Marsz 4 czerwca: próba zniszczenia Tuska obróciła się przeciw PiS

W obliczu uniemożliwienia mu pełnienia funkcji publicznych wszelkie różnice zeszły na daleki plan, a lider PO stał się ikoną.

04.06.2023

Czyta się kilka minut

Marsz 4 czerwca, który przeszedł ulicami Warszawy, miał pokojową atmosferę. Widok na plac Zamkowy i kościół św. Anny.4 czerwca 2023 r. / JACEK DOMIŃSKI / REPORTER
Marsz 4 czerwca, który przeszedł ulicami Warszawy, miał pokojową atmosferę. Widok na plac Zamkowy i kościół św. Anny.4 czerwca 2023 r. / JACEK DOMIŃSKI / REPORTER

Nieważne, czy maszerowało 200 tys. czy pół miliona przeciwników władzy. Ustawa o komisji mającej tropić rosyjską agenturę wywołała spektakularny gniew – dużo większy niż to miało miejsce po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji – i pozwoliła Donaldowi Tuskowi przejść do ofensywy.

Marsz 4 czerwca, który przebiegł w pokojowej atmosferze, rozpoczęli Donald Tusk i Lech Wałęsa, którego nużący występ w końcu przerwał tłum. Na Placu Zamkowym Tusk wygłosił mocniejszą, emocjonalną mowę, nawołując do jedności mimo różnic i zapowiadając bitwę o Polskę wolną i praworządną oraz rozliczenie PiS. Dla TVP ważniejsza tego dnia była 31. rocznica upadku rządu Jana Olszewskiego, czyli „zdrada Tuska i komunistów”.


ŻYJEMY W PAŃSTWIE AUTORYTARNYM

 

WŁODZIMIERZ WRÓBEL, sędzia Sądu Najwyższego: Ta ustawa wygląda jak prawniczy sabotaż. Komuś w rządzie zabrakło wyobraźni, by zrozumieć, że w pewnych fundamentalnych sprawach, nawet w obliczu wojny w Ukrainie, Unia nie ustąpi.


Lider PO, dotychczas reaktywnie licytujący się w rozdawnictwie z PiS („babciowe”, kredyty 0 proc., 800 plus od czerwca, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł) i zrażający do siebie innych opozycyjnych liderów dogmatem o jednej liście – nagle stał się ikoną. W obliczu uniemożliwienia mu pełnienia funkcji publicznych wszelkie niesnaski i zarzuty o programową pustkę zeszły na daleki plan. Nawet nagłaśnianie w TVP żenujących skądinąd wpadek Tomasza Lisa czy Andrzeja Seweryna nie zdołało zmienić faktu, że ustawa o komisji została uznana przez miliony Polaków za odwrót od demokracji. PiS pozwolił swym przeciwnikom poczuć ogromną siłę na ulicach Warszawy i znalazł się w narożniku.

Obraz

Kompromitacja idei komisji...

Forsowane przez lata zmiany demolujące sądownictwo oraz propaganda lejąca się z państwowych mediów już same w sobie budzą wątpliwości, czy jesienne wybory w Polsce będą równe. Jednak próba administracyjnego wykluczenia najważniejszego polityka opozycji jest dowodem, że Jarosław Kaczyński stracił intuicję i przeszarżował. A przecież mimo wojny i kryzysu energetycznego, braku pieniędzy z KPO i wysokiej inflacji – polska gospodarka ma się dobrze, sondaże zaś wciąż dają PiS nadzieję, że może uda się utrzymać władzę. Problem w tym, że dla Kaczyńskiego to mało. Nadal obawia się wyborczej klęski i późniejszej zemsty, więc w obliczu słabego efektu oferty 800 plus postanowił sobie pomóc.


PREZYDENT NA ROZDROŻU: PO CO BYŁO TO ORĘDZIE

 

MAREK KĘSKRAWIEC: Słowa Andrzeja Dudy można traktować jak policzek dla Jarosława Kaczyńskiego.


Tyle, że jego nieprzejednanie na punkcie Tuska i uparte przekonanie o rzekomym spisku lidera PO z Putinem zaprowadziły partię władzy w mocno oderwane od rzeczywistości rewiry. I nawet jeśli trwająca już od miesięcy kwerenda dostarczy komisji materiałów ukazujących nadmierną uległość Tuska i Pawlaka np. wobec Gazpromu oraz kolejnych dowodów na to, że to Lech Kaczyński miał rację w ocenie Rosji, a nie ówczesny polski rząd i zachodnie elity – niewiele to pomoże. Idea komisji została skompromitowana. Ale nie tylko przez Kaczyńskiego.

...i kompromitacja prezydenta

Od afery z lex TVN Andrzej Duda budował wizerunek człowieka, który jest w stanie zablokować najbardziej antydemokratyczne zapędy PiS. Od wybuchu wojny w Ukrainie efekt ten był wzmacniany awansem prezydenta do światowej pierwszej ligi. Zdecydowane poparcie dla najechanego sąsiada i narady z najważniejszymi przywódcami sprawiły, iż zaczęto mówić o międzynarodowej karierze Dudy po zakończeniu drugiej kadencji w Pałacu.

Trzeba jednak przyznać, że scenariusz ten oparty był raczej na spekulacjach niż na faktach. Prezydent rozważa bowiem również scenariusz krajowy, w którym będzie się starał o rząd dusz na prawicy. I być może dlatego podpisał ustawę, że dostał w zamian gwarancję wprowadzenia swoich ludzi na tzw. biorące miejsca list wyborczych PiS.

Utrata władzy mogłaby w partii wywołać wewnętrzną erozję, niemożliwą do zatrzymania przez starzejącego się Jarosława Kaczyńskiego. Z walki buldogów o schedę po prezesie mógłby się wyłonić ledwie 53-letni Duda z drużyną, jako główny rozgrywający. Człowiek jednocześnie ze środka i trochę spoza, niebudzący też skrajnej niechęci przeciwników.

Dywagacje te upadły jednak tydzień temu, gdy prezydent stał się twarzą najgorszego z pomysłów Kaczyńskiego, tworzącego poza systemem prawnym ciało, którego konstrukcja nawet nie próbuje udawać, że chodzi o coś innego niż dorwanie Tuska. Komisja, uprawniona do pozbawiania funkcji publicznych nawet na 10 lat, ma zajmować się okresem 2007-2022, co oznacza sprawne ominięcie kontraktu z Gazpromem zawartego przez ministra rządu PiS Wojciecha Jasińskiego w 2006 r. Fakt, Duda w jednej z wypowiedzi stwierdził, że chętnie by usłyszał jego wyjaśnienia przed komisją, ale zabrzmiało to kompromitująco – jakby nie wiedział, co zatwierdził.

Największą złość budzą zawiedzione nadzieje

Składając podpis pod ustawą, która uniemożliwia skuteczną apelację do sądu, Duda wziął na siebie odpowiedzialność za prawo spreparowane przez PiS i sam stał się obiektem ataku. Był tym zdziwiony, co samo w sobie jest równie dziwne. On i jego ludzie mogli przewidzieć, że największą złość budzą zawiedzione nadzieje – a nadzieje wobec prezydenta żywiły od długiego czasu miliony Polaków, dla których lider PiS stał się po prostu autokratą.

Piątkowa wolta Dudy, zgłaszającego nowelizację podpisanej ledwie cztery dni wcześniej ustawy, niewiele zmienia. PiS nie musi się tym projektem w ogóle zajmować. O tym, czy komisja straci – jak chce prezydent – prawo do nakładania kar, czy w jej składzie nie będą mogli zasiadać posłowie (robiący tam sobie darmową kampanię), a ostateczne decyzje podejmą sądy powszechne – zdecyduje nie Duda, lecz Kaczyński. Głowa państwa może już tylko grzecznie prosić.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
Jako reporter rozpoczynał pracę w dzienniku toruńskim „Nowości”, pracował następnie w „Czasie Krakowskim”, „Super Expressie”, czasopiśmie „Newsweek Polska”, telewizji TVN. W lutym 2012 r. został redaktorem naczelnym „Dziennika Polskiego”. Odszedł z pracy w… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Duda płaci za Kaczyńskiego