Metropolita Szeptycki zamiast Czerwonohradu: w cieniu wojny Ukraina prowadzi deimperializację nazw miejscowości

To kolejny krok w procesie, który zaczął się dekadę temu – w 2014 roku, po rewolucji Majdanu. W międzyczasie usuwano już pomniki i nazwy związane z okresem komunizmu. Teraz nadszedł czas na nazewnictwo nawiązujące do rosyjskiej polityki imperialnej, tej sięgającej czasów carycy Katarzyny. Jak zmienią się mapy?
Czyta się kilka minut
Widok portu w Jużnem pod Odessą, 2008 r. // Fot. Minami Himemiya / Wikimedia.org / CC BY SA-2.5
Widok portu w Jużnem pod Odessą, 2008 r. // Fot. Minami Himemiya / Wikimedia.org / CC BY SA-2.5

U progu lata 2024 r. Ukraina nadal się broni. Nadal palącym problemem jest eksport żywności. Niewykluczone, że wkrótce w wiadomościach usłyszymy o statkach, które wypływają „korytarzem zbożowym” z Port Annental. Nazwa brzmi światowo, jak chiński Port Arthur czy Porto Alegre w Brazylii. Nie jest pewne, czy pojawi się na mapie. Ale to możliwe: dekomunizacja przechodzi w deimperializację.

Pierwszy taki proces zmiany nazw miejscowości zaczął się w 2014 r., po rewolucji Majdanu. W międzyczasie Dniepropietrowsk (w 1926 r. nazwany tak od Grigorija Pietrowskiego, współtwórcy czerwonego terroru) stał się Dnieprem, Iljiczewsk (od Włodzimierza Iljicza Lenina) Czornomorskiem, Kirowohrad (od bolszewika Siergieja Kirowa) – Kropywnyckim, a Kotowsk (od Grigorija Kotowskiego, dowódcy Armii Czerwonej) – Podolskiem.

Kolejnym krokiem była ustawa z marca 2023 r. „O potępieniu i zakazie propagandy rosyjskiej polityki imperialnej w Ukrainie i przemianowaniu toponimiki”. Przewiduje zmianę nazw, które upamiętniają wykonawców rosyjskiej polityki imperialnej (w tym z okresu sowieckiego) i wydarzenia związane z rosyjską polityką imperialną, replikują nazwy miast i innych obiektów z Rosji albo pochodzą z języka rosyjskiego.

Inwazja na mapach

Tej tzw. inwazyjnej toponimiki szczególnie dużo było w Donbasie, na Krymie i Podunawiu (inaczej Budziaku: to zakątek między Dunajem, Mołdawią a Dniestrem). Począwszy od 1944 r. władze sowieckie intensywnie zacierały pamięć o wielokulturowym dziedzictwie tych ziem. Na Krymie usunięto niemal wszystkie nazwy o rodowodzie tatarskim i jeszcze starszym: greckim, genueńskim i sarmackim.

Łącznie zmieniono wtedy nazwy ponad 1,5 tys. miast i wsi, nadając im nowe: banalne, powtarzalne nazwy rosyjskie. Metoda była prosta: najpierw sięgano po miana sławiące ideologię: Leninskoje, Sowietskoje, Oktiabrskoje. Potem szła terminologia wojskowa: Krasnoarmiejskoje, Gwardiejskoje, Partizanskoje. Na koniec lokalny urzędnik pozwalał sobie na odrobinę fantazji i kreował nazwy typu: Sadowoje, Fruktowoje, Lazurnoje. Zatarto ślady, że kiedyś żyli tam Tatarzy, Turcy, Grecy, Niemcy, Żydzi, Mołdawianie. Oraz Polacy: wieś Janówka stała się Iwaniwkami.

Na Krymie zachowano, może ze względu na turystów, kilkanaście nazw miejscowości wypoczynkowych, jak Jałta, Ałuszta, Gurzuf i Sudak. Utrzymano też tatarskie nazwy gór i przylądków, by nie zmieniać map nawigacyjnych. W apogeum stalinizmu planowano nawet – ku chwale „wielkiego narodu rosyjskiego, starszego brata innych narodów Związku Sowieckiego” – przemianować np. Bachczysaraj na Puszkingrad, a Kamieniec Podolski na Stalinopodolsk. Śmierć Stalina to powstrzymała. Jednak w wielu regionach Ukrainy do niedawna wciąż dominowała ta toponimika inwazyjna. 

Dla delfina tylko powiat

Realizując wspomnianą ustawę, 30 czerwca 2023 r. komisja parlamentu ds. standardów języka państwowego ogłosiła spis 181 nazw, które powinny zostać zmienione. Rozpoczęło to dalszy etap dyskusji lokalnej i ogólnokrajowej.

Do przemianowania zakwalifikowano kilka znaczących miast. I tak, Pawłohrad w obwodzie dniepropietrowskim zostanie najpewniej Matwijewem. Miasto powstało w XVIII w., początkowo jako osada kozacka założona przez Matwija Chyżniaka i nazywana była Matwijiwśki Chutory lub Matwijiwka. W 1784 r. miasto otrzymało status stolicy powiatu i nazwę Pawłograd – na cześć Pawła, następcy tronu Rosji.

Być może był to przytyk: caryca Katarzyna II ku własnej glorii nazwała Jekatarynosław (dziś Dniepr), który był przewidywany na trzecią stolicę imperium (po Moskwie i Petersburgu), a nielubianego syna-delfina uhonorowała tylko powiatowym miasteczkiem. Bolszewicy przeoczyli carski rodowód nazwy i ją zostawili. Z czasem miasto stało się ośrodkiem przemysłowym i stolicą tzw. Zachodniego Donbasu. Wkrótce może wrócić do nazwy z czasów kozackich.

W tym samym obwodzie leży Nowomoskowsk. Powstał także w XVIII w. jako kozackie osiedle nad rzeką Samarą i nazywany był po prostu Samar. Obecną nazwę – typowo kolonialną, powielającą imię Moskwy – otrzymał w 1794 r. Już podczas krótkiej ukraińskiej niepodległości z lat 1918-20 próbowano przywrócić Samar. Teraz może uda się już trwale.

Hard nad rzeką Boh

Przesuńmy się na mapie na południe. 38-tysięczny przed inwazją Jużnoukraińsk w obwodzie mikołajowskim wzniesiono w latach 70. XX w. jako miasto-sypialnię dla pracowników Południowoukraińskiej Elektrowni Jądrowej. Nazwę stworzono w języku rosyjskim: jużnyj to po rosyjsku południowy (po ukraińsku mówi się piwdennyj).

Bynajmniej nie odzwierciedla jego położenia, bo choć obwód mikołajowski jest na południu kraju, to miasto leży na północnym jego skraju. Nazwa oddaje raczej lokalizację w systemie energetycznym Związku Sowieckiego: obejmował on kilkadziesiąt elektrowni jądrowych, w tym cztery w republice ukraińskiej, więc tę nazwano „południowoukraińską”.

We wrześniu 2023 r. podczas konsultacji społecznych 3071 mieszkańców opowiedziało się za nazwą Piwdennoukraińsk (tj. prostym przekładem na ukraiński), 672 za Hard, a 56 za Buhohard. Mimo to w lutym 2024 r. parlamentarna komisja ds. samorządu poparła nazwę Hard. Dlaczego tak? Hard to historyczna nazwa kanionu wśród lesistych przełomów rzeki Boh, około kilometr od dzisiejszego miasta. Od XVI w. Kozacy mieli tu warownię, a w rzece budowali przegrody, by łowić ryby. Ukraińskie słowo „hard” to coś ogrodzonego lub coś, co przegradza. W wieku XVIII, gdy Zaporoże dzielono na jednostki administracyjne zwane pałankami, tu było centrum jednej z nich: Pałanki Bohohardowskiej.

Nazwa Hard nie jest przy tym archiwalną starzyzną: w mieście noszą ją klub sportowy, galeria obrazów i różne stowarzyszenia; istnieje też Park Narodowy Bohski Hard.

Jednak kwestia zmiany nazw nie jest prosta. W każdym z miast, których dotyczy podobna dyskusja, silna jest opcja pójścia po linii najmniejszego oporu – stąd liczni rzecznicy Piwdennoukraińska.

Na dawnym trójstyku

Idźmy dalej na południe. Perwomajsk to jeden z najstarszych w kraju toponimów związanych z ideologią komunistyczną. Tak w 1919 r. bolszewicy nazwali miasto u zbiegu rzek Siniucha i Boh, utworzone z połączenia Olwiopola, Bohopola i Hołty – miejscowości, które powstały w XVIII w. na trójstyku Rzeczypospolitej, Imperium Osmańskiego i Zaporoża. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego (wydawany w Warszawie od 1880 r.) podaje, że były one oddalone od siebie o „50 sążni”, czyli około 100 metrów.

Hołta to dziedzictwo po Chańskiej Ukrainie – długo wymazywanym z pamięci fenomenie koegzystencji Ukraińców i Tatarów. W wieku XVII nad Bohem na ziemiach Jedysanu – należących do Turcji, a administrowanych przez chana Krymu – osiedlali się Kozacy i chłopi uciekający przed pańszczyzną. Powstało tam kilkadziesiąt chańskich słobod: osad, w których chrześcijanie mogli żyć zgodnie ze swoimi zwyczajami, płacąc podatki chanowi. Cały region nazywano Chańską Ukrainą. Jedną z tych osad była właśnie Hołta. Z kolei od strony Zaporoża w XVII w. Kozacy założyli warownię Orłyk. Wreszcie w połowie XVIII w. po stronie polskiej powstał Bohopol – prywatne miasto Potockich.

W 1739 r. Rosja zajęła Zaporoże, w 1792 r. zawojowała Jedysan, a w 1793 r. – po drugim rozbiorze Rzeczypospolitej – zajęła Podole. Orłyk przemianowano na krótko na Jekaterinenszanc (Szaniec Katarzyny), a ostatecznie na Olwiopol – od starożytnej greckiej kolonii Olbia. Miało to podkreślać rzekome prawo Rosji do władania ziemiami nad Morzem Czarnym, przedstawiane jako „powrót cywilizacji europejskiej”. Niezbyt się przejmowano tym, że prawdziwa Olbia leżała ok. 150 km dalej.

Historyczna czy wydumana?

Odtąd dawny trójstyk granic stał się głuchą prowincją, i aż do końca caratu utrzymano formalnie odrębność trzech miejscowości. Gdy wiosną 1919 r. bolszewicy zajęli południową Ukrainę, połączyli je w jedno – i na wiecu w dniu 1 maja „uchwalili” nazwę Perwomajsk. Rodowód jej jest rosyjski, a nie ukraiński – po ukraińsku brzmiałaby Perszotrawenśk, gdyż w języku ukraińskim, podobnie jak w czeskim, słowackim, słoweńskim i chorwackim, zachowały się słowiańskie nazwy miesięcy – maj to traweń.

Gdy nadszedł czas dekomunizacji i deimperializacji, najwięcej szans wydawały się mieć tutaj nazwy Orłyk (historyczna) i Bohosławsk, czyli połączenie liter B, O i H – jak rzeka Boh oraz jak Bohopol, Olwiopol, Hołta.

Znany historyk i publicysta Wachtang Kipiani, obecnie żołnierz, sam związany biograficznie z obwodem mikołajowskim, w listopadzie 2023 r. pisał na Facebooku, że „są dwa warianty – od czapy wydumana nazwa Bohosławsk i historyczna kozacka nazwa Orłyk (początkowo – Orłowski Szaniec), zbudowany na rozkaz hetmana Iwana Samojłowicza. Proszę głosować na nią”. Post Kipianiego miał ogromny rezonans. Ostatecznie jednak w Radzie Najwyższej, w projekcie uchwały deimperializacyjnej, znalazł się Olwiopol.

Port Annental: czy to się uda?

Jużne, czyli Południowe, to miasto-satelita Odessy. Powstało w latach 70. XX w. przy porcie naftowo-chemicznym; przed inwazją miało 30 tys. mieszkańców. W 2019 r. port przemianowano z Jużnyj na Piwdennyj, ale nazwa miasta została. Tak czy owak jest banalna, a po drugie – w geografii Ukrainy wątpliwa, gdyż spośród 16 portów morskich kraju ten akurat jest jednym z kilku najbardziej wysuniętych na północ, w najbardziej północnej części Morza Czarnego. Nazwa wpisywała raczej port i miasto w całe tzw. „Ciepłe Południe” Związku Sowieckiego, obejmujące Odessę, Krym, Krasnodar i Batumi.

Po najmniejszej linii oporu można by przemianować miasto na Piwdenne. Podczas dyskusji pojawiły się też propozycje Adżałyk (od limanu, tj. płytkiej zatoki, nad którą miasto leży) oraz Oriana – od rzekomej (a w istocie „turbosłowiańskiej”) przedwiecznej Oriany, praojczyzny „Orów”, pra-oraczy i pra-Ukraińców. W radzie miejskiej sześciu radnych poparło Piwdenne, jeden Orianę, a trzech Port Annental.

Ta ostatnia propozycja weszła do projektu uchwały deimperializacyjnej w parlamencie. Annental to z niemieckiego „Dolina Anny” – tak nazywała się wieś w miejscu dzisiejszego portu, założona w początkach XIX w. przez niemieckich osadników.

Uczestnik dyskusji o deimperializacji, historyk Roman Kabaczij z Narodowego Muzeum Historii Ukrainy w II Wojnie Światowej, zapytany, jak odnosi się do tej nazwy, odparł: „Normalnie. To przywracanie kolorytu i mozaiki Południa Ukrainy”. Jednak w odczuciu wielu brzmi ona zbyt egzotycznie. Pojawiły się nawet memy, w których nazwa Port Annental występuje w połączeniu ze scenami z filmu „Piraci” Polańskiego.

Znak graniczny nad rzeką Sołokią w Krystynopolu - Czerwonogrodzie pomiędzy częścią okupowanej Polski przez Sowietów a tzw. Generalną Gubernią. 1941 r. // Fot AKG / East News

Metropolita na zgodę?

Powędrujmy teraz na zachód, aż pod polską granicę. Dzisiejszy Czerwonohrad to dawny Krystynopol: miasto nad Bugiem w obwodzie lwowskim, założone w 1692 r. przez hetmana wielkiego koronnego Feliksa Kazimierza Potockiego i nazwane na cześć jego żony Krystyny. W granicach Ukrainy znalazło się w 1951 r. w wyniku wymiany terytoriów między PRL a Związkiem Sowieckim (PRL oddała wtedy „kolano Bugu” z Sokalem, Warężem i Krystynopolem, gdzie odkryto węgiel, a dostała fragment Bieszczad z Ustrzykami Dolnymi).

Kilka miesięcy później Krystynopol przemianowano na Czerwonohrad. Miasto stało się jednym z ośrodków Lwowsko-Wołyńskiego Zagłębia Węglowego, a nazwa miała świadczyć o jego proletariackim charakterze. Jesienią 2023 r. znalazła się na liście przeznaczonych do deimperializacji. W mieście, które chlubi się tym, że właśnie w nim jako pierwszym w całym Związku Sowieckim już w 1990 r. usunięto pomnik Lenina, pojawiły się zarówno sprzeciwy wobec jakiejkolwiek zmiany, jak i propozycje przywrócenia nazwy Krystynopol (ewentualnie, jak po ukraińsku mówiono do 1951 r., Chrystynopol).

Jednak zgłoszono też pomysł nowej nazwy: Szeptycki, na cześć metropolity Andrzeja Szeptyckiego, duchowego przywódcy Ukraińców z Galicji w I połowie XX w. Był on wnukiem Aleksandra Fredry i bratem generała Stanisława Szeptyckiego, który wybrał polskość (takie odmienne wybory narodowe w ramach jednej rodziny nie były wtedy czymś niezwykłym). W Krystynopolu Andrzej składał śluby zakonne w klasztorze bazylianów, w 1892 r. I to właśnie nazwa Szeptycki (podobna do już istniejących, jak Chmielnicki czy Kropywnycki) trafiła do projektu rozpatrywanego w parlamencie.

Proces w głowach

Na razie, z powodu silnego oporu przeciw nazwie Port Annental, parlament przełożył na później debatę o całości zmian toponimicznych, aby dać czas na wypracowanie nowej propozycji dla Jużnego.

Jak to ujął Roman Kabaczij: „Dekolonizacja to proces bolesny, który musi odbyć się przede wszystkim w głowach. Trudno oczekiwać tego od zwykłych Ukraińców, gdy trwa wojna, gdy trzeba z trudem zarabiać na życie, a tu władza żąda myślenia o wyższych materiach. Ale musi się on odbyć”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pożegnanie z carem