Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ślub, który może zmienić monarchię

Ślub, który może zmienić monarchię

20.05.2018
Czyta się kilka minut
Szósty w kolejce do tronu, książę Harry poślubił Amerykankę Meghan Markle. Po raz kolejny brytyjska rodzina królewska pokazała, że co jak co, ale śluby potrafi organizować. Ten jednak był nieco inny i obfitujący w niespodzianki.
Książę Harry i Meghan Markle podczas przejazdu karocą tuż po uroczystości zaślubin. Windsor, 19 maja 2018 r. /  David Fisher/REX/Shutterstock/EAST NEWS
Książę Harry i Meghan Markle podczas przejazdu karocą tuż po uroczystości zaślubin. Windsor, 19 maja 2018 r. / David Fisher/REX/Shutterstock/EAST NEWS
S

Suknia panny młodej, o której spekulowano od miesięcy, była piękna. Pogoda była piękna. W zasadzie wszystko pięknie się udało. A jeszcze kilka dni temu ślub wydawał się zmierzać niebezpiecznie w stronę organizacyjnej katastrofy. Po tym jak problemy zdrowotne (i może również presja mediów) uniemożliwiły przyjazd ojcu Meghan, nie było nawet wiadomo, kto poprowadzi do ołtarza pannę młodą. Ostatecznie w drzwiach kaplicy św. Jerzego na zamku Windsor pojawiła się sama – nie licząc gromadki dzieci niosących tren sukni i długi haftowany welon. Dopiero bliżej ołtarza ramię zaoferował jej przyszły teść, książę Karol.

Decyzja została odczytana jako przejaw niezależności i feministycznych poglądów Meghan. Było jednak więcej niespodzianek i powodów, dla których ten ślub został okrzyknięty bardzo nowoczesnym i zmieniającym brytyjską monarchię. 

W Windsorze i na świecie

Na autostradzie za Londynem pojawiły się znaki ostrzegające: „Królewski ślub w Windsorze. Możliwe opóźnienia””. To dla tych, którzy nieświadomi wielkiego dnia, zdecydowaliby się na wycieczkę do Windsoru, by zwiedzić królewską siedzibę, lub do znajdującego się nieopodal parku rozrywki Legoland. Jednak szanse, że ktoś mógłby o ślubie księcia Harry’ego i Meghan Markle nie wiedzieć, były małe. W końcu od tygodni przygotowania relacjonowały brytyjskie i światowe media. 

Ulice Windsoru zostały zalane przez 100 tysięcy wiernych fanów królewskiej rodziny, mieszkańców i turystów. Z flagami brytyjskimi, amerykańskimi i kanadyjskimi, w koszulkach „Kocham Meghan” albo „Chcę wyjść za Harry’ego” , z balonikami, śmiesznymi kapeluszami. Mieli nadzieję, że zobaczą nowożeńców, gdy ci pojawią się po ślubie, albo przynajmniej kogoś z wielu sławnych gości – na liście zaproszonych oprócz arystokracji znaleźli się m.in. Amal i George Clooney, Serena Williams, Victoria i David Beckham oraz Elton John. Pewnej starannie wybranej grupie mieszkańców miasta pozwolono wejść na teren samego zamku. Reszcie pozostały ulice. Ci, którzy nie mogli wybrać się do Windsoru, zasiedli przed telewizorami. Napięcie od rana rosło, komentatorzy wyjaśniali zawiłości etykiety i snuli spekulacje na temat sukni ślubnej, której nikt jeszcze nie widział. 

Tymczasem w tym samym hrabstwie Berkshire, w Pangbourne, jednym z wielu uroczych miasteczek jakich w okolicy nie brakuje, sobota toczyła się jak zwykle. Sporo klientów w sklepie z serami i u rzeźnika, pełno u tureckiego fryzjera i golibrody, ostatnie zakupy zanim naprawdę będzie można odpocząć przed weekendem. Śladów ślubnej gorączki nie było widać – ot, brytyjskie flagi w niektórych ogródkach. Tylko panie ze sklepu charytatywnego postarały się o królewski akcent i zrobiły prezentację pamiątek po innych królewskich ślubach. Można więc było kupić talerz upamiętniający ślub księcia Williama i Kate Middleton, kubeczek z ich fotografiami lub jubileuszowy album królowej. Przy miejscowym kościele starszy pan kosił trawę. Nikt by nie pomyślał, że 30 mil dalej zaczyna się kolejny rozdział historii królewskiej rodziny, który z pasją, niemal jak kolejny odcinek ulubionego serialu, śledzą miliony ludzi na całym świecie.

Bo ważna jest miłość 

O sukni wiadomo było, że będzie droga – teraz spekuluje się, że mogła kosztować 200 tysięcy funtów lub nawet więcej. Dużo, zwłaszcza, że panna młoda podkreśla swoje zaangażowanie w działalność charytatywną, ale taka cena to raczej reguła a nie wyjątek. Królewskie śluby i utrzymanie monarchii kosztują, ale jednocześnie nakręcają i turystykę i rodzimą ekonomię, a wpływy z tego tytułu ocenia się na ok. 1,5 mld funtów rocznie. Stąd też ważne było na m.in., jakiego projektanta wybierze Meghan, robiono nawet o to zakłady. 

Te wszystkie dyskusje ustały, gdy panna młoda w końcu się pokazała. Suknia była piękna, oryginalna swoją prostotą i już przeszła do historii. Gładka, z czystego białego jedwabiu, ze skromnym dekoltem w łódkę. Jedyna ekstrawagancja to długi tren i jeszcze dłuższy welon. Zaprojektowała ją Clare Waight Keller z francuskiego domu mody Givenchy. Królowa Elżbieta II pożyczyła wybrance wnuka diamentową tiarę. Ale bukiecik kwiatów był już skromny – i uroczy, bo niektóre kwiaty podobno sam zbierał książę Harry.

Cała ceremonia potoczyła się zgodnie ze szczegółowo przećwiczonym planem, tak jak wszystkie uroczystości Windsorów. Niespodzianką był może fakt, że młoda para, a szczególnie panna młoda, wydawali się dość swobodni. Na tyle, że w czasie składania przysięgi małżeńskiej książę Harry się roześmiał.

Ślub księcia Harry’ego i Meghan Markle. Windsor, 19 maja 2018 r. / Fot. REX/Shutterstock/EAST NEWS
Ślub księcia Harry’ego i Meghan Markle. Windsor, 19 maja 2018 r. / Fot. REX/Shutterstock/EAST NEWS

Bardzo dalekie od sztywnych szablonów było natomiast kazanie wygłoszone przez amerykańskiego biskupa Michaela Curry z kościoła episkopalnego. Pełny pasji i ekspresji duchowny mówił o miłości i … ogniu, co jednak okazało znakomicie łączyć się ze sobą. Jego obecność nie była przypadkiem, a raczej kolejnym dowodem, że młoda para chce przełamywać granice – biskup Curry jest pierwszym czarnoskórym zwierzchnikiem kościoła episkopalnego, zaangażowanym w kwestie społeczne i walkę o równe prawa mniejszości. 

Po ślubie nastąpił dalszy ciąg bajkowego scenariusza, już standardowy: powóz zaprzężony w cztery konie, asysta wojskowa i wiwatujące tłumy. Może tylko kosmyk włosów wymykający się spod tiary Meghan, teraz księżnej Sussex, był niesforny. 

Wąskie grono zaproszonych gości udało się na przyjęcie, a tłum zgromadzony w Windsorze mógł cieszyć się resztą słonecznego dnia i wymieniać wrażenia z licznymi dziennikarzami. Obserwatorzy sprzed telewizorów mogli natomiast zrobić sobie przerwę przed transmisją kolejnego emocjonującego wydarzenia dnia – meczu Chelsea Londyn z Manchester United.

Królewska para ludzkich serc

O ślubie, a właściwie o Meghan Markle, już wcześniej napisano wiele, bo nie jest ona typową narzeczoną księcia. Aktorka była już mężatką, jest znana z feministycznych poglądów i niezależności, jej matka jest Afroamerykanką. Jeszcze dwa pokolenia wcześniej, uniemożliwiło by to królewski ślub, teraz książę Harry nie miał podobno żadnych problemów z uzyskaniem zgody swojej babci, królowej Elżbiety II. 

Spekulacji co do wpływu nowej księżnej Sussex na królewską rodzinę nie brakuje i prezentują one całe spektrum opcji. Od tego, że to początek końca monarchii, po konkluzję, że takie małżeństwo „Firmę” – bo tak nazywana bywa brytyjska rodzina królewska – tylko wzmocni i odświeży. Przysporzy też jej sympatii. To akurat całkiem prawdopodobne, bo i sam książę Harry, kiedyś enfant terrible królewskiej rodziny, co rusz wprawiający krewnych w zakłopotanie, od kilku lat jest ulubieńcem Brytyjczyków. Przy okazji ślubu często znów przypominano jego matkę, tragicznie zmarłą księżnę Dianę i fakt, że jako 12-latek musiał iść za jej trumną podczas pogrzebu. Księżna Diana była „królową ludzkich serc”, a jej syn odziedziczył po niej łatwość w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, urok i autentyczność. Teraz wraz z żoną – przełamującą stereotypy i pięknie się uśmiechającą – mogą zostać „królewska parą ludzkich serc”. Być może też taki był plan „Firmy”. Na prawdziwą koronę Harry nie ma praktycznie szans – jest szósty w kolejce do tronu, po swoim ojcu, starszym bracie i trójce jego dzieci. 

Dużo ciekawsza będzie jednak przyszłość samej Meghan, bo oczekiwania wobec niej są wielkie. I to nie w Pałacu Buckingham, ale właśnie poza nim. Główne pytanie dotyczy tego, czy zachowa niezależność, czy jednak wejdzie w tryby królewskiej machiny. Czy nowa pozycja pomoże jej kontynuować działalność na rzecz praw kobiety, czy jednak ją ograniczy? Czy wytrzyma rygor protokołu? I czy uda się jej pogodzić bycie sobą z byciem księżną?

Patrycja Bukalska, Berkshire 

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Dopiero bliżej ołtarza ramię zaoferował jej przyszły teść, książę Karol. Decyzja została odczytana jako przejaw niezależności i feministycznych poglądów Meghan" Nie znam się na etykiecie brytyjskiej, niemniej wydaje mi sie, ze nie byłoby właściwe, żeby przyszły prawdopodobnie król biegał po schodach towarzyszac narzeczonej swego syna. Podszedł do niej już w kościele i podprowadził kilka krokow na znak, ze akceptuje przyszłą synowa:))) A co do zgody sędziwej monarchini na niekonwencjonalny wybór wnuka - pamiętam, jak w głębokim PRL-u moja nauczycielka historii w liceum mówiła nam, ze angielska burżuazja jest najmadrzejsza burżuazją swiata, gdyż umie pacyfikować rewolucyjne nastroje. To samo dziś można powiedzieć o monarchii - sedziwa królowa potrafi dostosować się do stylu czasów zyskując tym samym uznanie świata. Może wiec tacy sa Brytyjczycy? Po prostu madrzy? A wracając do ploteczek - wszystko było super z jednym wyjątkiem - tego miotającego się w gotyckiej kaplicy św. Jerzego czarnoskórego pastora, który wyglądał jak zywcem wyjęty z jakiegoś wiejskiego amerykańskiego kościółka. Plótł banały jak do czarnoskórych fanek na amerykańskiej prowincji. Meghan jest sliczna, wytworna i absolutnie nie razi w swoim nowym otoczeniu, ale niestety - za nią idzie tzw. dobrodziejstwo inwentarza i to jest dla mnie delikatnie mówiąc - rażące

"wszystko było super z jednym wyjątkiem - tego miotającego się w gotyckiej kaplicy św. Jerzego czarnoskórego pastora, który wyglądał jak zywcem wyjęty z jakiegoś wiejskiego amerykańskiego kościółka. Plótł banały jak do czarnoskórych fanek na amerykańskiej prowincji. Meghan jest sliczna, wytworna i absolutnie nie razi w swoim nowym otoczeniu, ale niestety - za nią idzie tzw. dobrodziejstwo inwentarza i to jest dla mnie delikatnie mówiąc - rażące". Pytanie 1: Jaką istotną informację wnosi do wypowiedzi dwukrotnie użyty przymiotnik "czarnoskóry" (podpowiedź: nie chodzi o banalną informację o pastorze i części jego fanek, zawartą w słownikowej definicji wyrazu "czarnoskóry"). Pytanie 2: Jakimi cechami charakteryzuje się "dobrodziejstwo inwentarza", które razi nadawcę w nowym otoczeniu małżonki księcia Henryka? (podpowiedź: zwróć uwagę na określenia powtórzone dosłownie lub z użyciem synonimu, np. "amerykański", "wiejski/z prowincji" itp.)

Sam Pan sobie odpowiedział na pytanie nr 2:))) "Dobrodziejstwo inwentarza", które wtargnęło wraz z amerykańska Panną Młodą do kaplicy sw. Jerzego - przykładu wspaniałego angielskiego gotyku oraz miejsca pochówku wielu angielskich monarchów i ich małżonek, to właśnie przejaw prowincjonalnej kultury amerykańskiej w postaci tego czarnoskórego kaznodziei. Co do pytania nr 1 - nie bardzo rozumiem charakter pańskich wątpliwości. Kaznodzieja był niewątpliwie czarnoskóry, co zas do ewentualnych jego zachwyconych fanek - wyobrażam sobie, ze sa to starsze, proste czarnoskore kobiety. Ten typ kultury tak ma, podobnie jak można wyobrazić sobie audytorium ojca Rydzyka, złożone głównie ze starych, prymitywnych kobiet, choć nie czarnoskórych.:))) Oczywiście zdaje sobie sprawę, o co chodzi w pańskim poscie:))) Panska political correctness jest po prostu smieszna i nieznosna w ignorowaniu faktu, ze w USA obok Afroamerykanów wykształconych i robiących kariery naukowe i polityczne do prezydenta włącznie jest olbrzymi obszar amerykańskiego społeczeństwa o ciemnym kolorze skóry, gdzie IQ rzadko siega 100, a bieda i ciemnota są dziedziczone na przestrzeni pokoleń.

Powiedzieć, że kaznodzieja jest czarnoskóry może być tak niewinne, jak napomknięcie, że jest siwy. Stwierdzenie faktu, a że akurat tego, to przypadek bez związku z oceną jego miotania się po gotyckiej kaplicy, prawda? Ale z fankami to niestety kulą w płot. Wielebny Curry nie jest pastorem jednego z tzw. "czarnych" kościołów, jak np. Jeremiah Wright, niesławny były duszpasterz rodziny Obamów. Jeśli nie wychwyciła Pani tego detalu podczas ślubnych transmisji, to podpowiem, że to prymas Kościoła Episkopalnego USA i stamtąd w pierwszej kolejności musi wywodzić się jego "fanbase". Tak to działa w Ameryce. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś został głową kongregacji nie ciesząc się szacunkiem i sympatią wiernych. Amerykańscy episkopalianie to w 92% biali i tylko w 4% czarni, w 56% co najmniej po college'u, w 35% osiągający roczny dochód 100000 USD i więcej, znacznie powyżej amerykańskiej średniej, w 45% mężczyźni oraz w 3% zdeklarowani ateiści :D Odesłanie kaznodziei do domniemanych "swoich", to jest do czarnoskórej biedoty o IQ poniżej setki, wynika może z niedoinformowania, ale obawiam się, że jednak z czegoś gorszego. Nie bawiąc się w polityczną poprawność, pani konkluzję można wyrazić następująco: "to żenujące, żeby biali ludzie na poziomie musieli oglądać popisy czarnego błazna i to w takim miejscu! Nie wystarczy niebrzydką czarną dziewczynę ubrać w suknię za milion i nauczyć posługiwać się nożem i widelcem, żeby stała się godną księcia. Niestety, czarny zawsze pozostanie czarnym i jeszcze królewska rodzinka zapłacze, jak im po ogrodach zaczną szwendać się znajomi i krewni księżnej. Niech lepiej dobrze policzą srebrne sztućce po takich odwiedzinach". Tak to, proszę Pani, zabrzmiało.

W takim razie zabrzmiało PRAWIE dobrze:))) Rozumiem, ze przejaskrawienie było potrzebne, żeby wszyscy zrozumieli niewatpliwa moja intencję:))) Z małym zastrzeżeniem: nie ma w przyrodzie constans i nie jest tak, ze "czarny zawsze pozostanie czarnym", bo liczni czarnoskórzy studenci wychodzą na ludzi po obu stronach Atlantyku. No i "królewska rodzinka" raczej dobrze zdawała sobie sprawę ze swego posuniecia, tak wiec żadne kłopoty wynikające z różnicy kultur raczej nie nastąpią. Wróćmy może do problemu podstawowego: do występu episkopalnego i czarnoskórego biskupa, który występem cyrkowym był niezależnie od zamożności amerykańskich episkopalianów:)))

Czarnoskórzy studenci często wychodzą na ludzi? Czyli białych? Uff, jest jednak nadzieja na tym świecie. Widzi Pani jak głęboko rasizm tkwi w samym języku, jakim dobrzy ludzie mówią o tych sprawach. Podmieńmy przymiotniki i fatalistyczna rezygnacja albo rasistowska obelga zmieni się w zarozumiałe "biały zawsze pozostanie białym!". Na ludzi wychodzą także liczni białoskórzy studenci, co wcale nie jest automatyczne i oczywiste, ale nikt tego nie podkreśla. Humanitaryzm i paternalizm w stosunku do nie-białych być może stanowią niezbędny etap drogi ku społeczeństwu, w którym kolor skóry będzie postrzegany jako cecha wyłącznie fizyczna, pozbawiona konotacji moralnych, intelektualnych i "statusowych", ale w gruncie rzeczy są podszyte łagodnym rasizmem. Niestety, bez gwarancji, że się nie uzłośliwi. Z tego powodu nie uważam języka, jakim mówimy na co dzień, za sprawę mniej istotną od jednorazowego przemówienia jakiegoś biskupa. Jeśli chce Pani znać moje zdanie także na ten temat, to bp Curry nie urzekł mnie nadekspresją i banialukami (zwłaszcza o roli ognia w historii wynalazczości), jednak te głupoty byłyby takimi samymi głupotami, gdyby wygłaszał je w jakimś kościółku w Luizjanie do czarnych pań domu. Nie stałyby się ani trochę mądrzejsze ani bardziej stosowne niż w gotyckiej kaplicy św. Jerzego.

Powtórzę: Pana political correctness, niestety, ale - jak mawiał stary Marks - alienuje się. To znaczy, ze zaczyna zjadać własny ogon:))) Przeciez nie rozmawiamy ani o białych studentach, ani o żółtych, ani czerwonych, tylko czarnych. Wszyscy studenci wszędzie albo wychodzą na ludzi, albo nie wychodzą i nikt w obszarze cywilizacji europejskiej nie jest predystynowany ani do społecznej wegetacji, ani do bycia sytym obywatelem w białym kołnierzyku, z mercedesem i na stanowisku. Jasne, ze tym z bogatych domów jest łatwiej, niemniej nie kolor skóry o tym decyduje. Tyle teoria. Praktyka skrzeczy, ponieważ czarna część amerykańskiego społeczeństwa jest w swej masie biedna, niewyksztalcona i skłonna do przestępczej działalności. A przyczyną tego nie jest kolor skóry i rasizm, ale znany w socjologii fakt, ze ograniczenie umysłowe i bieda są dziedziczne i powielane z pokolenia na pokolenie. W Polsce to zjawisko jest również znane: biedni ludzie po podstawówkach ze Ściany Wschodniej nie mogą się pozbyć swojej biedy i uposledzenia umysłowego od prawie 100 lat. Tyle bowiem liczą sobie programy ministra Kwiatkowskiego, który postanowił te "Kresy" ucywilizować. I ciężko to idzie do dziś. Tak więc zaryzykuję tezę, ze osoby przewazliwione, jak Pan, na punkcie koloru skóry, staja się mimo woli największymi rasistami:)))

jest wpisane w genotyp określonych grup etnicznych i społecznych. Albo zupełnie inaczej rozumiemy znaczenia słów i wyrażeń, albo nasze sposoby pojmowania świata są niekompatybilne aż poza granicę wzajemnego zrozumienia. W każdym razie dziękuję za dyskusję i pozdrawiam.

Naprawde jeszcze Pan nie dowiedział się, ze genotyp decyduje o naszej osobowości i możliwościach? Chyba jeszcze Pan nie otrzasnął się z resztek tzw. optymizmu wychowawczego, z którego już podśmiewano się na UW, kiedy byłam studentka na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Do dziś jeszcze pokutują wyobrażenia o tym, jak to wszyscy jesteśmy tacy sami, czyli równi, zaczynamy z jednego pułapu i tylko złe warunki generowane przez seksistów, rasistów i innych homofobów sprawiają, ze jedni rozwijają się dobrze, a inni ani, ani...:)))

"W Polsce to zjawisko jest również znane: biedni ludzie po podstawówkach ze Ściany Wschodniej nie mogą się pozbyć swojej biedy i uposledzenia umysłowego od prawie 100 lat." - to zdanie tlumaczy wszystko. Do tego brak znajomosci elemntarnych pojec i zbyt duzo Youtube'a. Polityczna poprawnosc nie ma nic wspolnego z Pani rasistowskim komentarzem. Do tego: " Pana political correctness, niestety, ale - jak mawiał stary Marks - alienuje się. To znaczy, ze zaczyna zjadać własny ogon:)))". Zatkalo mnie.

:)))))) Robi się coraz ciekawiej:)))) Co tez tak Pana zatkało? Nazwisko Marksa? No i co ja mam wspólnego z youtubem, na którym oglądam jedynie "Ucho Prezesa", dalibóg nie wiem:))))

z jakichś powodów mam autentycznie w nosie ten ślub i całą wokół niego idiotyczną moim zdaniem wrzawę - a do tego w ogóle nie interesuje się piłką nożną; jeśli na tym forum jest jakiś ksiądz, czy mam w takiej sytuacji szanse na pójście po śmierci do nieba?

No nie....w życiu nie uwierzę, ze nie interesuje Pana, co Meghan miała na sobie:)))

z przyjemnością słuchałam jego, tego czarnoskórego Pastora, słów.. takie rzeczy zostają w głowie po mszy, o nich się myśli.. widać mam naturę i poziom amerykańskiej kucharki :D i, co najdziwniejsze, ja już od dawna powtarzam - jeśli ludźmi rządziłaby miłość (także do pracy, do obowiązków, do naszej Ziemi) świat wyglądałby inaczej..LEPIEJ. I prosze o wybaczenie ze pracując przy komputerze zerkałam na ślub, bo mimo swoich 56 lat, lubię bajki...

Dlaczego zaraz kucharki? Miliony ludzi na całym swiecie oglądają takie uroczystości, zwłaszcza kobiety, które musza przecież skomentować suknię panny młodej:))) Ja z kolei przyznaje się do innej słabości - lubię kulture brytyjska, zarazem zachowawczą i jednoczesnie otwarta nawet na największe ekstrawagancje. Trzeba mieć jednak dobre wyczucie, żeby wiedzieć, jaki charakter ma mieć ta ekstrawagancja, jako ze nie kazda zostanie zaakceptowana przez angielskie otoczenie. Można się nieco tego nauczyć oglądając brytyjskie komedie, zwłaszcza Monthy Pythona:)))

jaś fasola - zwyczajnie smieszny, benny hill - dla mnie nie do strawienia

Ta filmografia ma charakter "klasowy". Benny Hill nie jest dla Pani tylko dla tych, co głosowali za Brexitem:)))

Benny Hill jest po prostu niezrozumiały dla ludzi, którzy nie oglądali telewizji w latach 70 i 80 ubiegłego stulecia. Wtedy rzeczywiście z całego humoru pozostaje slapstickowa komedia, nie wiedzieć czemu zrealizowana poniżej ówczesnych technicznych możliwości. Monty Python to inna konkurencja i zapewne także inna liga.

a nawet wczesniej..
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]