Marta Hermanowicz laureatką Nagrody Conrada 2025

Autorka powieści „Koniec” zdobyła Nagrodę Conrada 2025 – najważniejsze w Polsce wyróżnienie dla debiutujących pisarzy i pisarek, przyznawane podczas Festiwalu Conrada w Krakowie.
Czyta się kilka minut
Marta Hermanowicz, laureatka Nagrody Conrada 2025. Kraków, 26 października 2025 r. // Fot. Katarzyna Kukiełka / materiały prasowe Festiwalu Conrada
Marta Hermanowicz, laureatka Nagrody Conrada 2025. Kraków, 26 października 2025 r. // Fot. Katarzyna Kukiełka / materiały prasowe Festiwalu Conrada

Podczas gali wieńczącej 17. Festiwal Conrada poznaliśmy laureatkę Nagrody Conrada 2025Martę Hermanowicz, autorkę powieści „Koniec” (wydawnictwo ArtRage). To najważniejsze w Polsce wyróżnienie dla literackich debiutów, przyznawane wspólnie przez Kapitułę i czytelników w głosowaniu internetowym. Hermanowicz otrzymała 30 tysięcy złotych oraz rezydencję literacką w Krakowie.

W gronie nominowanych znaleźli się także: Jul Łyskawa z książką „Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców” (Czarne), Kinga Sabak z tomem opowiadań „Trochę z zimna, trochę z radości” (W.A.B.), Izabela Tadra z powieścią „Hotel ZNP” (Filtry) oraz Patryk Zalaszewski ze zbiorem „Luneta z rybiej głowy” (Czarne).

Zwycięstwo Hermanowicz to docenienie odwagi językowej i głębokiego namysłu nad tym, jak trauma i historia zapisują się w ciałach kolejnych pokoleń. Nagroda, powstała w 2015 roku z inicjatywy Miasta Krakowa, Fundacji Tygodnika Powszechnego i Krakowskiego Biura Festiwalowego, niezmiennie promuje pisarzy i pisarki, których głos wnosi do polskiej literatury świeżość, ryzyko i emocjonalną prawdę – wszystko to, co w „Końcu” Hermanowicz wybrzmiewa najmocniej.

„Koniec”, czyli świetny początek

„Koniec” to powieść, która zaczyna się jak bluźniercza modlitwa, a kończy jak egzorcyzm. Marta Hermanowicz napisała książkę, jakiej w polskiej literaturze dawno nie było – gęstą od języka, bólu i pamięci. „Koniec” to historia przenoszonej przez pokolenia traumy, która nie pozwala umrzeć zmarłym i nie daje żyć żywym.

Główna bohaterka, Malwina, wnuczka sybiraczki Lotki, dorasta w Nowej Soli – w „poniemieckim domu na Końcu dziesięć”. Ten dziwny adres – „Koniec 10” – naprawdę istnieje i nadaje tytuł powieści. Oznacza zarówno rzeczywiste miejsce na obrzeżach miasta, jak i metaforyczny punkt graniczny, w którym kończy się historia (i jeszcze parę innych rzeczy). Dom, z którego odpada tynk, do tego wszystko próchnieje i skrzypi, staje się centrum rodzinnej opowieści – siedliskiem duchów, których nie da się wypędzić.

Malwina dzieli z babką sypialnię, sny i wspomnienia. Śni wojenne koszmary, powtarza cudze słowa, słyszy głosy z przeszłości. Nie wie, czy należy jeszcze do świata współczesnego, czy już do tamtego, w którym głód, śmierć i modlitwa zlewały się w jedno. Dla niej Polska lat 90. jest równie duszna jak Kresy z babcinych opowieści – kraj po transformacji przypomina dom, który dałoby się naprawić, ale nikt się do tego nie garnie.

Hermanowicz splata tu wątki trzech pokoleń kobiet – babki, matki i córki – tworząc obraz rodziny, w której pamięć staje się chorobą genetyczną. Trauma nie znika wraz z czasem: krąży między ciałami, osiada w języku, w piosenkach, w codziennych odruchach. Malwina, „dziecko wojny” urodzone pół wieku po jej zakończeniu, nosi w sobie nie tylko wspomnienia, ale i styl mówienia, rytm myślenia przodków. Jej ciało i umysł są zainfekowane historią.

Gramatyka traumy

„Koniec” jest więc powieścią o dziedziczeniu – nie majątku ani wartości, ale ciężaru. O tym, że w Polsce nic się naprawdę nie kończy, a każde pokolenie dźwiga cudze zmarłe. Hermanowicz pokazuje to w sposób zaskakująco cielesny: wojna nie jest tu metaforą, lecz fizycznym doświadczeniem zapisanym w ciele. To książka, w której trauma ma własną składnię, a język pęka jak dom po zimie.

Autorka posługuje się idiomem tak sugestywnym, że czytelnik czuje drżenie tego świata na własnej skórze. Jej proza – pełna repetycji, modlitw, dziecięcych wyliczanek i błędnych frazeologizmów – buduje rytm transu, z którego trudno się wybudzić. Momentami brzmi to jak poezja Zyty Rudzkiej, chwilami jak bluźnierczy pacierz Masłowskiej. Ale Hermanowicz wypracowuje coś własnego – język rozedrgany, niepokorny, jednocześnie poetycki i obleśny, pełen gniewu, żarliwości i czułości.

Przyszłość Polski

W tej prozie wciąż powraca pytanie: czy trzeba wciąż opowiadać o traumie, czy może wreszcie pozwolić, by dom na „Końcu” się rozpadł? Autorka nie udziela łatwej odpowiedzi. W finale matka Malwiny sprzedaje dom i przeprowadza się na osiedle „Przyszłości” – ale to tylko pozorna przemiana. Przeszłość nie znika, zmienia jedynie adres.

„Koniec” to powieść o Polsce, która nigdy nie wyszła z wojny. O społeczeństwie żyjącym w stanie przewlekłej traumy, o kobietach, które przekazują sobie w spadku lęk i milczenie. O kraju, który zbudował wolność na gruzach i nigdy nie odważył się ich uprzątnąć. Aż do tej pory. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”