Okładkowy artykuł socjologa Jaremy Piekutowskiego o tym, jak wygląda duchowy krajobraz współczesnej Polski, wydaje mi się ważny i odważny. Jest ważny m.in. dlatego, że jego zakończenie nie jest pesymistyczne. A odważny, bo mówi o rozbracie ortodoksji i ortopraksji z duchowością. Mówiąc prościej – że ludzie przestają chodzić regularnie na niedzielną mszę i jako przyczynę podają „brak potrzeby” i „obojętność”, a inne motywy to „krytyka Kościoła jako instytucji” czy po prostu „brak wiary”.
Piekutowski zauważa, że ludzie desperacko szukają sensu, ale zinstytucjonalizowany Kościół często nie potrafi im go dać, choć stoją o krok od sacrum, od tego, co nadprzyrodzone. Zwróćmy uwagę na występujący w tym zdaniu wyraz „często”. Często nie potrafi, ale jednak czasem daje ludziom to, za czym tęsknią? Artykuł jednak jest nade wszystko o tym, czego Kościół dziś nie daje, i o próbach zastąpienia go. Pytanie, czy z powodzeniem.
Myślę o tym, co Kościół dziś ludziom proponuje. Przez stulecia nabrał wiele doświadczenia, ale też obrósł w praktyki i wierzenia, które kiedyś były może potrzebne, nawet jeśli nie istotne. Kościół jako organizacja – to niekoniecznie pozostawiony nam przez Jezusa projekt. Zresztą organizacja Kościoła, różne przepisy i kościelne zwyczaje się zmieniają. Organizacja powstawała, bo była konieczna, ale czy dokładnie taka, jaką dziś mamy, była pomyślana przez Jezusa?
Nie mówię nawet o stopniach hierarchii, tym bardziej o strojach kościelnych dostojników, bo te ostatnie powstawały w określonym czasie i były wzorowane na strojach dostojników świeckich. Styl świeckiego mówienia, pisania, ubierania się przenikał oczywiście świat kościelny, ale zawsze tylko w pewnym stopniu, bo świat kościelny starał się o własną specyfikę. Nie mówię tu o karierach i pieniądzach... Ale to wszystko jest zjawiskiem dość poplątanym i często dość odległym od Ewangelii.
Kościół będzie coraz bliższy swojego Mistrza, oczywiście nie wiadomo kiedy. Jednak z całą pewnością można powiedzieć, że ludzi idących w ślady Jezusa stopniowo będzie w nim przybywało. Będzie ubywało zaś tych, którzy poszli za czymś innym. Kościół też się zmienia i będzie się zmieniał. Trudno dziś powiedzieć, jak będą wyglądały te zmiany, ufam, że bardzo ewangelicznie. Nie znaczy to, że struktury przestaną istnieć, ubiór duchownych zniknie, wszystkie pieniądze zostaną rozdane, ale to wszystko będzie bliższe Ewangelii. Myślę też, że stopniowo coraz mniej ostre będą granice między różnymi denominacjami wyznawców Chrystusa. Po stuleciach krwawych niekiedy walk nie może to nastąpić błyskawicznie, lecz się zbliża.
Kościół jest wielkim zgromadzeniem i jako takie jest nawet w swej jedności bardzo różny. Byli i są w nim ludzie święci, którzy są nie tylko „o krok od sacrum”, ale przekroczyli „to, co nadprzyrodzone”. O nich dziś jest cicho: jak to w czasach oczyszczenia, więcej mówi się i pisze o tym, co należy zmienić. O tych, co zmieniają, o świętych naszego czasu mniej się mówi, co nie znaczy, że ich nie ma.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















