Narzucanie powszechności

Poglądu o związku innych religii z łaską Bożą nie znajdziemy w najnowszym dokumencie Kongregacji Nauki Wiary. Jak to się ma do nauczania Jana Pawła II?

18.02.2008

Czyta się kilka minut

Jak uzasadnić konieczność misji, skoro niechrześcijanie i tak mogą osiągnąć zbawienie poza Kościołem? - to pytanie w ostatnich latach nurtuje Kongregację Nauki Wiary. Jej odpowiedź z 2000 r., deklaracja "Dominus Iesus", sformułowana surowo, spotkała się z ostrą krytyką. Kolejne "Nota doktrynalna na temat niektórych aspektów ewangelizacji" z grudnia 2007 r., zasadniczo powtarza poprzednią, ale czyni to innym językiem: mniej bezkompromisowym i scholastycznym, za to cieplejszym i egzystencjalnym. Ale i ona nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Jezus niedyplomatyczny

Miesiąc po publikacji "Dominus Iesus" kard. Joseph Ratzinger, ówczesny prefekt KNW, w rozmowie z dziennikiem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wskazywał na jego podstawową i niezrozumianą przez krytyków intencję. Dokument chciał ukazać teologiczne podstawy misji w czasach, gdy Kościół, począwszy od Soboru Watykańskiego II, pozytywniej ocenia inne religie i angażuje się w dialog z nimi. W przeszłości ewangelizowano, by ratować dusze przed niechybnym potępieniem, bo "poza Kościołem nie ma zbawienia". Nakaz misyjny jednak nie stracił na aktualności, gdy Kościół wyraźniej uświadomił sobie, że niechrześcijanie mogą dostąpić zbawienia bez chrztu.

W nowej sytuacji ewangelizacyjna misja jest konieczna przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze - tylko Kościół posiada pełnię prawdy o zbawieniu, którą objawił Chrystus; po drugie - inne systemy religijne zawierają "braki, niedostatki i błędy". "Jeśli jest prawdą - czytamy - że wyznawcy religii niechrześcijańskich mogą otrzymać łaskę Bożą, jest także pewne, że obiektywnie znajdują się w sytuacji bardzo niekorzystnej w porównaniu z tymi, którzy posiadają w Kościele pełnię środków zbawczych". Deklaracja ostro rozprawiła się z poglądami przeciwnymi czy osłabiającymi uprzywilejowaną pozycję katolicyzmu wśród innych wyznań.

Kard. Ratzinger wyznał w wywiadzie: "W tych dniach spotkałem dwóch mężczyzn w sile wieku, którzy podeszli do mnie i powiedzieli: »Jesteśmy misjonarzami w Afryce. Jakże długo czekaliśmy na takie słowa! Nieustannie usuwa nam się grunt spod nóg i dlatego misjonarzy jest coraz mniej«. Wdzięczność tych ludzi, niosących Ewangelię na pierwszą linię frontu, głęboko mnie wzruszyła. Prawda właściwie zawsze przeszkadza; nigdy nie jest wygodna. Słowa Jezusa są często przerażająco twarde i formułowane z pominięciem wszelkich względów dyplomatycznych".

Twarde i niedyplomatyczne okazały się też słowa "Dominus Iesus". "Przy zamieszaniu wokół tego dokumentu - powiedział prefekt KNW - mamy do czynienia z problemem komunikacji, bo klasyczny język Urzędu Nauczycielskiego jest zupełnie inny niż język gazet i mediów. Ale w takim razie należy ten tekst przełożyć na język owych mediów, a nie dyskredytować go".

Najnowszy dokument Kongregacji w ja-

kiejś mierze wychodzi naprzeciw temu postulatowi. Przekłada podstawowe treści "Dominus Iesus" na język może nie samych mediów, ale jednak bardziej zrozumiały dla ludzi wychowanych w kulturze przez nie kształtowanej.

22 razy miłować

"Nota doktrynalna...", podobnie jak deklaracja poprzednia, mocno krytykuje błędy pojawiające się w teologii wokół kwestii misyjności Kościoła. Z drugiej jednak strony, czyni to za pomocą łagodnych i stonowanych wypowiedzi ujmujących konieczność misji w kategoriach egzystencjalnych.

Co według KNW "odwodzi wielu od nakazu misyjnego"? "Często utrzymuje się - czytamy - że wszelka próba przekonania innych w sprawach religijnych stanowi ograniczenie ich wolności". Sugeruje się, że wystarczy "zachęcać innych do postępowania zgodnego z sumieniem" i "pomagać im być bardziej ludzkimi czy wierniejszymi swojej religii; że wystarczy budować wspólnoty starające się o sprawiedliwość, wolność, pokój i solidarność", bez nawracania na wiarę katolicką. Inni z kolei twierdzą, że nie należy głosić Chrystusa tym, którzy Go nie znają, bo można zostać zbawionym bez wyraźnego poznania Chrystusa i bez formalnej przynależności do Kościoła. Najostrzejszą krytykę Kongregacja kieruje pod adresem przedstawicieli tzw. teologii pluralizmu religijnego, charakterystycznej przede wszystkim dla Azji. Stawia się tam pytanie o możliwość istnienia wielości religii nie tylko de facto, ale również de iure, z zasady, jako chcianego przez Boga.

"Nota doktrynalna..." powtarza wcześniejszą argumentację za koniecznością ewangelizacyjnej misji Kościoła: to zbawcza jedyność i powszechność Chrystusa i Kościoła oraz braki i błędy w innych religiach. Kościół posiada pełnię prawdy zbawczej i środków zbawienia i ma obowiązek głosić je innym. Charakterystyczne jednak, że "Nota..." przekłada tę argumentację na frazę egzystencjalną, przemawiającą nie tylko do intelektu i woli, ale też do wyobraźni i serca. Przykładowo fundamentalną rolę odgrywają tu słowa, których brak w "Dominus Iesus": "piękno" (2 razy) i "przyjaźń"

(6 razy). Ponadto - w "Nocie..." dużo częściej pojawia się słowo "miłość" ( i "miłować"): 22 razy, 6 w dokumencie poprzednim. Zasadnicza jest wypowiedź: "Chociaż niechrześcijanie mogą być zbawieni dzięki łasce, którą Bóg udziela na »sposoby znane tylko Sobie«, Kościół nie może nie uznawać, że brak im wielkiego dobra na tym świecie: poznania prawdziwego oblicza Boga i przyjaźni z Jezusem Chrystusem (...). Zaiste »nie ma nic piękniejszego, niż dać się zadziwić Ewangelią, spotkaniem z Chrystusem. Nie ma nic piękniejszego, niż znać Go i mówić innym o naszej z Nim przyjaźni«".

A problemy pozostają

Spośród problemów, jakie rodzi lektura obecnego dokumentu KNW, wspomnę o jednym, za to pierwszorzędnym dla współczesnego rozumienia misyjności: dotyczącym pytania o przyrodzoną czy nadprzyrodzoną naturę innych religii.

"Nota..." opiera się na doktrynie misyjności Kościoła wyrażonej w nauczaniu Pawła VI i Jana Pawła II. Problem w tym, że nauczanie tego ostatniego charakteryzuje się pewnym napięciem. Znajdujemy w nim wypowiedzi, które wchodzą w konflikt ze sobą. Świadczy to - uważa się - o otwartej, a nie zamkniętej formie papieskiego nauczania, gotowego na rozwój. Doktryna Kościoła o jego relacji do innych religii dopiero się rodzi i kształtuje, nierzadko w bólach.

Jan Paweł II w liście "Tertio millennio adveniente" (1994) za Pawłem VI inne religie widział - w przeciwieństwie do chrześcijaństwa - jako twory czysto "naturalne", dzieło tylko ludzi, nie zaś Ducha Świętego. Tymczasem podczas audiencji generalnej

9 września 1998 r. dopuścił myśl o ich związku z łaską: "Duch Święty obecny jest w innych religiach nie tylko poprzez autentyczne formy modlitwy. »Obecność i działanie Ducha - jak napisałem w encyklice Redemptoris misio - nie dotyczą tylko jednostek, ale też społeczeństwa i historii, narodów, kultur, religii« (nr 28). Na ogół »poprzez praktykowanie tego, co dobre w ich własnych tradycjach religijnych, i postępując zgodnie z głosem sumienia, członkowie innych religii odpowiadają pozytywnie na Boże wezwanie [podkreślenie JM] i dostępują zbawienia w Jezusie Chrystusie, nawet jeżeli nie uznają Go za swego Zbawiciela«".

Co znaczące, tej wypowiedzi Jana Pawła II, pierwszej w historii nauczania papieży ostrożnie przyjmującej związek innych religii z łaską Bożą, nie znajdziemy w "Nocie doktrynalnej...". Nie powoła się ona także na 28. numer encykliki "Redemptoris misio" (1990), gdzie mówi się o obecności i działaniu Ducha Świętego nie tylko w pojedynczych wyznawcach innych religii, ale i w samych tych religiach. Tu tkwi główne źródło rodzenia się dziś nowych propozycji rozumienia misyjności Kościoła. Bo jeśli się przyjmie, że Duch Boży uobecnia się i działa w innych religiach, to trudno dalej trzymać się tradycyjnej koncepcji misyjności.

W przeszłości przyjmowano, że misjonarze przynoszą innym religiom to, czego im brak: Ducha Świętego i Chrystusa. Co jednak musi się zmienić w teorii i praktyce misyjnej, gdy przyjmiemy, że Duch i Chrystus są już w nich obecni i działają. Jest to pytanie, na które nie mamy dziś zadowalających odpowiedzi. Trudno za taką uznać obecną propozycję Kongregacji. Jan Paweł II raczej nie zorganizowałby dwóch modlitewnych spotkań ze zwierzchnikami innych religii w Asyżu (1986 i 2002 r.), gdyby jego myśl nie przekraczała tego, co można znaleźć w "Nocie doktrynalnej...".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2008