Reklama

Moralny autorytet numer jeden

Moralny autorytet numer jeden

19.10.2016
Czyta się kilka minut
Michelle Obama nie jest politykiem i najpewniej nigdy nim nie będzie. Tymczasem jej przemówienie z konwencji w New Hampshire przejdzie do historii najważniejszych politycznych mów Ameryki.
Michelle Obama przemawia podczas konwencji w New Hampshire, 13.10.2016 r. / Fot. Jim Cole/AP Photo/EASTNEWS
N

Na to, że jest ona częścią kampanii Hillary Clinton, nie ma co patrzeć. Donald Trump po ujawnieniu taśm z obscenicznymi wypowiedziami na temat kobiet tonie i jest już raczej nie do uratowania. A wystąpienie Pierwszej Damy jeszcze bardziej go nie pogrążyło.

Jeśli chodzi o wybory, to sam fakt że przeciwnikiem Trumpa jest kobieta, wystarczy, żeby głos oburzenia i empatii pomógł jej wygrać. To przykład na poważny krok w emancypacji, o wiele większy niż osiem lat temu, kiedy zwyciężał Afroamerykanin. Barack Obama szedł do Białego Domu obiecując zmianę uprawiania polityki, ale nie był w żadnym wypadku liderem etnicznym i to nie dzięki głosom mniejszości rasowych został prezydentem. W kampanii te tematy w ogóle nie istniały. Tym razem jest inaczej. Sprawa „kobieca” staje się głównym wątkiem i kobiety na czele z Hillary Clinton idą do władzy.

Tymczasem Pierwsza Dama po raz kolejny pokazała, że nie interesują jej doraźne rozgrywki polityczne. Ona nie ma nic do ugrania. Może pochwalić się bezprecedensowym poparciem Amerykanów: ufa jej 79 proc. obywateli, nie ufa – siedem proc. A już wcześniej, podczas letniej konwencji Partii Demokratycznej w Filadelfii, wzruszyła wszystkich mówiąc o tym, jak budzi się każdego dnia i patrzy na swoje córki, mieszkające w białym (w każdym tego słowa znaczeniu) domu, wybudowanym rękami czarnych niewolników. Zwróciła w ten sposób uwagę na to, że Ameryka jest krajem różnorodności, że o jej sile stanowią mniejszości i że można zasypywać historyczne podziały.

Michelle podczas konwencji w New Hampshire drżącym głosem mówiła, jakie to obrzydliwe i upokarzające uczucie, kiedy obcy mężczyzna na ulicy w wulgarny i uwłaczający sposób wypowiada się o ciele kobiety. I tym samym załatwiła być może jedyną publiczną sprawę, która przetrwa tumult tej najbardziej obscenicznej kampanii wyborczej w dziejach: otworzyła dyskusję o przemocy seksualnej wobec kobiet. To temat mimo wszystko przemilczany. Połowa przypadków mobbingu, szantażów, słownego napastowania, a nawet gwałtów nie jest zgłaszana. Może to w ogóle dobry moment, żeby raz jeszcze zastanowić się nad definicją gwałtu i poszerzyć ją o to, co dotąd nie uchodziło za przestępstwo, a po prostu za zły obyczaj? Z taką agendą Michelle Obama wyrasta na moralny autorytet Ameryki numer jeden.


CZYTAJ TAKŻE:

Czy dotąd wyalienowane politycznie kobiety z przedmieść przeważą o wyniku wyborów?

Ameryka wybiera – komentarze Radosława Korzyckiego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jaka moralność? Polityka, polityka i jeszcze raz polityka, a w zasadzie czytaj kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Ta kobieta ma bardzo wiele do ugrania, ile Clintonowie zarabiają na wszelkiej maści odczytach i wystąpieniach? i kto za to płaci? Ktoś ich musi zastąpić, bo prezydenckiej parze już tak nie wypada zbierać kasy od lobbingów, ale para ex-prezydencka już jak najbardziej, no i wiadomo ta kasa nie jest za te "odczyty" jest za dostęp do władzy, jedni sprawują władzę, a drudzy zbierają kasę od zainteresowanych "byciem wysłuchanym" przez władzę, a oficjalnie są to pieniądze za odczyty i inne takie bzdety ;p

Michelle Obama to kobieta, która potrafi pokazać pasje w tym co mówi i robi, i jest wiarygodna - stąd te 79% poparcia. Z drugiej strony fakt, że Hillary Clinton jest kobietą przeszkadza jej bardziej niż wszystko inne, i to właśnie jest temat do przemyśleń i punkt wyjścia do debaty.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]