Mieszkanie w prezencie od banku? Oto najnowszy absurd umów frankowych

Banki przegrywają dziś w pierwszej instancji około 97 proc. spraw frankowych. W drugiej wygrywa ponad 99 proc. frankowiczów. Polski sektor bankowy sromotnie przegrał także batalię o kontrolę nad narracją o tym sporze.
Czyta się kilka minut
Posiedzenie Sądu Najwyższego w sprawie kredytow frankowych. Warszawa, 25 kwietnia 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / REPORTER
Posiedzenie Sądu Najwyższego w sprawie kredytow frankowych. Warszawa, 25 kwietnia 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / REPORTER

Klient wziął w banku kredyt hipoteczny indeksowany kursem franka szwajcarskiego. Spłacił pożyczony kapitał, a potem zaskarżył w sądzie umowę i wygrał. Dzięki temu nie musi dalej spłacać rat, które składałyby się już na czysty zysk banku. Za to bank musi teraz zwrócić każdą złotówkę, którą wpłacił mu klient, włącznie z pełną kwotą kapitału, który pożyczył mu na zakup mieszkania.

Czy to możliwe z punktu widzenia prawa? Okazuje się, że tak. Czy uczciwe? To już bardziej skomplikowane.

Banki zaspały w sprawie przedawnienia roszczeń o kapitał

Przed sądami w Polsce toczy się obecnie około 170 tys. spraw o unieważnienie umów kredytu indeksowanego kursem obcej waluty, głównie franka szwajcarskiego. Jednocześnie banki pozwały o zwrot pożyczonego kapitału około 40 tys. kredytobiorców, głównie tych, którzy w międzyczasie również pozwali je do sądów. W kontrpozwach chodzi najczęściej o przerwanie biegu przedawnienia roszczenia o zwrot kapitału, na co – zgodnie z niedawnymi orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości UE i polskiego Sądu Najwyższego – bank ma 36 miesięcy od momentu, gdy klient wezwie go do zwrotu wpłaconych rat.

Do niedawna strony obie strony spierały się, jak liczyć bieg przedawnienia. Prawnicy banków stali na bezpiecznym dla ich mocodawców stanowisku, że licznik uruchamia dopiero przesłanie przez klienta oświadczenia o tym, że uznaje zawartą z bankiem umowę za nieważną. Po decyzji TSUE i Sądu Najwyższego okazało się jednak, że przedawnienie biegnie bankom od momentu złożenia przez klienta pozwu lub od chwili, kiedy przez pełnomocnika lub osobiście wysłał on przedsądowe wezwanie do zapłaty. Trwające od lat sprawy niektórych frankowiczów od niedawna niosą zatem ze sobą ryzyko wykraczające daleko poza przegraną, którą dla banku oznacza jedynie utratę korzyści z unieważnionej umowy. Proces może skończyć się także brakiem możliwości ubiegania się o zwrot wypłaconego klientowi kapitału.

Takie wyroki należą do rzadkości, ale zapadają coraz częściej. W sprawie toczącej się w Warszawie sąd oddalił np. roszczenie syndyka masy upadłościowej Getin Banku dotyczące zwrotu kapitału zaskarżonego kredytu. Klienci pozwali nieistniejący dziś już bank jeszcze w 2016 roku. Getin z kontrpozwem wobec nich wystąpił zaś dopiero w roku 2021, czyli dwa lata po ustawowym terminie 36 miesięcy, który, jako instytucja, miał na skuteczne podniesienie roszczeń przeciwko konsumentowi. Kwestię biegu przedawnienia roszczenia banku ostatecznie uporządkował tymczasem dopiero wyrok Sądu Najwyższego z kwietnia br. Słowem: bank dopiero w 2024 roku niejako dowiedział się, że na działania chroniące jego kapitał miał czas do 2019 roku.

Banki zlekceważyły frankowiczów

Samo przedawnienie roszczeń nie musi automatycznie oznaczać, że bank kapitału nie odzyska. Niektórzy sędziowie w sprawach frankowych i tak nakazują klientom zwrot 100 proc. kwoty pożyczonej na mieszkanie, powołując się na normy współżycia społecznego. Warto też podkreślić, że większość frankowiczów co do zasady nie kwestionuje prawa banku do pożyczonego kapitału. Zamieszanie powstałe po orzeczeniach TSUE i SN wynika w głównej mierze z niechlujstwa samych banków, które długo stały na stanowisku, że w sprawach frankowych mają nad klientami tak wielką przewagę, że nie warto pochylać się na konsekwencjami ewentualnej porażki. 

Potem, wraz z rosnącą liczbą przegranych spraw, branża trzymała się tzw. teorii salda, która roszczenia klienta wobec banku łączyła automatycznie z roszczeniem banku wobec klienta. Trwało to do czasu, gdy Sąd Najwyższy nakazał rozliczenia wedle tzw. teorii dwóch kondykcji, która zakłada, że każda ze stron ma własne roszczenie o zwrot spełnionego świadczenia i uznanie racji klienta nie pociąga za sobą automatycznie uznania prawa banku do pożyczonego kapitału.

Sąd: banki też muszą przestrzegać prawa

Banki przegrywają dziś w pierwszej instancji około 97-98 proc. spraw frankowych. W drugiej wygrywa ponad 99 proc. frankowiczów. Polski sektor bankowy przegrał także batalię o kontrolę nad narracją o tym sporze. Nie udało się przekonać opinii publicznej, że unieważnianie wadliwych umów, czyli zabieg czysto prawny, jest naruszeniem norm współżycia społecznego, a frankowicze zyskują „darmowe kredyty”, rzekomo kosztem tych, którzy na mieszkanie pożyczyli w polskim złotym. 

Argument o naruszeniu norm współżycia społecznego coraz częściej staje się wręcz bronią obosieczną, której wobec banków używają prawnicy kredytobiorców. W uzasadnieniu wyroku o tzw. sankcję kredytu darmowego jeden z sędziów napisał niedawno, że tego typu przegrane oduczą banki w Polsce stosowania nieuczciwych praktyk wobec konsumentów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”