Reklama

Miasto bez teatru

Miasto bez teatru

23.03.2020
Czyta się kilka minut
Mamy tak wiele masowych przedstawień narodowych, na czele z Marszem Niepodległości i patriotycznymi pielgrzymkami kibiców. Tym bardziej potrzebny jest nam teatr publiczny.
Mateusz Łasowski jako Ksiądz Piotr w spektaklu „Mickiewicz. Dziady. Performance”, Teatr Polski w Bydgoszczy, październik 2016 r. MAGDA HUECKEL / MATERIAŁY PRASOWE
P

Pandemia COVID-19 spowodowała najpierw zamknięcie teatrów i innych instytucji kultury. Stadiony pozostawały otwarte dłużej, choć na części z nich mecze odbywały się przy pustych trybunach. Ale już po dwóch dniach UEFA i polska Ekstraklasa poddały się pod presją krytyki, oskarżającej szefów sportowego biznesu, że dla pieniędzy i igrzysk narażają ludzkie zdrowie i życie.

Zgodnie z tezami Giorgia Agambena, Włocha, który okazał się prorokiem przede wszystkim we własnym kraju, biopolityczny stan wyjątkowy błyskawicznie i bez oporów sprowadził nas do poziomu nagiego życia i nawet Kościół nie był w stanie przekonać kogokolwiek, że troska wyłącznie o to, by przetrwać, odbiera sens temu, czemu przetrwanie tak bardzo chce się zapewnić. W lęku przed nieswoją śmiercią żyjemy jałowym życiem dla życia.

Mamy więc zamknięte i teatry, i stadiony. W dziedzinie widowisk jest to stan...

14422

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Coś red. Kosiński kręci z tym nowożytnym teatrem dramatycznym. Jeśli jego największym albo drugim pod względem znaczenia mistrzem jest Szekspir (po Słowackim; ech, ta narodowa megalomania...), to chyba można przesunąć początki tego fenomenu o dwieście lat wstecz, do 1576 roku, kiedy powstała pierwsza stała scena w Anglii o nazwie (nomen omen) The Theatre. Szekspirowski Globe spełnia już chyba wszystkie wymienione warunki jako teatr stały, repertuarowy, zawodowy i publiczny. Ale przejdźmy od razu do historii niedawnej. Red. Kosiński zachwala nam tutaj "teatr publiczny" jako "wielką szkołę procedur wspólnego ustanawiania sensu" i bardzo się martwi, że przynajmniej przez jakiś czas "wszyscy, którzy mają dość wojen plemiennych i kulturowych" nie będą mogli spotkać się na widowni. Na pewno wszyscy? Także "narodowe" (bardzo charakterystyczna bezosobowa, właściwie depersonalizująca forma), które zatryumfowało w październiku 2015 r.? A idź pan w kibinimater z takim teatrem, który sam sprowadza się do roli politycznego kabaretu, równie prostackiego jak produkcje Polsatu, tylko pretensjonalnego i jeszcze bardziej trawionego resentymentem. A na koniec chciałbym powtórzyć trzecie z pytań zadanych niedawno pod innym artykułem redaktora. https://www.tygodnikpowszechny.pl/national-slowacki-company-162589#art_comments

wytwarzania sensu. Załóżmy że tak. Więc zadam pytanie, panie prof. Kosiński: dlaczego nauczycielami w tej szkole i eksperymentatorami w tym laboratorium są socjopaci i dewianci zamiast terapeutów? Kto silniejszy, ten pierwszy i lepszy, czyż nie? I jak tu nie kochać prawa dżungli, które pozwala reżyserować Klatom i recenzować Kosińskim? Bo chyba nie powie Pan, że to zasługa praw historii, procesów, ewolucji itp. pieszczochów marksizmu?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]