Reklama

Najnowsza rewolucja francuska

Najnowsza rewolucja francuska

10.12.2018
Czyta się kilka minut
„Żółte kamizelki” to ludzie, którzy wściekłością i agresją reagują na to, co uznają za zdradę politycznego establishmentu. Można ich spotkać w całej Europie.
Protest „żółtych kamizelek” w Paryżu, 8 grudnia 2018 r./ IAN LANGSDON / EPA / PAP
Protest „żółtych kamizelek” w Paryżu, 8 grudnia 2018 r./ IAN LANGSDON / EPA / PAP
P

Ponad 1700 aresztowanych, prawie 120 rannych. To bilans sukcesu policji po czwartym z kolei weekendzie protestów i zamieszek we Francji. Sukcesu – bo gdyby nie zmieniono taktyki (wprowadzając na ulice wozy opancerzone i 90 tys. funkcjonariuszy), byłoby jeszcze gorzej. I tak znów płonęły samochody i plądrowano sklepy. Według ministra finansów drobni przedsiębiorcy, zwłaszcza restauratorzy, stracili w ostatnich tygodniach połowę obrotów. Francuzi coraz mniej wierzą w to, że prezydent Emmanuel Macron opanuje ten kryzys.

Mówi się, że w najnowszej rewolucji francuskiej, nazywanej „protestem żółtych kamizelek”, chodzi o to samo, co we wszystkich protestach po 1968 r.: żeby więcej zarabiać i płacić mniej podatków, zyskując przy tym nowe przywileje socjalne. Ale złośliwości na bok. Protestują nie tylko ci, którzy nie wyrośli z przedszkolnego marzenia, by zostać listonoszem – bo wtedy można sobie paczki przynosić. I nie tylko uliczna bandyterka. „Żółte kamizelki” to znane w całej Europie zjawisko, w centrum którego stoją ludzie agresją reagujący na to, co uznają za zdradę politycznego establishmentu. Macron nadaje się do roli zdrajcy jak mało kto. Pewność siebie, dzięki której w 2017 r. zamieszkał w Pałacu Elizejskim, obiecując politykę nowego stylu i nowej treści, jest dziś jego największą słabością. „Prezydent bogatych” – mówią o nim „żółte kamizelki”. Sam jest sobie winien: popełniał gafy, otoczył się dworem wybrańców, odrzucał porady ekonomistów. I teraz jeszcze podatek ekologiczny od diesli (które rząd kilka lat temu wciskał Francuzom jako ultraekologiczne) plus reforma podatków, która zaczyna się od obniżenia ich bogatym. Macron długo nie doceniał, jak bardzo nienawiść do niego – tak, „nienawiść” to odpowiednie słowo – zaczęła kształtować postawy części Francuzów.

„Żółte kamizelki” to być może najbardziej radykalna forma tego, co liberalna prasa nazywa pogardliwie „populizmem”. To ludzie niepewni jutra, wściekli, pozbawieni złudzeń co do uczciwości i kompetencji polityków, głosujący za brexitem, Alternatywą dla Niemiec, włoską koalicją narodowo-oportunistyczną, Orbánem, Kaczyńskim, Babišem i Kurzem. Przy smartfonie czuwa nad nimi ich ojciec chrzestny Donald Trump; przy komputerach w Rosji i na całym świecie – trolle Putina, zawsze gotowego wesprzeć sprawiedliwy gniew ludu.

Populizm nie odejdzie. Jeśli ktoś wierzy, że unicestwią go zaklęcia Fransa Timmermansa, albo tytaniczna praca Donalda Tuska, powinien ochłonąć, najlepiej wybierając się w kolejny weekend na spacer na Pola Elizejskie. Populizm nie odejdzie, bo odwołuje się do poczucia krzywdy, którego w ciągu ostatnich trzech dekad doświadczyły miliony ludzi. To był okres niebywałego wzrostu gospodarczego, ale owoce tego sukcesu nie trafiły do wszystkich, którzy na nie pracowali. Nie należy także, np. w Polsce, lekceważyć roli kulturowego wyobcowania ludzi, których polityczny establishment przez lata próbował wychować na idealnych Europejczyków i liberałów. Nieskutecznie. Niby potrafimy tworzyć bogactwo, ale równocześnie coraz więcej w nas strachu, goryczy, cynizmu.

Tak zostanie. „Żółte kamizelki” świecą po oczach. Lepiej ich nie zamykać, tylko przyzwyczajać wzrok.©


CZYTAJ TAKŻE:

Blog Szymona Łucyka „Wszystkie kolory Marianny” >>>

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]