Megxit, brexit i co dalej

„Progresywnej nowej roli” chcą dla siebie książę Harry Windsor i jego żona Meghan Markle. Jeszcze nie wiadomo, co to znaczy, ale dla brytyjskiej monarchii to wstrząs.
Czyta się kilka minut

Z końcem stycznia Brytyjczyków czeka wyjście z Unii Europejskiej, a tymczasem obok brexitu pojawia się nowy dramat, nazwany już megxit – czyli decyzja księcia i księżnej Sussex (taki tytuł noszą Harry i Meghan) o wycofaniu się z pierwszego szeregu rodziny królewskiej i dalszym dzieleniu życia pomiędzy Brytanię a Amerykę Północną. Poziomów dramatu – których już teraz wystarczyłoby scenarzystom serialu „The Crown” na cały nowy sezon – jest tu kilka.

Po pierwsze: pytanie o powody tak radykalnej decyzji. Jest tu i nieznośna presja mediów, ale też ambicje Meghan, które sięgają poza przecinanie wstęgi na uroczystościach. Sporo w tym kontrowersji i jeszcze więcej emocji. Po drugie: kwestie finansowo-prawne, czyli kim będą teraz Harry i Meghan? Celebrytami? Aktywistami? Bo raczej nie po prostu panią i panem Windsor. Oni sami zapowiadają „finansową niezależność” i wydaje się, że mają jakiś biznesplan, bo już w ubiegłym roku złożyli wniosek o rejestrację znaku firmowego Sussex Royal (tylko: czy po swojej „dymisji” będą mieć dalej prawo do przymiotnika „royal”?).

Wreszcie jest trzecia okoliczność, ze społecznego i państwowego punktu widzenia najważniejsza: kwestia wizerunku, kształtu i także uzasadnienia dla istnienia brytyjskiej monarchii.

Już ostatni rok był dla Windsorów i dla 93-letniej królowej Elżbiety II trudny. Jej mąż, 98-letni książę Filip, spowodował wypadek samochodowy, wymuszając pierwszeństwo przejazdu (to się zdarza, ale w wywiadzie telewizyjnym książę zachował się tak, jakby nie był świadomy swojej winy). Z kolei jej syn, książę Andrzej (lat 59), musiał zostać odsunięty od funkcji reprezentacyjnych z powodu swoich kontaktów ze skazanym w USA za przestępstwa seksualne Jeffreyem Epsteinem (i znowu mieliśmy tu problem mentalny: wywiad, którego książę udzielił na ten temat, był wręcz katastrofalny). No i jest jeszcze kwestia „królowa a brexit” – oraz premier Boris Johnson, który miał wprowadzić ją w błąd, prosząc o zawieszenie parlamentu.

Wracając do megxitu: choć dziś niemal połowa Brytyjczyków uważa, że ta kolejna awantura nie zaszkodzi rodzinie królewskiej, to jednak padają pytania, jaka ta monarchia powinna być, a nawet, czy jest w ogóle nadal potrzebna. Oraz ile kosztuje. W sondażu YouGov 45 proc. ankietowanych wyraziło poparcie dla decyzji Harry’ego i Meghan, ale jednocześnie 63 proc. uznało, że ich finansowanie powinno się skończyć.

„Firma”, jak królewska rodzina jest nazywana, kosztuje rzeczywiście sporo, ale też przynosi brytyjskiej gospodarce potężne zyski, m.in. przyciągając do Wielkiej Brytanii turystów. Obywatelom zaś daje miłe poczucie kontynuacji, zachowania tradycji – mówiąc inaczej: poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu. Pod warunkiem jednak, że „Firma” funkcjonuje bez zgrzytów i wszyscy jej członkowie skrupulatnie wypełniają przypisaną im rolę.

Jak to w każdej firmie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2020