Reklama

I kto tu jest przyszłością?

I kto tu jest przyszłością?

03.02.2020
Czyta się kilka minut
W polskim teatrze coś się właśnie zasadniczo zmieniło. Niektórzy zadają wręcz pytanie: czy to w ogóle jest jeszcze teatr?
Bożna Wydrowska w „Dobrze ci tego nie opowiem”, reż. Anna Karasińska, Teatr Studio w Warszawie / PAT MIC / STUDIO TEATRGALERIA / KOMUNA WARSZAWA / MATERIAŁY PRASOWE
J

Już ponad sto lat temu obwieszczono nadchodzącą nieuchronnie śmierć teatru jako sztuki iluzyjnych przedstawień dramatycznych, pokazujących urzeczonym widzom świat lepszy, bo bardziej intensywny, łatwiej zrozumiały i zarazem mocniej odczuwany niż ten, do którego wracali, gdy spektakl był skończony. I rzeczywiście: pojawiło się kino, a po nim potop nowych, widowiskowych atrakcji. W teatrze nastąpił wielki kryzys, w Polsce (i tylko w Polsce) nazywany „wielką reformą”.

W rezultacie tych wszystkich zmian niemal nie sposób sobie dziś wyobrazić, czym było wyjście do teatru dla mieszkańca Krakowa – powiedzmy młodego Stacha Wyspiańskiego – pod koniec lat 80. XIX wieku, nie mówiąc już o tym, czym było dla mieszkańca Warszawy – powiedzmy młodego Juliusza Słowackiego – 60 lat wcześniej. A mimo to nie sposób uznać, że jakiś „stary” teatr się całkowicie skończył, a jego miejsce bez reszty...

18172

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dodajmy jeszcze do tych eksperymentów formalnych tragiczny warsztat aktorski. Fatalne, źle brzmiące, "głuche" glosy, fatalna dykcja i fatalne prowadzenie aktorów, którzy albo wrzeszczą, albo mamroczą coś pod nosem. Kiedy aktor odwraca się tyłem do widzów, nie sposób kompletnie usłyszeć jego kwestii. Pamietam jeszcze takich aktorów, jak Ignacy Gogolewski, czy Władysław Kowalski, którzy znizali glos do szeptu, a słychać ich było już w szatni

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]