Metamorfozy pani kanclerz

Tego lata za Odrą nie ma sezonu ogórkowego: 21 lipca prezydent Horst Köhler rozwiązał Bundestag i rozpisał na 18 września przedterminowe wybory. Ale temperaturę podnosi nie tylko kampania wyborcza. Niemcy żyją w poczuciu, że coś się zmieni, i to coś więcej niż tylko rząd. Zmiana ma wiele twarzy. Także twarz Angeli Merkel, prawdopodobnie przyszłej pani kanclerz. Prawdopodobnie, bo do września wiele może się jeszcze zdarzyć.
Czyta się kilka minut
Angela Merkel /
Angela Merkel /

Po siedmiu latach rządów Czerwono-Zielonych nikt nie wierzy, że Gerhardowi Schröderowi i Joschce Fischerowi uda się przedłużyć wyborczy mandat o kolejne cztery sezony. Socjaldemokraci i Zieloni zużyli się. Gdyby Niemcy głosowali dziś, sytuacja byłaby jasna: władzę przejęliby chadecy (CDU/CSU) i liberałowie (FDP), którzy w sondażach zyskują łącznie ponad 50 proc. poparcia, podczas gdy SPD-Zieloni mogą liczyć na ok. 36 proc. Jednak od sześciu tygodni maleje przewaga Czarno-Żółtych [umowne kolory chadeków i FDP - red.].

Sześć tygodni temu pojawił się nowy gracz, który może wstrząsnąć niemiecką sceną polityczną. Nowy twór ma nazwę tyleż prostą, co (świadomie) prowokacyjną: “Die Linkspartei", “Partia Lewicy". W bardziej swobodnym przekładzie: “Jedyna Prawdziwa Partia Lewicy". Ów amalgamat, składający się ze wschodnioniemieckiej partii postkomunistycznej PDS oraz z zachodnioniemieckich lewicowców rozmaitego autoramentu (często ekssocjaldemokratów), szybko zdobył popularność, wyprzedza liberałów i Zielonych, zbierając 10-12 proc. poparcia, z tendencją zwyżkową. Popularność tej nowej-starej lewicy, rosnąca najszybciej w byłej NRD, uderza już nie tylko w socjaldemokratów, ale także w chadeków i liberałów, którzy 18 września - wszystko na to wskazuje - powinni wygrać. Ale jeszcze nie wygrali.

W nowych kolorach

Angela Merkel nie potrafi udawać. Przewodnicząca CDU nie ma takich zdolności w zakresie politycznego aktorstwa jak Gerhard Schröder. Urzędujący (jeszcze) kanclerz jest w tym fachu mistrzem: potrafi przybrać wygląd zdecydowanego i pewnego zwycięstwa, choć jest zmęczony i przed chwilą poniósł porażkę. Angela Merkel zawsze wygląda mniej więcej tak, jak się akurat miewa. W tych dniach miewa się wspaniale.

W ostatnim czasie zmieniło się nie tylko samopoczucie Angeli Merkel, ale także image. Jeszcze niedawno jej włosy i stroje były tematem prasowych karykaturzystów. Teraz nowa fryzura i kostiumy w jasnych, radosnych kolorach sprawiają, że 51-letnia pani przewodnicząca wygląda znacznie młodziej. Kiedy stoi na podium obok Edmunda Stoibera, w pomarańczowym żakiecie i z uśmiechem na twarzy, kostyczny premier Bawarii wygląda przy niej po prostu staro.

Trudno, żeby wyglądał inaczej. To jemu, liderowi “siostrzanej" CSU [w Bawarii nie ma CDU, tutejsza chadecja tworzy osobną partię: CSU - red.] i niedawnemu rywalowi pani Merkel w walce o pozycję “numer jeden" w chadecji, przypadło w udziale ogłoszenie decyzji władz CDU i CSU - znanej wszystkim, nim zdążyła zapaść - że ich kandydatem na urząd kanclerza będzie Angela Merkel. Ogłosić sukces rywalki to było dla Stoibera i jego prawo, i obowiązek. Uczynił to z wysiłkiem. Nie jest łatwo stanąć pół kroku za kimś, kto niemal na pewno zostanie szefem rządu, gdy samemu chętnie by się nim zostało.

A tak niewiele zabrakło w 2002 r., gdy to Merkel musiała stanąć pół kroku za Stoiberem. Jednak wtedy minimalnie wygrał Schröder. Edmund Stoiber chętnie wziąłby dziś rewanż na Schröderze. Ale nie weźmie. Zamiast tego deklaruje co chwila, że będzie lojalnie wspierać Angelę Merkel, a jego współpracownicy od czasu do czasu “wrzucają" dziennikarzom temat na artykuł, sugerując, że Stoiber owszem, skorzysta z zaproszenia pani Merkel i obejmie w przyszłości jakieś ministerstwo - a to finanse, a to sprawy zagraniczne.

Merkel nie potrafi udawać, więc pytana przez dziennikarzy o sprawy interesujące, a zarazem śliskie, np. personalia w przyszłym rządzie, po prostu milczy. Chętnie milczałaby też może, gdy padają pytania, co zmieni się po 18 września. Temat trudny, łatwo kogoś zrazić. Ale milczeć nie można. Gdy 11 lipca przedstawiała na zjeździe CDU program chadeków, widać było, że kampania wyborcza jest w pełni, choć oficjalnie się nie zaczęła. Credo Angeli Merkel na najbliższy czas jest jasne: maksimum ogólników, minimum konkretów, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy dla obywatela bolesne. Merkel pamięta o tym, o czym woli zapomnieć Schröder: jak kiedyś wołał z emfazą, że jeśli nie zmniejszy bezrobocia, to nie będzie godzien, by obywatele go popierali.

"Pragnę służyć!"

Co się zatem zmieni? Szukajmy na poziomie języka. Jedno ze swych przemówień pani Merkel kończy zdaniem znamiennym, a dla Niemców - rozpieszczonych przez “państwo opiekuńcze" i prezentujących postawę roszczeniową - niezwykłym. Mówi: “Pragnę służyć temu krajowi, pragnę służyć Niemcom!". Świadomie czy nie, odwołuje się do - pozytywnej - pruskiej tradycji. To Fryderyk II powiedział, że król musi być “pierwszym sługą państwa".

Merkel odcina się od “ducha czasu": powierzchowności, nastawienia na rozrywkę, skrajnego indywidualizmu i nieograniczonej konsumpcji, od traktowania polityki jak nieustannej autokreacji. Czyli od tego wszystkiego, w czym Gerhard Schröder czuł się jak ryba w wodzie. Przynajmniej na początku urzędowania.

Kandydatura Angeli Merkel to w ogóle nowa jakość. Jest pierwszą kobietą w niemieckiej historii, która znajduje się na najlepszej drodze do zostania szefem rządu. To w 15-letniej historii zjednoczonych Niemiec pierwszy polityk z byłej NRD, z szansami na urząd kanclerza. 51-letnia Merkel byłaby też najmłodszą w gronie tych, którzy go piastowali. Jest protestantką, gdy dotychczasowi chadeccy kanclerze (np. Adenauer czy Kohl) byli katolikami. Jest wreszcie politykiem, za którym nie ciągnie się (jak to się brzydko mówi) nieświeży czasem zapach partyjnej “stajni": ponieważ pochodzi z NRD, nie mogła - jak większość liderów niemieckich partii - przejść przez rozmaite szczeble partyjnej kariery, którą zacząć wypada już w czasie studiów w którejś z partyjnych “młodzieżówek", aby budować powoli własną sieć kontaktów - oparcie dla politycznej pozycji.

O takich jak ona mówi się, że do polityki “doskoczyli z boku". Tym bardziej że - w odróżnieniu od niezliczonych partyjnych kolegów i koleżanek - Angela Merkel nie jest z wykształcenia ani prawnikiem, ani politologiem, ani też byłym działaczem związkowym czy społecznym. Jej wykształcenie nie jest popularne wśród zawodowych polityków. Właściwie w ogóle nie jest tu spotykane. Jest bowiem pani Merkel doktorem fizyki, do 1990 r. pracującym naukowo w NRD-owskiej Akademii Nauk, a do polityki trafiła trochę przypadkowo. Wszystko to może okazać się w przyszłości pomocne. Może, ale nie musi.

Niezwykła, z prowincji

Kim jest Angela Merkel? Urodziła się jako Angela Kasner 17 lipca 1954 r. w Hamburgu, w rodzinie pastora. Jeszcze w tym samym roku rodzice - ks. Horst Kasner i jego żona Herlind Kasner, nauczycielka - przenieśli się z Republiki Federalnej do komunistycznej NRD. W chwili, gdy masowy eksodus Niemców ze Wschodu na Zachód osiągnął pierwszy punkt kulminacyjny (granica nie była jeszcze zamknięta), oni ruszyli w kierunku przeciwnym. W NRD zamieszkali nie z sympatii dla komunizmu, ale z - nazwijmy to - poczucia misji: jako głęboko wierzący chrześcijanie chcieli pracować w kraju z definicji ateistycznym, w którym wiara była zagrożona.

I tak ziemią rodzinną małej Angeli stało się Uckermark: region tyleż idylliczny, co pusty, w północnej części Brandenburgii. Pusty w sensie dosłownym: to kraina lasów i jezior, a także nielicznych siedzib ludzkich. Tutaj, w powiatowym miasteczku Templin, ojciec Angeli zostaje lokalnym zwierzchnikiem Kościoła ewangelickiego.

O Angeli mówi się, że była dzieckiem grzecznym, jak na najstarszą córkę pastora przystało, ale czasami, gdy młodsze rodzeństwo (brat Marcus i siostra Irene) wchodziło jej na głowę, potrafiła być stanowcza i podnieść głos. Na co dzień jednak trzymała się dewizy, którą swym uczniom wpajał nauczyciel z miejscowej szkoły waldorfowskiej: “Obowiązkiem moim jest osiągnąć sukces". Dawni koledzy ze szkoły wspominają, że była prymuską: pilna, oczytana, powściągliwa, mądra. W ósmej klasie wygrywa olimpiadę z rosyjskiego; w nagrodę jedzie na wycieczkę do ZSRR w tzw. pociągu przyjaźni. Także w matematyce jest najlepsza w klasie.

Ze wspomnień kolegów i koleżanek wyłania się (nawet jeśli odcedzimy to, co mogło nałożyć się później) obraz osoby uważanej najwyraźniej za kogoś szczególnego. W miasteczku Templin w latach 60. nie trzeba wiele, aby być tak postrzeganym. A Angela Merkel do tego wszystkiego nosi dobre ciuchy (przysyłane przez rodzinę z Zachodu) i jeździ do teatru do Berlina Wschodniego razem z tatą, było nie było lokalnym autorytetem. Niezwykłe na brandenburskiej prowincji jest wreszcie miasto Hamburg, wpisane do dowodu osobistego jako miejsce urodzenia.

Angela zostaje członkiem ewangelickiej organizacji młodzieżowej “Junge Gemeinde" (Młode Wspólnoty, zwalczane przez władze); zarazem należy do komunistycznych pionierów, a potem do “Wolnej Młodzieży Niemieckiej" (FDJ, komunistyczna młodzieżówka). Takie połączenie nie było wówczas niezwykłe: “Junge Gemeinde" były świadomym wyborem, FDJ przykrym obowiązkiem. W 1973 r. zaczyna studiować fizykę w Lipsku. Wspomina, że przedmiotu tego ani nie kochała, ani nie nienawidziła. Niemniej, zgodnie z przyswojoną dewizą, i tu jest prymuską. I niejako z marszu wychodzi za mąż za studenta Ulricha Merkela (młode małżeństwa były wtedy w NRD na porządku dziennym).

Studia kończy szybko, szuka pracy i po raz pierwszy styka się z osławioną NRD-owską tajną policją: gdy stara się o posadę na politechnice w Ilmenau, podczas rozmowy wstępnej dowiaduje się, że była obserwowana przez “Stasi". Ludzie, którzy mają zadecydować, czy dostanie posadę, wyliczają jej drobiazgowo, jak często słuchała zachodniego radia oraz ile razy dostawała nowe dżinsowe bluzy w paczkach z RFN. Po tej niezwykłej, oględnie rzecz ujmując, rozmowie Angelę odwiedzają dwaj funkcjonariusze “Stasi" - “przypadkowo" - i proponują współpracę. Odmawia, udając głupią gęś: używa zmyślonego argumentu, że jakże mogłaby pracować dla tajnej policji, skoro jest “tak chorobliwie gadatliwa".

Tak w przypadku Angeli Merkel wygląda w skrócie to, co nazywa się socjalizacją.

Rewolucyjna kariera

W 1978 r. zostaje pracownikiem Akademii Nauk NRD w Berlinie Wschodnim, w instytucie zajmującym się badaniami z pogranicza chemii i fizyki; przedmiot jej zainteresowań to chemia kwantowa. W 1982 r. rozwodzi się. W 1986 r. broni pracę doktorską. Ma 35 lat, gdy nadchodzi jesień 1989 r.: pada mur berliński, NRD chwieje się w posadach.

We Wschodnich Niemczech wszystko się zmienia. Także dla zawsze trzeźwej Angeli Merkel, wchodzącej do polityki trochę z przypadku i - rzecz dla niej nietypowa - bez planowania. Wspomina, że dała się ponieść emocjom, poruszającym wówczas całą Europę Środkową i Wschodnią. Dołącza do “Demokratycznego Przełomu", jednej z powstałych wówczas partii opozycyjnych o profilu konserwatywnym, która potem zintegrowała się z CDU - choć wielu z ówczesnych przyjaciół sądziło, że bliżej byłoby jej do socjaldemokratów czy nawet Zielonych.

Tak zaczyna się cicha, ale konsekwentna kariera Angeli Merkel w niemieckiej polityce. Mocną jej stroną okazują się zmysł praktyczny, spokój i otwartość (cechy przedstawiciela nauk ścisłych, na początku badań niewiedzącego, jak będzie wyglądać ich ostateczny wynik), a także silna wola oraz ambicja. Lothar de Maiziere - pierwszy premier rządu NRD, wyłonionego w marcu 1990 r. w wolnych już wyborach, który razem z Kohlem konstruował zjednoczenie Niemiec - mianuje Angelę zastępcą swego rzecznika prasowego. Z tego czasu pochodzi następująca anegdota: de Maiziere poleciał z oficjalną wizytą do Moskwy, ale - aby wysondować, co zwykli Rosjanie sądzą o zjednoczeniu Niemiec - poprosił Merkel, by przez kilka godzin pojeździła metrem. Ta polecenie wykonała, wróciła i zdała sprawozdanie: “Ludzie mówią, że Stalin wygrał II wojnę światową, a Gorbaczow jest na dobrej drodze, aby ją przegrać". Jasno, krótko i zgodnie z prawdą.

Po pierwszych ogólnoniemieckich wyborach do Bundestagu (grudzień 1990 r.) Merkel zostaje nie tylko posłem CDU, ale także członkiem rządu: Kohl, doświadczony łowca talentów, mianuje ją ministrem ds. kobiet i młodzieży. Nieznana do niedawna berlińska fizyczka w błyskawicznym tempie - rzecz możliwa tylko w czasach zmian rewolucyjnych - zostaje politykiem z pierwszego szeregu. Uważana za protegowaną kanclerza, nazywana “dziewczynką Kohla", w 1994 r. zostaje ministrem ds. ochrony środowiska. Gdy w 1998 r. Kohl przegrywa wybory i w chadecji zaczyna się na dobre wymiana pokoleniowa, Merkel zostaje sekretarzem generalnym CDU (jakby menedżerem, odpowiedzialnym za sprawne funkcjonowanie partii). Funkcję tę wykorzystuje zręcznie i konsekwentnie do budowania swojej pozycji.

Te kilka lat zmieniło Angelę Merkel. Ci, którzy ją znali wcześniej, najlepiej dostrzegają jej metamorfozę: z łagodnego i cichego pracownika naukowego przemieniła się w polityka, kalkulującego na chłodno i świetnie poruszającego się w świecie władzy, zdominowanym przez mężczyzn. Zniknęła nieśmiałość. “Nie lękam się niczego" - miała kiedyś powiedzieć.

Z porażki - sukces

Jak zmieniła się Angela Merkel, doświadczyć mieli najpierw ci politycy CDU, którzy dotąd wspierali jej karierę. W 1999 r. wychodzi na jaw, że ówczesny przewodniczący CDU Helmut Kohl przyjmował nielegalne darowizny na partię. Afera wtrąca chadecję w kryzys; w końcu chodzi o “patriarchę" Kohla i jego współpracowników; kto odważy się strącić go z tronu, na którym zasiada od 25 lat? Angela Merkel wykazuje dość odwagi, aby pokazać, że “odpępowiła" się od swego patrona: w opublikowanym w prasie “liście otwartym" proponuje swej partii, aby pożegnała się z Kohlem.

Gdy wkrótce z funkcji przewodniczącego CDU musi odejść następca Kohla, Wolfgang Schäuble (także uwikłany w aferę), na placu boju pozostaje Merkel - i w kwietniu 2000 r. zostaje przewodniczącą CDU. Dwa lata później obejmuje stanowisko szefa frakcji parlamentarnej CDU i CSU w Bundestagu. Łącząc te funkcje, jest u szczytu - jeśli chodzi o karierę partyjną.

A porażki? Oczywiście, i tych nie brakowało. Na przykład wkrótce po tym, jak została przewodniczącą CDU, przegrała boleśnie pierwszą próbę sił z czerwono-zielonym rządem w kwestii reformy podatków. Zaszkodziła jej także niepotrzebna dyskusja we własnych szeregach na temat założeń reformy systemu opieki zdrowotnej.

Wszelako jedna z najbardziej swego czasu spektakularnych porażek okazała się największą jej szansą. W 2002 r. Angela Merkel musiała zrezygnować ze swych ambicji. Choć pełnione funkcje już wtedy predysponowały ją do roli kandydatki CDU/CSU na kanclerza, przegrała w rywalizacji z Edmundem Stoiberem, szefem CSU. Nawet jej partyjni koledzy-mężczyźni z CDU uznali wówczas, że Stoiber, kreujący się na “silnego człowieka" z Monachium, łatwiej wygra z osłabionym wówczas Schröderem. Jak wiemy, pomylili się.

Gdyby to Angela Merkel była wówczas na miejscu Stoibera, jej kariera w CDU byłaby zakończona - także w polityce nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A tak, jest ona dzisiaj - gdy Schrödera nic już chyba uratować nie może - wyborczym “pewniakiem". Ponieważ w 2002 r. ustąpiła Stoiberowi i popierała go lojalnie w kampanii wyborczej, teraz Stoiber nie ma wyjścia i musi ją popierać.

"Niemiecka Thatcher"?

Do tej pory Merkel, nazywana przez niektórych “Angie" (jest w tym zangielszczonym zdrobnieniu trochę ironii), rozgraniczała życie prywatne od publicznego. Jej drugie małżeństwo - z profesorem chemii Joachimem Sauerem, zawarte kilka lat temu - długo pozostawało w cieniu, dopóki nie pokazali się razem na festiwalu wagnerowskim w Bayreuth. Był to chyba zabieg świadomy, podobnie jak udostępnienie mediom zdjęć z rodzinnego albumu (na jednej z fotografii paraduje w bluzie FDJ). Jednak w zasadzie Angela Merkel wyznaje pogląd dobrze streszczony w zdaniu: “Raczej nie nadaję się na medialne home-stories".

Czasem porównuje się ją z Margaret Thatcher, brytyjską “Żelazną Damą". Merkel nie lubi takich zestawień. Mimo to widać podobieństwa: obie panie mają wykształcenie ścisłe (Thatcher była chemikiem), obie uzdrowiły swoje partie, targane skandalami. A jeśli chodzi o stronę merytoryczną? Także Merkel stawia na rynek, konkurencję i zdecydowane reformy. O ile jednak wzorem dla Thatcher był amerykański kapitalizm, o tyle Merkel odwołuje się do społecznej gospodarki rynkowej, koncepcji stworzonej przez Ludwiga Erharda, twórcę zachodnioniemieckiego “cudu gospodarczego". Wprawdzie Merkel nie ma “dogmatycznego zapału", jaki cechował Thatcher - zauważa włoski dziennik “La Reppublica" - niemniej może “przypaść jej podobna rola konserwatywnej rewolucjonistki".

Gdyby tak się stało, będzie mieć poważnego sojusznika: prezydenta Horsta Köhlera, którego sama zaproponowała na ten urząd, zwolennika radykalnych reform w Niemczech. Na razie jeżdżąc po kraju i występując na przedwyborczych spotkaniach, Angela Merkel powtarza formułę, że “aby tworzyć miejsca pracy, potrzebny jest wzrost gospodarczy, a on z kolei potrzebuje wolności". Być może Merkel, wyrosła w NRD, lepiej niż ludzie wychowani w Niemczech Zachodnich dostrzega siłę, jaką wyzwolić może połączenie wolności i konkurencji, powiązanych z aspektem społecznym, ale rozsądnym, nie tak rozdętym, jak obecnie w Niemczech.

Czy przeznaczeniem pogrążonych w marazmie Niemiec jest, aby zreformowała je kobieta, mająca za sobą doświadczenie życia w systemie komunistycznym? Poza wszystkim innym, byłby to piękny wkład do wewnętrznej jedności tego kraju.

Przełożył Wojciech Pięciak

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2005