Gdy widz się uśmiecha, 24-letnia Taisja czuje, że osiągnęła cel. Autorka „Tygodnika” towarzyszyła teatrowi marionetek, który wędruje wzdłuż ukraińskiego frontu

Ich publiczność jest wymagająca. Rodzin nie widziała ponad dwa lata, jest znużona wojną, może reagować różnie. Anton, Taisja, Artur i Sasza – czyli Kulturalny Desant – starają się łapać spojrzenia widzów, nawiązać kontakt.
z obwodu donieckiego (Ukraina)
Czyta się kilka minut
Artur (z lewej) gra na lirze korbowej, „Pieśń o świętym Juriju”, czerwiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk
Artur (z lewej) gra na lirze korbowej, „Pieśń o świętym Juriju”, czerwiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Wysoko w koronach drzew śpiewają leśne ptaki. Odpowiadają na delikatny akompaniament gitary. Te drzewa są cenne: kryją nas przed kamerami innych „ptaków” – dronów. W ich cieniu grupa chłopców i dziewczyn z brygady pancernej rozsiadła się. Patrzą niepewnie – w obwodzie donieckim to sytuacja niecodzienna.

Przed nimi swój kram rozkłada kilkoro artystów, też w mundurach. Wśród ich narzędzi pracy jest lira korbowa: typowy dla ukraińskiej muzyki ludowej instrument strunowy z korbką, jego tradycja sięga kilkuset lat.

Kulturalny Desant: tak się nazwali. Wędrują wzdłuż frontu, odwiedzają oddziały, grają i śpiewają. Desant tworzą ludzie, których poza doświadczeniem wojennym łączy fach z przeszłości: przed lutym 2022 r. byli artystami. Jedni grali muzykę tradycyjną, inni rap. Jak Yarmak, bożyszcze (miliony odsłuchań), dziś „drończyk” (operator drona). Są poeci i pianiści, i aktorzy teatru marionetek. „Nasza broń to sztuka i miłość do własnej kultury – piszą w sieci. – Podtrzymujemy bojowego ducha, jednoczymy kulturą, udowadniamy, że fajnie jest być Ukraińcem”.

Tajsia – jedyny cywil w grupie Kulturalny Desant, czerwiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

ANIOŁ | Śledzą wzrokiem za dłońmi Taisji. Jako jedyna w grupie, Taisja nosi cywilne ubranie. Rozkłada pudełko z piaskiem i kilka teatralnych lalek, robionych ręcznie. Gdy zacznie mówić, towarzyszyć jej będzie gitara Saszy.

– Występuję także przed dziećmi, one wiedzą, że jeżdżę do was. Proszą, żeby coś przekazać wam, bohaterom. Jeśli bohaterowie są gotowi, to przekazuję. Gotowi? W takim razie proszę o uwagę. To od dzieci dla was! – Taisja unosi dłonie i macha do nich, bohaterów. Z uśmiechem dziecka: szerokim, szczerym. W odpowiedzi na zdezorientowanych początkowo twarzach pojawiają się uśmiechy. Ktoś reaguje machaniem.

– Wyobraźcie sobie przestrzeń, gdzie nie ma nic prócz piasku i wiatru. Zjawia się tam Anioł. Tak go nazywam, bo przypomina mi Anioła, a wam? – figurka w ręku Taisji zaczyna żyć. – Myśli sobie, po co się tu zjawił? Czemu wszyscy wokół cały czas czymś się zajmują? Usiadł nasz Anioł i czas przestał dla niego istnieć. Wiecie, o co chodzi, kiedy tak siadasz i nic nie robisz. Jak długo tak można? Skoro u dorosłych to niemożliwe, siedzieć tak wiecznie, to wyobraźcie sobie, jak bardzo niemożliwe u dzieci. Od razu za coś się zabiorą, np. zaczną rysować na tym piasku. Jeśli przypomnimy sobie, jak to jest być dzieckiem, może uda nam się coś znaleźć. Na przykład historię o Człowieku.

ŻYJ! | Obok teatru lalek, który budzi u widzów różne emocje (wzruszenie, uśmiech, zaduma), Kulturalny Desant to głównie koncerty.

Cel ma dwojaki. Chwila wytchnienia to jedno, najważniejsze. Drugie: pokazać ukraińską kulturę, jej korzenie. I tak, „Pieśń o świętym Juriju”, wykonaną przez Artura na lirze korbowej, poprzedzi opowieść o kobzarach: pieśniarzach, którzy wędrowali niegdyś po ukraińskich opłotkach. Jak teraz ludzie z Kulturalnego Desantu wzdłuż frontu.

– Człowiek również znalazł się w przestrzeni, gdzie nie było nic prócz wiatru i piasku – na końcach sznurków, pociąganych palcami Taisji, z kopczyka piasku wyłania się kukiełka, blada i apatyczna. – Nie wiedział, kim jest i po co żyje, więc spojrzał w piasek, by przypomnieć sobie swoją przeszłość. Albo dowiedzieć się, co będzie. Albo zrozumieć świat. Ale nie zobaczył nic prócz piasku. Inaczej niż Anioł Człowiek nie mógł po prostu stanąć. Wiatr zwalał go z nóg. I co dalej? Wstawał – powtarza Taisja za jednym z żołnierzy. – Bo Człowiek zawsze walczy o swoją drogę. Ale gdy znów upadł, przestał już wstawać.

– Anioł zauważył Człowieka. Zaciekawił się i krzyknął: oho, Człowiek! To musi być wolna istota. Tak, taki wolny Człowiek bardzo mi się podoba, chcę mu się przyjrzeć. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, można zauważyć, że jemu jest… smutno? Ale dlaczego smutno, przecież ma tyle wolności. Może dlatego, że nikt się z nim nie bawi? Wiem, jak temu zaradzić. Hej, zaraz zagramy w grę! Zakrywam oczy i liczę do pięciu, a ty, Człowieku, zacznij coś robić, kiedy nie będę patrzeć. Gotowy? Raz, dwa… Otwieram oczy i patrzę, a nie zrobiłeś nic. Może nie zrozumiałeś zasad gry? Dawaj, jeszcze raz. Człowieku, nie możesz tak po prostu siedzieć i nic nie robić! Powinieneś gdzieś iść, zaciekawić się czymś! Powinieneś żyć, Człowieku! Jak mogę ci pomóc? Mogę cię podnieść, znajdę twoją drogę. Może tu, może tam… – oczami Anioła widzowie rozglądają się po  przestrzeni piasku i wiatru. – Dawaj, Człowieku, zasłonię cię moim skrzydłem od wiatru. Przejdziemy razem twoją drogę.

TAISJA | – Myślę, że wielu z nas towarzyszy taki Anioł – Taisja rozgląda się po twarzach, teraz melancholijnych, choć uśmiechniętych. Niektórym szklą się oczy. – Jak myślicie, kim on może być? Albo: co to jest? Śmiało, nie ma jednej odpowiedzi.

– Słyszę od żołnierzy różne propozycje – powie mi potem Taisja, lat 24. – Zwykle: wiara, nadzieja, miłość. Dziś usłyszałam coś nowego: żołnierzy wskazali swojego dowódcę.

– Tak naprawdę to oni nadają serce tej sztuce, którą gram – dodaje.

Spektakl wyreżyserował Walera Dzech, założyciel charkowskiego Małego Teatru Marionetek. Teraz Walera jest w Kulturalnym Desancie. – A ja jestem tu wolontariuszką – mówi Taisja.

Pytam, czy boi się reakcji żołnierzy. – Bałam się, na początku. Zaczynałam od spektakli dla dzieci. Jeździliśmy z występami po terenach, które były wcześniej pod okupacją.

– Dla żołnierzy to może być jak powrót do dzieciństwa – zastanawia się. – Gdy pierwszy raz miałam wystąpić przed wojskiem wraz z Desantem, w samochodzie cały czas pytałam chłopaków: jacy oni są? Bo to różne rzeczy, spektakl dla zwykłego widza, dla dziecka z wyzwolonej wioski czy dla żołnierza. Zaczynamy więc występ. Część chłopaków, z oddziału saperskiego, spóźniła się i jak już przyszli, to podpici. Zaczęły się śmiechy, no bo co my gadamy, z czym do nich przyjechaliśmy? Z laleczkami i pudłem piasku? Co to ma być?

Taisja: – Oni nie widzieli rodzin przez dwa lata, są znużeni wojną. Rozumiem tamtą reakcję. Dlatego metodą prób i błędów doszliśmy w końcu tego, że najlepszy jest dialog. Bo jeśli będę przyjeżdżać, aby opowiedzieć im jakąś bajeczkę, to nie zadziała. Najlepiej jest opowiadać i w trakcie zadawać pytania. Staram się łapać ich spojrzenia. Ludzie rzadko patrzą w oczy, wolą po prostu słuchać. Dziś udało się, odpowiadali, uśmiechali się.

Anton (z prawej) – w cywilu frontman lwowskiej grupy Joryj Kłoc, czerwiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

WIĘŹ | Anton, od niedawna członek Kulturalnego Desantu, wcześniej służył w piechocie. Był pod Chersoniem, Bachmutem, Kupiańskiem. W cywilnym życiu jest frontmanem lwowskiej grupy Joryj Kłoc, która gra folk na granicy współczesnych gatunków („ukraińska obrzędowa hip-hop-daj-Boże-etno-czort-wataha”, tak o sobie mówią). W 2022 r. grupa była w Polsce na festiwalu w Gorajcu (co odnotował w swej relacji autor „Tygodnika”).

Wojna nie zakończyła jego grania, w trakcie przepustek wyrywał się, by koncertować. Teraz kontuzja, której nabawił się obsługując moździerz, sprawiła, że jego bronią są instrumenty i własny głos. A ten ma mocny. Siada okrakiem na drewnianej skrzyni, improwizowanym bębnie, i – zanim zacznie śpiewać przed braćmi – zaczyna od opowieści.

– Mamy w sobie prastarą energię naszych przodków – mówi Anton publiczności.

I wspomina moment, gdy poczuł więź z przodkami. To było na kierunku chersońskim. Tam tylko step i kurhany. Tylu kurhanów w jednym miejscu Anton nigdy nie widział.

Miejscowość nazywała się Kamiańska Sicz – to jedno z miejsc nad Dnieprem, gdzie kilkaset lat temu istniały sicze, kozackie obozy. Tam w stepie chowali się przed rosyjskim ogniem.

– I tam poczułem, że ochraniają nas nasi kozaccy przodkowie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Duchy przodków