To była pierwsza krytyczna kobieca lektura Biblii. Co mówi dzisiaj?

Ponad wiek temu sufrażystki wzięły do ręki Pismo Święte i skomentowały wszystkie fragmenty, które mówią o kobietach lub ostentacyjnie o nich milczą. Efekt był zaskakujący.
Czyta się kilka minut
Elizabeth Cady Stanton (po prawej) i Susan Brownell Anthony // Library of Congress
Elizabeth Cady Stanton (po prawej) i Susan Brownell Anthony // Library of Congress

Projekt był rewolucyjny. Każda z kobiet uczestniczących w komitecie rewizyjnym kupiła egzemplarz Biblii. Miała w nim zaznaczyć i wyciąć wszystkie fragmenty, które mówią o kobietach albo ostentacyjnie o nich nie wspominają, i przykleić do zeszytu, dopisując swoje komentarze. Oprócz biblistek i specjalistek od starożytnych języków w pracę zaangażowane zostały kobiety o „powadze i liberalnych poglądach, które szybko dostrzegą prawdziwy sens Biblii w odniesieniu do ich płci”. Tak latem 1895 r. powstała „Biblia kobiety”. Znana jako pierwsza podejrzliwa, krytyczna i kobieca lektura Biblii.

Jeśli przyjrzeć się dokładniej, jest to projekt jednej osoby, która się na niego uparła, zredagowała dwutomowe krytyczne wydanie oraz była autorką większości komentarzy. A co więcej, zapłaciła za to sporą cenę. Mowa o Elizabeth Cady Stanton, uważanej za matkę ruchu kobiecego w Stanach Zjednoczonych. To ona zorganizowała pierwszą konwencję dotyczącą praw kobiet w Seneca Falls, ona pisała manifesty ruchu i tworzyła go przez pół wieku. Choć sufrażystek było wiele, to Stanton została wykreowana przez następne pokolenia na matkę założycielkę. Biała, zamożna, wykształcona i liberalna – pasowała drugiej fali feministek do założycielskiego mitu. 

Dlaczego „Biblia kobiety” wywołała kontrowersje

W autobiografii Stanton zanotowała: „Od dawna słyszałam wiele niezgodnych ze sobą opinii na temat Biblii. Niektóre mówiły, że głosi ona emancypację kobiet, a inne, że jej poddaństwo. Przyszło mi na myśl, że dobrze będzie zgromadzić odniesienia Biblii do kobiet w jednym poręcznym tomie i zobaczyć, który wpływ Biblii przeważa”. Kontrowersje, jakie wzbudziła jej praca, tylko ją cieszyły. Książka budziła zainteresowanie, w pół roku miała siedem dodruków i zaczęto ją tłumaczyć na inne języki.

Ale już rok później na swojej konwencji National American Woman Suffrage Association odcięło się specjalną rezolucją od „Biblii kobiety” ze względu na strach o utratę poparcia konserwatystek. Stanton była religijną liberałką, ale gdy zainicjowała krytyczną lekturę Biblii, ruch sufrażystek właśnie zaczął zmierzać w kierunku konserwatywnym. Książka stawała się problematyczna, nie tylko zresztą dla niego: w 1922 r., dwadzieścia lat po śmierci Elizabeth, jej dzieci usunęły odniesienia do tej książki w nowym wydaniu matczynej autobiografii.

„Biblia kobiety” przestała być drukowana i na wiele dekad o niej zapomniano, aż wyciągnęły ją spod ziemi feministki w latach 70. W 1974 r. ukazał się reprint książki i choć było to amatorskie dzieło, nowe feministyczne biblistki okrzyknęły Stanton pionierką w krytycznej lekturze Biblii.

Zapomniane biblistki: czarnoskóre, radykalne lub zbyt religijne 

Dziś historyczki ruchu kobiecego zauważają, że Stanton nie była pierwszą krytyczną czytelniczką Biblii. W różnych okresach historii kobiety piśmienne brały się za krytyczną lekturę Pisma, co potwierdzi zarówno dr Julia Lewandowska, badająca piśmiennictwo religijne kobiet (zwłaszcza zakonnych) w nowożytnej Iberii, jak Elisabeth Schüssler Fiorenza, teolożka i biblistka feministyczna drugiej fali. Fiorenza zauważa, że w samym XIX wieku było dużo autorek podejmujących się krytycznej rozmowy z Biblią. Ale nie nadawały się do tworzonego mitu, bo były bardziej radykalne lub bardziej religijne. Albo czarnoskóre.

„Biblia kobiety” wydana przez Stanton nie jest pracą wybitnych biblistek, choć niektóre komentarze zaskakują świadomością z zakresu archeologii czy wiedzy o różnych redakcjach tekstów. Biblistyka była wtedy dość nową dziedziną nauki. We wstępie Stanton zaznacza, że niektóre naukowczynie nie zdecydowały się na współpracę, bojąc się, że ich naukowa reputacja i osiągnięcia mogą ucierpieć na udziale w tym przedsięwzięciu. Te mocniej religijne bały się też afiliacji z liberałkami, które nie uważają Biblii za słowo Boże i skłonne są ją oceniać jak inne teksty. Dlatego od wielu grup ekspertek komitet redagujący nie dostał wsparcia. Z 25 nazwisk wymienionych w pierwszym tomie komentarze napisało, oprócz samej Stanton, tylko 7 kobiet. 

Czy kobietom wolno krytykować księży

Odpowiadając na reakcje, z którymi spotkało się to przedsięwzięcie, Stanton się nie certoli. Ktoś zauważa, czy to nie śmieszne, by kobiety dokonywały rewizji Biblii. Emancypantka odparowuje: ciekawe, czy zadałby to samo pytanie męskim komitetom dokonującym rewizji Biblii. I rozkręca się na dobre, dopytując, co jest śmiesznego w kobietach kwestionujących swój status w Kościele, skoro kwestionują swój status w państwie. Czemu śmiesznym miałoby być krytykowanie kleru za wypowiedzi na temat kobiet, skoro krytykują też członków Kongresu i senatorów?

„Czterdzieści lat temu dla nieśmiałych, skorumpowanych i wycofanych ludzi żądanie kobiet, które domagają się wersji oczyszczonej praw, wydawało się równie śmieszne, jak dzisiaj żądanie dopuszczenia wersji oczyszczonej liturgii i Pisma Świętego” – pisała Stanton po półwiecznej już walce o równość kobiet. „Przyjdź, przyjdź mój konserwatywny przyjacielu, zetrzyj rosę ze swoich okularów i zobacz, że świat się zmienia”.

Dla równowagi odpowiada też krytykom, którzy twierdzą, że niepotrzebnie zajmują się taką ramotą jak Biblia. „Tak długo, jak dziesiątki tysięcy kopii są co roku drukowane i rozpowszechniane na całym zamieszkałym globie, a masy w anglojęzycznych krajach czczą ją jako słowo Boże, próżnym jest umniejszać jej wpływ”.

Biblijne komentarze sufrażystek: uwalniający śmiech

Charakterystyczny dla „Biblii kobiety” jest brak jakichkolwiek oporów przy krytycznej lekturze sytuacji i biblijnych postaci. Dzisiejsza czytelniczka może się śmiać z gorliwości XIX-wiecznych działaczek, ale nie zaprzeczy, że w wielu miejscach tamte komentarze mają w sobie coś uwalniającego. W każdym razie ja je tak znajduję, czasem śmiejąc się głośno.

Wertuję „Biblię kobiety”, by zobaczyć, jak poradziły sobie z postacią matriarchini Sary. „Podczas gdy ronimy łzę przy grobie Sary, nie możemy jej polecić jako przykład dla współczesnych młodych kobiet – pisze w 1895 r. Elizabeth Cady Stanton – ponieważ brakuje jej kilku kluczowych zalet. Była niegodziwa, nieszczera i nieuprzejma wobec Hagar”. Komentatorka zaznacza jednak, że współczesne ideały różnią się od tych z czasów Sary, a Sara żyła na miarę tego, jak była oświecona. Komentując 36. rozdział Księgi Rodzaju, który sprowadza się do długiej i szczegółowej listy potomków Ezawa, autorka odnosi się do uwag biblistów, którzy sugerują głębokie znaczenie symboliczne takiej genealogii. I zauważa: „Skoro Biblia jest dawana do rąk dzieci i niewykształconych mężczyzn i kobiet, by wskazywać im drogę do zbawienia, jej litery nie powinny mieć

wątpliwego znaczenia”. 

Gdy mowa o grzechu Dawida z Batszebą, Stanton zauważa: „Biblia pokazuje tę lekcję: wielokrotnie degradacja kobiety degraduje również mężczyznę”. O wdowie z Ewangelii Łukasza, która domaga się odpuszczenia długu, pisze, że jest obrazem nędzy kobiet we wszystkich religiach i rządach świata. Inna komentatorka, Ellen Battelle Dietrick, dodaje z kolei, że pierwszy Kościół wiele zawdzięczał posłudze wdów i dziewic, choć oczywiście mężczyźni chętnie o tym zapominają. Wymienia tu Teklę, Paulę, Eustochium, Marcelę, Melanię, Zuzannę. Podkreśla przy tym, że największym osiągnięciem Pauli była współpraca z Hieronimem, jako że była doskonałą znawczynią hebrajskiego. Dietrick zauważa, że Paula nie jest wymieniana jako współautorka Wulgaty, choć bez niej to tłumaczenie Biblii na łacinę by nie powstało. 

„Biblia kobiety” – dokument z pola walki

„Biblia kobiety” to książka podejrzliwa, buntownicza wobec religijnego tekstu, który nieraz był używany jako argument za podległością kobiet. Właściwie wydaje się, że Stanton i jej ekipa znajdują odpowiedź na pytanie, co przeważa w Biblii – godność kobiety czy subordynacja – i obchodzą się z tekstem bezlitośnie. W tym braku kompromisów jest coś ożywczego, wobec naszej dzisiejszej ostrożności, naukowości i elegancji argumentów.

Trochę jest to dokument z pola walki, a trochę zachęta do własnej odwagi w stawianiu biblijnemu tekstowi kobiecych, podejrzliwych, feministycznych pytań.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Biblia kobiet