a jeszcze lepiej skosztował farmakologicznie wie, że tzw. 'płciowość' to w 99% testosteron i jemu podobne.

Co do niebezpieczeństw ideologii gender artykuł wprowadza ludzi w błąd! Szkoda!

Śmiało niech pan czyta Gabriele Kuby, to dowie się jeszcze pan jak antykoncepcja i nieakceptacja "Humanae Vitae" zniszczyła małżeństwo w Europie!

Dziękuję za świetny artykuł.

Ten artykuł ujmuje sedno lęków Kościoła instytucjonalnego wobec ludzi nie mieszczących się w schemacie kobieta - mężczyzna, a część komentarzy dobrze obrazuje powszechne i głębokie zaszczepienie tego lęku. Bardzo dziękuję za ten artykuł ! Zakończenie jest moim zdaniem zbyt optymistyczne. Gdyby Kościół rzeczywiście pytał "czy homoseksualizm i transpłciowość mają podłoże biologiczne, czy są naturalne?" to byłoby nie najgorzej. Na razie Kościół ma własną gotową odpowiedź wbrew naukom empirycznym - nie mają podłoża biologicznego, nie są naturalne, są obrazą Boga i zagrożeniem ludzkości. Jako osoba transpłciowa i homoseksualna a jednocześnie katolik, pozostaję w tym moim Kościele tylko dlatego że ufam Jezusowi. I dlatego że są w nim ludzie dobrzy i rozumni, tacy jak Pan, Panie Arturze. Ludzie którzy rozumieją że dla tych innych trzeba znaleźć miejsce we wspólnym Kościele zamiast czynić z nich kozła ofiarnego - obiekt lęku i przemocy. Dziękuję ! Artur Barbara Kapturkiewicz z grupy Wiara i Tęcza

Pani Barbaro, nieustannie, jak mi się wydaje, sa mylone dwie sprawy. Jedna, to predyspozycje człowieka, którego psychika jest odmiennej płci niż jego ciało. Jest to, proszę przyznać, sytuacja mało komfortowa i trudno się dziwić ludziom dotkniętym ta przypadlościa, ze usiłują dostosować płec swojego ciała do psychiki. Trzeba to przyjąć do wiadomości i uszanować. O ile wiem, Kościół (ten oficjalny, a nie jacyś niemądrzy fundamentaliści) to robi. Co innego jednak zabawa płcią, propagowanie homoseksualizmu i transseksualizmu, przygotowywanie dzieci w przedszkolu do wyboru orientacji etc. Na to Kosciół zgody nie daje i ja osobiście też nie zamierzam poprzeć tej opcji.

A ja, choć trochę wychodząc przed "Orkiestrę", dziękuję Pani za powyższy, pełen szczerości komentarz. Choć nie podzielam Pani wiary, to jednak stwierdzam, że Jezus, któremu Pani zaufała, a którego raczej nie sposób spotkać w kościele, też jest mi bliski. I cieszę się, że spotykam jego ślady w Tygodniku, i na tym forum. Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego.

Dziękuję za ten artykuł. O ile sympatyzuję z ideą poddawania w wątpliwość tez teologiczych wysuwanych przez KK, to jednak wydaje mi się, że w tym artykule autor sam stawia tezy, które są niewystarczająco umotywowane. 1. Skąd wiadomo, że tezy papieży powodowane są strachem? Tak, znam chrześcijan, w których budzi się dużo lęku na myśl o zaprzęgnięciu logicznego rozumowania do krytyki prawd wiary; ale skąd u autora bierze się przekonanie, że taka jest właśnie motywacja dwóch papierzy? 2. Teza, że teologia powinna się dostroić do wszystkich twierdzeń naukowych, może nie koniecznie jest niesłuszna, ale na pewno jest bardziej z kategorii prawd "metafizycznych" niż "naukowych", no bo jak ją naukowo poprzeć? 3. "To, co identyfikujemy jako duchowe, wyłania się z coraz większego ewolucyjnego komplikowania się struktur biologicznych." -- to odważna teza autora, ale czym ją poprzeć? Jak ją udowodnić? 4. "Czy rzeczywiście drogą do osiągnięcia takiej pełni dla osoby homoseksualnej jest zanegowanie przez nią swojej orientacji seksualnej (czyli zdolności do kochania)?" -- nie wiem, czy dobrze rozumiem, ale brzmi to tak jakby KK sugerował, że dla osób homoseksualnych ma w ofercie tylko negowanie zdolności do kochania. Według mojego rozumienia, to czego uczy KK to, że człowiek, bedąc świadomym skutków grzechu pierworodnego, powinien być ostrożny z wprowadzaniem w życie wszystkiego, czego pragnie, tylko dla tego, ze tego pragnie. Czy osoba decydująca się na życie w celibacie neguje swoją orientację seksualną (czyli zdolność do kochania)?

1. Skąd wiadomo, że tezy papieży powodowane są strachem? Tak, znam chrześcijan, w których budzi się dużo lęku na myśl o zaprzęgnięciu logicznego rozumowania do krytyki prawd wiary; ale skąd u autora bierze się przekonanie, że taka jest właśnie motywacja dwóch papieży? - To moje publicystyczne przypuszczenie (nieproporcjonalna reakcja na jakieś zjawisko np. gender zdradza lęk). Ale nie upieram się. Ważniejsze dla mnie jest to, że Kościół czekają naprawdę duże wyzwania, które powinny budzić więcej troski papieży (moim skromnym zdaniem). 2. Teza, że teologia powinna się dostroić do wszystkich twierdzeń naukowych, może nie koniecznie jest niesłuszna, ale na pewno jest bardziej z kategorii prawd "metafizycznych" niż "naukowych", no bo jak ją naukowo poprzeć? - nie napisałem "do wszystkich twierdzeń naukowych". Napisałem dość szczegółowo jak wzajemne relacje między nauką a teologią przebiegają: teologia bazuje na obrazie świata (w tym człowieka), dobrze by było, gdyby ten obraz był w miarę aktualny, a w największym stopniu aktualizuje go współczesna nauka (z racji swojej poznawczej siły). 3. "To, co identyfikujemy jako duchowe, wyłania się z coraz większego ewolucyjnego komplikowania się struktur biologicznych." -- to odważna teza autora, ale czym ją poprzeć? Jak ją udowodnić? - to jedna z metafizycznych koncepcji tworzonych w taki sposób, by była maksymalnie zgodna z wiedzą na temat mózgu, Skoro metafizykę arystotelesowską nie da się pogodzić ze współczesną wiedzą, filozofowie starają się coś proponować. Może Pan zaproponować lepszą... 4. "Czy rzeczywiście drogą do osiągnięcia takiej pełni dla osoby homoseksualnej jest zanegowanie przez nią swojej orientacji seksualnej (czyli zdolności do kochania)?" -- nie wiem, czy dobrze rozumiem, ale brzmi to tak jakby KK sugerował, że dla osób homoseksualnych ma w ofercie tylko negowanie zdolności do kochania. Według mojego rozumienia, to czego uczy KK to, że człowiek, bedąc świadomym skutków grzechu pierworodnego, powinien być ostrożny z wprowadzaniem w życie wszystkiego, czego pragnie, tylko dla tego, ze tego pragnie. Czy osoba decydująca się na życie w celibacie neguje swoją orientację seksualną (czyli zdolność do kochania)? - Zdolność do kochania jest związana z naszą seksualnością. Magisterium stwierdza, że skłonność homoseksualna jest wewnętrznie nieuporządkowana i przez to nieuporządkowanie prowadzi do niemoralnych czynów. Celibatariusz sam wybiera celibat, tak odczytuje swoje powołanie. Homoseksualista jest zmuszany (moralnie?) do podjęcia takiej drogi.

Dziękuję za odpowiedź. To pozwala mi lepiej zrozumieć wymowę artykułu. Pozwolę sobie pociągnąć dalej tę dyskusję. Mam wrażenie, że ona mi dużo daje, i może komuś z czytelników również da. Poruszył mnie ten ostatni punkt (o stosunku teologii KK do homoseksualizmu), i chciałbym wyjaśnić moje wątpliwości. To twierdzenie, "zdolność do kochania jest związana z naszą seksualnością", nie wiem, co właściwie ma oznaczać, i w czym szukać dla niego oparcia. Czy chodzi tu o "kochanie" w takim sensie w jakim Jezus mówi o miłości bliźniego? (no ale wtedy to twierdzenie będzie raczej nieprawdziwe.) Czy w sensie miłości erotycznej? Jeżeli ten drugi sens, to taka miłość erotyczna jest czymś co może wydawać się dobre i piękne, ale co w końcu możemy oddalić nas większego dobra. I stosunek do miłości erotycznej, nie powinien chyba wychodzic na pierwszy plan w kontekście poszukiwania Boga oraz swojego miejsca w Kosciele? (5). "Homoseksualista jest zmuszany (moralnie?) do podjęcia takiej drogi." -- Chciałbym lepiej zrozumieć, co rozumie pan przez "przymus moralny". Czy odbiera pan to jako jakieś zło? Czy każda, rzecz, której pragnę (np. seks przedmałżeński, albo z czyjimś innym małżonkiem), której niespełnienie rodzi we mnie poczucie nieszczęścia, ale które skonfrontowane z opiniami innych ludzi, doprowadza mnie do wniosku, że muszę jej poniechac, jest własnie takim "przymusem moralnym"? Czy jak ksiądz z ambony mówi mi, że seks z czyjąś żoną jest złem, to czy to jest przymus moralny? Pan, oczywiście tak nie powiedział. Ja po prostu podając analogie próbuję zrozumieć to pojęcie.

>> Poruszył mnie ten ostatni punkt (o stosunku teologii KK do homoseksualizmu), i chciałbym wyjaśnić moje wątpliwości. To twierdzenie, "zdolność do kochania jest związana z naszą seksualnością", nie wiem, co właściwie ma oznaczać, i w czym szukać dla niego oparcia. Czy chodzi tu o "kochanie" w takim sensie w jakim Jezus mówi o miłości bliźniego? (no ale wtedy to twierdzenie będzie raczej nieprawdziwe.) Czy w sensie miłości erotycznej? Jeżeli ten drugi sens, to taka miłość erotyczna jest czymś co może wydawać się dobre i piękne, ale co w końcu możemy oddalić nas większego dobra. I stosunek do miłości erotycznej, nie powinien chyba wychodzic na pierwszy plan w kontekście poszukiwania Boga oraz swojego miejsca w Kosciele?<< - A propos związku między seksualnością a zdolnością do kochania, proszę zaglądnąć do 2332. punktu Katechizmu Kościoła Katolickiego mówiącego o płciowości. Nie będę go cytować, bo go łatwo znaleźć. Natomiast podzielę się własnym doświadczeniem. :) Cztery lata spędziłem w zakonie dominikanów przygotowując się do złożenia ślubów wieczystych. Podczas zakonnej formacji przestrzegano nas, byśmy nie negowali a tym bardziej - nie tłumili własnej seksualności, bo tłumiona odezwie się w najmniej oczekiwany sposób i w najmniej odpowiedniej chwili. Sugerowano (po freudowsku?) byśmy zamieniali (sublimowali) energię tkwiącą w seksualności w postępowanie zgodne z powołaniem zakonnym - w ofiarowanie czasu, sił i zdolności w pomaganie innym. Można by powiedzieć: dobra rada dla wszystkich, także dla homoseksualistów - sublimujcie swoją seksualność! Proszę zauważyć, że jednak występuje podwójna różnica w sytuacji. Ja sam wybrałem życie zakonne i zanim jeszcze dokonałem ostatecznego wyboru (czyli zanim złożyłem śluby zakonne) zrezygnowałem z takiego życia, wybierając małżeństwo. Byłem wolny, miałem wybór. (I czuję się spełniony.) Homoseksualista według nauczania Kościoła nie ma takiego wyboru - może zatem czuć się przymuszony. Napisałem "moralnie?" ze znakiem zapytania, bo to oksymoron - moralność zakłada wolność. Pragnienie homoseksualisty życiowego spełnienia w bliskim związku jednak jest czymś innym niż pokusa zdrady w małżeństwie czy przygodny seks bez zobowiązań. Takie pragnienie jest właśnie czymś normalnym (!) według prawa naturalnego, a więc chciałby się powiedzieć... moralnym. Po drugie, jako zakonnik sublimowałem seksualność w miłość bliźniego, czyli dobro przetwarzałem w dobro. Homoseksualista wedle tej optyki miałby sublimować seksualność wewnętrznie nieuporządkowaną - czyli według nauczania KK jednak nie całkiem dobrą. Nie wiem, czy w tym przypadku teoria sublimacji jest do zastosowania. Mam raczej wrażenie, że znów pokazuje się nam, iż nie wolno negować zastanej orientacji seksualnej, czyli traktować jej jako zła. W każdym razie, pytań jest wiele.

pozwolę sobie zadać Panu - jako osobie z doświadczeniem daleko w tej sprawie większym niż większości z nas - pytanie o sens celibatu i wszystkich pokrewnych praktyk oraz koncepcji jakie kościół katolicki od wieków tworzy. Pisz Pan o sublimowani seksualności, problemach z jej tłumieniem czy też nietłumieniem itede. Wszyscy doskonale znamy, i to nie tylko z mediów, ale i z własnych parafialnych podwórek, jak przerażająco i ohydnie nieraz się owe trudności materializują. Mam swoje lata, niejedno tłumaczenie i elaborat na ten temat czytałem, ale nikt, powtarzam NIKT nigdy nie potrafił dać mi jasnej i przekonywującej odpowiedzi na pytanie: PO CO TO WSZYSTKO?... A ponieważ mieszkam w regionie, w którym w każdej wiosce obok księdza mieszka pastor ewangelicki z żoną i z dziećmi, i nie słychuje się u nas o molestowaniach wśród ewangelickich pastorów, a parafie ich żyją nieraz o wiele bardziej 'po bożemu' niż katolickie i są wzorem dla nas, rzymskich, tym bardziej zastanawiam się nad owym sensem. To oczywiście przykład z podwórka, ale niejedyny jak wszyscy dobrze wiemy - więc pytam PO JAKĄ CHOLERĘ?!... A może o to chodzi, by nakładając dogmatyczne i pseudoteologiczne piętna na tę delikatną i skrajnie osobistą sferę ludzkiego życia mieć możliwość większej kontroli i panowania nad podwładnymi w feudalnej strukturze krk?... Każdy z nas zresztą w jakimś stopniu doświadcza tej przedziwnej seksualnej paranoi katolickiej. Ja sam latami spowiadałem się 'z grzesznych myśli' czy z masturbowania się - bo tak nas wytresowano, to miały być i były największe przewiny do jakich nas diabeł mógł skłonić - teraz, gdy o tym pomyślę, to nie tylko pusty śmiech mnie ogarnia, bo cóż więcej osobiście mogę w tej sprawie post factum - ale i złość na obłudnych kapłanów, co nam od dzieciństwa tę perwersyjna seks-teologię do głów wbijali, prowadząc jednocześnie podwójne życie, czy jak mój były proboszcz molestując młodych chłopców. O Franciszku dużo dobrego powiedziano - ale właśnie jego emocjonalne i kompletnie irracjonalne stanowisko w sprawie gender moim zdaniem stanowi dowód na psychologiczną aberrację spowodowaną nadmierną koncentracja na punkcie seksualności. Pisze Pan, że 'sublimował dobro w dobro' - no to jakiś pokrętny konstrukt jest, czy nie przyszło Panu już wtedy do głowy - a może i do dziś dnia nie przychodzi - że czynienie dobra nie wymaga rezygnacji z seksualności, a owo sublimowanie tak często przeradza się w patologie typu Wesołowski i chmara innych, że nie ma żadnego uzasadnienia dla niego?... +++ p.s. Gratuluję decyzji o opuszczeniu zakonu, z pewnością uratowała Panu normalne, zdrowe i uczciwe życie.

Panie Arturze, dziękuję za tę odpowiedź. Teraz lepiej rozumiem o co Panu chodziło. Ja sam będąc w małżeństwie (czyli mogłoby się wydawać: nie mając problemów z podobnymi trudnymi sytuacjami), w konfrontacji z nauką Kościoła, często mam wrażenie, jakby odmawiano nam prawa do szczęścia. No cóż, może po tamtej stronie te problemy nie będą się już wydawały takie duże. Pozdrawiam.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]