Jezus używa w swym pytaniu liczby mnogiej, gdyż kieruje je zarówno do Maryi, jak i do św. Józefa. Jest to ostatnie pytanie Ewangelii, w którego tle pojawia się jeszcze postać męża Matki Boskiej. Potem Józef zniknie już tak dyskretnie i cicho, że nikt nie zauważy jego odejścia. Nikt nie będzie dziękował mu za poświęcenie i wielkoduszność. Nikt nie wyliczy jego zasług. Nikt nie będzie zachwycał się jego milczeniem wypełnionym miłością. Jako ostatnia wzmianka o nim w Ewangelii pozostanie wiadomość, że zgubił Jezusa i że nie rozumiał tego, co ten powiedział mu po odnalezieniu (Łk 2, 50). Nie jest to bynajmniej styl dziękczynnej laurki.
Św. Józef nie uczynił żadnego cudu ani nie wypowiedział żadnego słowa, które by zapisano. Jawi się nam jako patron milczących, którzy nie czekają na oklaski ani okolicznościowe słowa uznania. Przypominając jego wielkość, Kościół pragnie podkreślić doniosłość przykładu życia, w którym nie potrzeba patosu czy krasomówstwa. Wystarczy ufna prostota skierowana ku Chrystusowi. Wystarczy mowa milczenia niosąca treści, które trudno zamknąć w słowach. Jest ona ojczystym językiem wielu świętych, którzy potrafią koncentrować uwagę na Chrystusie, nie na sobie.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















