Nad imperium słońce nie zachodzi

Nagrodzony właśnie Złotym Globem serial „The Crown” jest fascynującym portretem monarchii w świecie mass mediów, liberalnego świata i kultu celebrytów.

23.01.2017

Czyta się kilka minut

Claire Foy w roli królowej Elżbiety II /  / Fot. Robert Viglasky / NETFLIX
Claire Foy w roli królowej Elżbiety II / / Fot. Robert Viglasky / NETFLIX

Brytyjską monarchię wielu uważa za polityczny anachronizm. Jak jednak anachroniczna dzisiaj by nie była, jest też potężną popkulturową marką, generującą obroty wielu przemysłów: od producentów różnego rodzaju suwenirów z wizerunkami koronowanych głów po przedstawiające ich filmy i seriale telewizyjne. W oscarowej rywalizacji nie tak dawno triumfował film „Jak zostać królem” – portret ojca królowej Elżbiety II, Jerzego VI i jego walki z jąkaniem, toczonej pod opieką ekscentrycznego trenera wymowy.

W tym roku Złoty Glob dla najlepszego serialu otrzymał dostępny także w Polsce na platformie Netflix serial „The Crown” – przedstawiający pierwsze lata panowania obecnej brytyjskiej monarchini.

West Wing w Windsorze

W rolę młodej królowej wciela się brytyjska aktorka Claire Foy. Nie jest to jej pierwsza rola koronowanej głowy. W znakomitej telewizyjnej adaptacji powieści „Wolf Hall” autorstwa Hillary Mantel Foy zagrała Anne Boleyn, drugą żonę Henryka VIII, dla której rozwiódł się z Katarzyną Aragońską, wypowiadając przy okazji posłuszeństwo Kościołowi rzymskokatolickiemu. Powieść i opierający się na niej serial patrzą na epokę Tudorów z zupełnie nowej perspektywy. Mniej interesują je małżeńskie perypetie Henryka VIII, bardziej procesy społeczne, jakie uruchamia epoka tejże dynastii. Na dwór Henryka VIII patrzymy w nich oczami Thomasa Cromwella – prawnika, mieszczanina, reprezentanta nowych czasów. Cromwell to człowiek niesiony przez korzystne wiatry historii, który stopniowo zdaje sobie sprawę z własnej siły i szans, jakie stwarza rozpad starego, średniowiecznego porządku.

Brytyjscy recenzenci byli zachwyceni Cromwellem odtwarzanym na ekranie przez znakomitego szekspirowskiego Marka Rylance’a. Wyglądał jak współczesny spin doktor przeniesiony w XVI wiek. W „Wolf Hall” udało się pokazać politykę epoki Tudorów w podobny sposób, w jaki współczesną amerykańską portretują takie produkcje jak „West Wing” czy „House of Cards” (choć od tego ostatniego adaptacja Mantel jest o wiele bardziej subtelna).
W „The Crown” zadziałał podobny zabieg. Serial jest pierwszym prawdziwie politycznym obrazem panowania Windsorów. Choć na ekranie oglądamy także małżeńskie i rodzinne dramaty królewskiego rodu, prawdziwym żywiołem tej produkcji jest polityka. Przez cały sezon narrację organizują bowiem trzy wątki: na razie tylko przeczuwany zmierzch brytyjskiego imperium; problem statusu monarchii w dobie telewizyjnej demokracji masowej; wreszcie skomplikowane relacje młodej królowej z kolejnymi gabinetami urzędującymi przy Downing Street.

Bohaterowie są zmęczeni

Serial zaczyna się w 1951 r., gdy wybory do Izby Gmin po sześciu latach rządów Partii Pracy wygrywają torysi. Na stanowisko premiera wraca Winston Churchill. Nie jest to jednak triumfalny powrót. Trudno znaleźć na ekranie bardziej rewizjonistyczny obraz Churchilla niż w tym serialu.

Zwycięzca II wojny światowej jest tu starszym, schorowanym mężczyzną, nieudolnie próbującym ukrywać skalę swojej choroby przed opinią publiczną, własną partią i królową. Nie ma głowy do spraw na co dzień zajmujących zwykłych Brytyjczyków. Chce wrócić do wielkiej geopolitycznej gry z Moskwą i Waszyngtonem, nie zdając sobie sprawy, że w świecie po wojnie prawdziwe globalne mocarstwa są tylko dwa – i tak się składa, że żadne z nich nie ma stolicy w Londynie. W wielu momentach wychodzi na nierozumiejącego współczesnego świata bigota.

Za polityczną klęskę Churchilla kciuki trzyma jego własna partia – chce, by jak najszybciej przeszedł na emeryturę i przekazał pałeczkę młodym. Ale jednocześnie ten żyjący przeszłością człowiek ciągle mistrzowsko włada językiem angielskim i jednym celnym przemówieniem jest w stanie odwrócić niekorzystną dla siebie koniunkturę.

Doskonale pokazuje to – bardzo dziś w Polsce aktualny! – odcinek o smogu. Zimą 1952 r. brytyjską stolicę paraliżuje smog. Widoczność w mieście jest tak kiepska, że w zasadzie uniemożliwia ruch uliczny. Epidemia smogu trwa kilka dni, zbiera tysiące ofiar śmiertelnych. Na wszelkie apele nawołujące, by coś zrobić z tą sytuacją, Churchill odpowiada tylko, że taki już urok angielskiej pogody, że czasem jest mgła i smog – przyjdzie wiatr, to przewieje. Tylko łut szczęścia i retoryczny geniusz sprawiają, że wydarzenie, które powinno być gwoździem do trumny jego politycznej kariery, okazuje się triumfem.

Jako oderwany od współczesnych czasów przedstawiony jest nie tylko Churchill, ale cały torysowski establishment. Na jego tle młoda królowa często wydaje się być głosem zdrowego rozsądku. Pierwszy sezon serialu kończy się w momencie, gdy Churchilla przy Downing Street zastępuje Anthony Eden. Jak wiemy, jego krótka kadencja zakończy się po dwóch latach dymisją w niesławie po kryzysie sueskim – katastrofalnie zakończonej brytyjsko-francuskiej interwencji w Egipcie.

Zmierzch imperium

Kryzys sueski potwierdzał nowy porządek świata, w którym to Moskwa i Waszyngton rozdawały karty. Obie stolice zgodnie pokazały wtedy miejsce w szeregu dawnym kolonialnym potęgom, zmuszonym wycofać się ze wstydem z kolonialnej eskapady.

Zmierzch porządku, gdy Brytania rządziła światem, a nad imperium nie zachodziło słońce, jest kolejnym wątkiem serialu. Młodą Elżbietę poznajemy, gdy po ślubie zastępuje ojca w podróży po zamorskich posiadłościach korony. Wszędzie witają ją gubernatorzy w białych, kolonialnych mundurach i korkowych hełmach oraz rdzenni mieszkańcy w bogatych, „plemiennych” strojach. Wieści o śmierci ojca zastają młodą królową w Afryce. Na wieść, że stoi przed nim jego nowa monarchini, czarny mężczyzna rzuca się Elżbiecie do stóp i całuje jej buty. Przyszła królowa czuje chyba takie samo zażenowanie, co widz.
Polityczna elita imperium brytyjskiego zdaje sobie sprawę, że nadchodzą zmiany i obecny porządek nie utrzyma się długo. Wielka Brytania po wojnie musi znaleźć sobie nowe miejsce w świecie. Jednocześnie nikt nie ma wprost odwagi powiedzieć, że imperium się skończyło i nie ma powrotu do Pax Britannica ery wiktoriańskiej. Problem Brytanii niepewnej swojego miejsca w świecie wraca dziś raz jeszcze po Brexicie, przez co obrazy sięgające do lat 50. XX wieku zyskują nową aktualność.

Po co komu monarchia

Wśród tych zmian pewnie nie czuje się także sama instytucja monarchii. Elżbieta, a zwłaszcza książę-małżonek, pragną unowocześnienia tej instytucji. Napotykają jednak opór ultrakonserwatywnego dworu. Ten nie chce się zgodzić nawet na coś tak dziś oczywistego jak telewizyjna transmisja koronacji Elżbiety. Jeszcze większe problemy sprawia ewentualne małżeństwo jej siostry z rozwiedzionym mężczyzną bez tytułu.

Konserwatyzm otoczenia Elżbiety nie wynika jednak z jego umysłowych ograniczeń. Wręcz przeciwnie. Główny konserwatysta na dworze, sekretarz królowej Tommy Lascelles, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak niepewny jest los samej instytucji monarchii w erze demokracji masowej. Pamięta, jak krótkie, ekscentryczne, zakończone abdykacją panowanie Edwarda VIII o mało nie pociągnęło na dno całej instytucji. Wie, że wystarczy jeden nieostrożny ruch, by opinia publiczna odwróciła się od królowej i zażądała daleko idących konstytucyjnych reform.

Patrząc na to, jakie problemy instytucja ta stwarza samym Windsorom, zastanawiamy się, czy nie byłoby to w zasadzie pożądane. Serial powstrzymuje się przed takimi wnioskami. Kilkakrotnie widzimy, jak postaci, które zdążyliśmy polubić, uznają autorytet monarchii, poświęcają dla tej instytucji własne plany, szczęście i ambicje. W ich wyrzeczeniach siła i znaczenie korony zostają potwierdzone i umocnione. Te fragmenty można uznać za najbardziej ideologiczne w serialu. Ale tyleż budują one monarchiczny mit, co pokazują siłę, jaką wciąż wywiera on na wiele osób, nie tylko na Wyspach.

Elżbieta ostatnia?

Z „Lamparta” księcia Lampedusy znamy powiedzenie: „trzeba wszystko zmienić, by wszystko mogło pozostać takie samo”. Ta formuła służyła jako credo wszystkim politycznym konserwatystom na Zachodzie od czasu rewolucji francuskiej. Serial „The Crown” pokazuje, jak trudna w praktyce bywa realizacja takiej polityki. Jak i to, że nie może się ona do końca udać. Jak powolne by nie były, jak by nie musiały układać się z pozostałościami przeszłości, zmiany nadchodzą i są ciężko odwracalne.

Wszystko to każe zastanowić się nad przyszłością brytyjskiej monarchii, gdy kończymy ostatni odcinek pierwszego sezonu. Czy wysiłek Elżbiety i jej otoczenia, by zakorzenić monarchię w nowoczesnym społeczeństwie masowym, nie pójdzie koniec końców na marne? Panującej królowej nikt rozsądny nie chce dziś na Wyspach detronizować. Ale z jej następcami sprawa nie jest już taka oczywista. Czy znany z wyrazistych, ekscentrycznych sądów, uwielbiający zabierać głos w kontrowersyjnych kwestiach książę Karol nie skłoni swoich poddanych do zastanowienia się: czy monarchia jest jeszcze potrzebna? Brytyjscy republikanie lubią powtarzać, że nic ich tak nie cieszy jak myśl, że kolejnym monarchą najpewniej będzie Karol III.

The Crown” może więc się jeszcze okazać nie tylko najlepszym, ale i ostatnim serialem o panującym brytyjskim monarsze. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2017