Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bunt żółtych kamizelek

Bunt żółtych kamizelek

03.12.2018
Czyta się kilka minut
Czy Macron przetrwa ten atak? – zastanawiają się Francuzi. Ruch gwałtownych antyrządowych protestów, których uczestnicy noszą odblaskowe drogowe kamizelki, rozgorzał w połowie listopada. Od tej pory kontestacja nie gaśnie – a nawet staje się coraz ostrzejsza.
ALAIN JOCARD / AFP / EAST NEWS
ALAIN JOCARD / AFP / EAST NEWS
S

Spalone samochody, zrabowane sklepy, powybijane szyby w restauracjach, a nawet  zniszczone rzeźby wewnątrz Łuku Triumfalnego – taki krajobraz po bitwie oglądali paryżanie w niedzielę, dzień po kolejnych starciach żółtych kamizelek z policją.

Policja w niedzielę podała wstępny bilans zniszczeń w czasie sobotnich zamieszek na Polach Elizejskich w samym centrum Paryża: ranne zostały 133 osoby (w tym 23 funkcjonariuszy), zatrzymano około 400 uczestników, podejrzanych o zaatakowanie sił porządkowych. Rozmiarów widocznych gołym okiem strat materialnych dotąd nie znamy. Do gwałtownych starć manifestantów z policją doszło też w sobotę w innych miastach, m.in. w Bordeaux i Strasburgu.

Przez cały weekend francuskie media pokazywały sceny ulicznej przemocy. W stronę policji poleciały kostki brukowe, wyrywane z reprezentacyjnej alei Paryża, a siły porządkowe użyły w odpowiedzi armatek wodnych i gazu łzawiącego.

Policja tłumaczy, że sprawcami wandalizmu byli przede wszystkim – jak zwykle w wypadku dużych manifestacji – „zawodowi” rabusie i młodzieżowe gangi, których członkowie włożyli „żółte kamizelki” i tym samym wmieszali się w pokojowy tłum protestujących.

W sobotę minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner nie wykluczył ponownego wprowadzenia we Francji stanu wyjątkowego (obowiązywał on wcześniej w latach 2015-2017 w następstwie zamachów islamistycznych w Paryżu). Z kolei premier Edouard Philippe ogłosił, że z powodu napiętej sytuacji w kraju odwoła swój przyjazd na zaczynający się w Katowicach międzynarodowy szczyt klimatyczny COP24.

Bezpośrednim powodem buntu „żółtych kamizelek” – jak od razu go nazwano – była ostatnia decyzja władz Francji o podwyższeniu ekologicznych podatków nakładanych we Francji na paliwa. Pociągnie to za sobą wzrost cen benzyny i oleju napędowego.

Sprawa ma jednak dużo głębszy społecznie wymiar: w jej tle jest strukturalny, nie tylko francuski, konflikt między korzystającymi ze zdobyczy globalizacji metropolii a pozostającymi daleko w tyle prowincjami.

Rewolta nie gromadzi pojedynczej grupy zawodowej, ale wielce zróżnicowane spektrum mieszkańców francuskiej prowincji. Łączy ich jedno – to właśnie oni najmocniej odczują zapowiadane podwyżki paliw, bo wielu z nich dojeżdża codziennie samochodami do pracy w miastach, nieraz po kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę.

Trzy Francje

Christophe Guilluy, geograf, autor głośnych prac o podziałach społeczno-terytorialnych Francji, określa ruch żółtych kamizelek jako bunt peryferiów przeciw metropoliom. Peryferia pojmuje on jako tereny leżące poza obwodnicami dużych miast, a więc małe miasta lub wsie, odróżniając je wyraźnie od bliskich przedmieść ze skupiskami imigrantów i ich potomków. Mieszkańcy peryferiów – powiada Guilluy w wywiadzie dla tygodnika „L’Express” – to przedstawiciele zdeklasowanej klasy średniej, często tzw. rdzenni Francuzi, którzy czują się porzuceni przez państwo. Nie bez powodu: w ostatnich dwóch-trzech dekadach francuska prowincja pustoszeje: zamykane są szpitale, poczty, posterunki policji i żandarmerii, ogranicza się sieć kolejową. A teraz – jakby tego było mało – dorzucono do tego podwyżkę cen paliw.

Wobec tego nie jest dziwne, że właśnie na francuskich peryferiach sukcesy święci prawicowa populistka Marine Le Pen. Jak i to, że wielu mieszkańców prowincji w ogóle na wybory nie chodzi, bo nie ufa politykom żadnej partii.

Protest ma spontaniczny charakter (choć próbują go od początku instrumentalizować politycy od skrajnej prawicy Marine Le Pen po lewicowych radykałów Jean-Luca Melenchona). Demonstracje, organizowane za pośrednictwem mediów społecznościowych, objęły szybko cały kraj. W minione weekendy, od 17 listopada, demonstranci blokowali drogi krajowe i autostrady (m.in. graniczną A63 między Francją a Hiszpanią).

Jak wyjść z kryzysu? Prezydent Emmanuel Macron nie zamierza wycofać się z podwyżki „zielonego” podatku paliwowego (chyba że – jak zastrzega – ceny ropy naftowej na rynkach światowych raptownie wzrosną w kolejnych miesiącach). W roli strażaka występuje prawa ręka szefa państwa, premier Edouard Philippe, który twierdzi, że „drzwi do rozmów z protestującymi będą zawsze otwarte”. Jednak piątkowe spotkanie Philippe’a z delegacją żółtych kamizelek skończyło się fiaskiem. Głównym problemem jest spontaniczność protestu, brak struktur i liderów. Władze nie mają jasno zdefiniowanego rozmówcy.

Przed Macronem stoi teraz długoterminowe wyzwanie: pozszywać dwie czy nawet trzy skłócone ze sobą Francje: peryferia, metropolie i ubogie przedmieścia. Także we własnym partykularnym interesie, bo notowania głowy państwa lecą stale w dół. W końcu listopada pozytywnie oceniała go mniej więcej jedna czwarta Francuzów. To dwukrotnie mniej niż półtora roku temu, gdy obejmował władzę… pod hasłem zjednoczenia zwaśnionych rodaków właśnie.

Pół wieku później

Na koniec jeszcze jedno: bunt żółtych kamizelek wybuchł 50 lat po słynnej rewolcie studenckiej z maja ’68, która była początkiem końca generała de Gaulle’a. Czeka nas powtórka z historii?


TEKST POCHODZI Z BLOGA SZYMONA ŁUCYKA " WSZYSTKIE KOLORY MARIANNY" >>>

Został zaktualizowany w poniedziałek 3 grudnia w południe.
 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, tłumacz z języka francuskiego, były korespondent PAP w Paryżu. Współpracował z Polskim Radiem, publikował m.in. w „Kontynentach” i „Res...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]