Miłość jest zdeterminowana

Kochającego nic nie ma prawa zatrzymać – nawet znajomość zła panoszącego się wewnątrz Kościoła.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

„W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa: Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić. Lecz On im odpowiedział: Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz to niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jeruzalem. Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do Ciebie są posłani” (por. Łk 13, 31-34a).

Jezus właśnie zaczął kolejny etap swej drogi do Jerozolimy (zob. Łk 13, 21). Idzie coraz szybciej, wywołując zdziwienie niemogących za Nim nadążyć uczniów (por. Mk 10, 32). Nic Go nie zatrzyma.

Nie są w stanie powstrzymać Go faryzeusze, przestrzegający przed Herodem, który nie jest Mu przyjazny i będzie chciał Go zabić.

Nie jest w stanie Go powstrzymać także cała wiedza, jaką ma na temat samej Jerozolimy – Bożego Miasta, które raz po raz stawia opór Bogu i morduje tych, których On do niego posyła. Wie, że Jego zabije również… Skąd więc u Niego taka determinacja, by iść dalej? Co za przymus Go ponagla („muszę być w drodze”)?

W greckim tekście mamy tu słowo dei, oddające wewnętrzne zobowiązanie – powinność (od tego słowa pochodzi nazwa „deontologia”, czyli nauka o powinnościach i obowiązkach): Jezus zmierza do Jerozolimy, bo taki przeżywa wewnętrzny przymus. Nie może inaczej. Jego miłość jest tego rodzaju, że nie wystarczy jej uzdrawianie i wyrzucanie złych duchów. Swoją pełnię osiągnie ona dopiero „trzeciego dnia” – w Jego Krzyżu, śmierci i zmartwychwstaniu. Dla Jerozolimy. Dla nas. Dla wszystkich.

Jezusowa determinacja miłości zaprasza także nas do równie zdecydowanego wejścia do wnętrza Kościoła. Do zaangażowania się. Wzięcia na siebie właściwej sobie części odpowiedzialności. Nic nie ma prawa nas zatrzymać. Ani lęk przed zewnętrznymi wrogami („Herodami”), drwiącymi z Kościoła, uderzającymi weń przy każdej okazji. I bez okazji. Ani też znajomość zła i grzechu panoszącego się nierzadko wewnątrz Kościoła – znajomość tych, którzy „zabijają” i „kamienują”, stawiając opór Bogu, na którego się powołują…

Ani agresja z zewnątrz, ani grzech wewnątrz nie mogą mnie zatrzymać. Jeśli tylko moja miłość do Kościoła – do Jezusa żyjącego w Nim – ma osiągnąć swoją pełnię.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Determinacja miłości