Reklama

Ładowanie...

List pasterski o Kościele prześladowanym: moje wątpliwości

List pasterski o Kościele prześladowanym: moje wątpliwości

07.11.2015
Czyta się kilka minut
Czy trzeba było dodawać zdanie o „tradycyjnym w islamie obrazie chrześcijan jako »niewiernych«”? Może ono tylko podniecać lęki przed uchodźcami.
Ks. Adam Boniecki / fot. Grażyna Makara
D

Dobrze się stało, że przeznaczony do czytania na niedzielę 8 listopada list pasterski o prześladowaniu chrześcijan ukazał się w momencie, gdy odkryte przez papieską komisję finansowe nadużycia i zaniedbania w Watykanie dotarły do opinii publicznej. Ten list przypomina o innym wymiarze Kościoła. Kościół, w którego wiarę wyznajemy, to przecież nie watykańskie finanse, urzędy i nieruchomości.

Niestety, sam list wzbudził u moich przyjaciół i u mnie szereg wątpliwości.

Zwykły wierny nie znajdzie w nim konkretnych wskazań, co powinien zrobić. Bo w jaki sposób ma się domagać od „możnych tego świata – od instytucji rządowych , organizacji międzynarodowych, mediów – zdecydowanej reakcji i obrony prześladowanych chrześcijan”?

A jeśli nawet przygotujemy jakieś petycje czy zorganizujemy manifestacje, to czego mamy się domagać, skoro – jako chrześcijanie – zło mamy zwalczać „jedynie przez heroiczne dobro”, kształtując „postawy miłości, szacunku dla innych ludzi i odpowiedzialności za dobro wspólne”? Więc co, prosić, żeby przestali mordować ludzi? Bo oczekiwanie np. bombardowania pozycji Państwa Islamskiego nie wchodzi w rachubę, skoro mamy praktykować heroiczne dobro.

W tym miejscu, obok zawartych w liście zachęt do wyrzeczenia się przemocy i zjednoczenia z ofiarą Chrystusa, w rozdziale zatytułowanym „solidarność z prześladowanymi”, zabrakło choć małej wzmianki o uchodźcach. To jest konkretna solidarność. Może jednak Biskupi właśnie to mieli na myśli, lecz nie chcąc uczestniczyć w politycznym sporze, ograniczyli się do niedopowiedzianej sugestii?

Kiedy już jesteśmy przy uchodźcach warto tu przytoczyć słowa księdza Mimmo, proboszcza Lampedusy, zanotowane przez Jarosława Mikołajewskiego w książce „Wielki przypływ”. Oto co proboszcz Lampedusy mówi swoim parafianom o przybywających na wyspę uchodźcach:

„Ci ludzie z Afryki przychodzą, żeby powiedzieć nam, jak nas odbierają, kim dla nich jesteśmy. I po to, żebyśmy sprawdzili, czy znajdujemy w so­bie tę łaskę, którą oni w nas dostrzegają, i czy potrafimy jej sprostać. Kiedy ludzie milionami uciekają z Afryki do Europy, mó­wią nam, że dla nich jesteśmy bogaci i szczęśliwi. Inaczej by się tu nie zjawiali. Nie uciekaliby do nas od biedy. Mówią, że z ich perspektywy żyjemy w braterstwie i pokoju. Bo inaczej nie uciekaliby do nas od wojny. I kiedy oni zadają nam swoje pytanie, bez słów, samym pojawieniem się w naszych domach, jesteśmy zdezorientowani, myślimy na ogół o sobie jako o źle opłacanych, niedocenianych, pomijanych, przepracowanych, poddawanych przemocy. I tutaj, żeby skonfrontować się z tymi ludźmi, zanim odpowiemy sobie na ich pytanie, musimy odpowiedzieć na inne. które zadał święty Jan Chrzciciel, kiedy spotkał Jezusa: Czy jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”.

Druga wątpliwość dotyczy wątków historycznych. Czemu, jako przykład prześladowań chrześcijan, przytoczono dokonane sto lat temu ludobójstwo Ormian, które, owszem, straszliwie dotknęło chrześcijan, lecz miało charakter etniczny? Czemu nie przypomniano ciągnących się od 1917 r. prześladowań chrześcijan w Związku Sowieckim? W Chinach? Czy nawet w sąsiadującej z nami Czechosłowacji? Albo nienawistnych prześladowań podjętych przez hitlerowskie Niemcy? Tego nie pojmuję!

Wracając do opisu ludobójstwa Ormian – czy naprawdę trzeba było dodawać tam zdanie: „By ją [nienawiść] bardziej rozbudzić odwoływano się do tradycyjnego w islamie obrazu chrześcijan jako »niewiernych«”? Dziś wiadomo, że w islamie istnieje wiele różnych nurtów i że Kościół nie przestaje prowadzić dialogu z Islamem. Pamiętamy jak do wyznawców islamu zwracał się Jan Paweł II. Tymczasem tu, w kontekście wyolbrzymiania lęków przed uchodźcami – wyznawcami islamu, zdanie to może owe lęki, w znacznej mierze wyimaginowane, tylko podniecać.

Nie chcę się czepiać drobiazgów, ale pytam jeszcze, skąd Autorzy listu pasterskiego wiedzą, że zdanie w opisie Męki Pańskiej u św. Łukasza (23,49): „Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu” mówi o obojętności tych ludzi? A może patrzyli oni bezradnie, lecz z bólem i przerażeniem? (por. „Biedni Polacy patrzą na getto”).

Nazbyt uproszczone wydaje się stwierdzenie: „Prześladowanie chrześcijan przybiera dziś różne formy: od ośmieszania, marginalizacji i usuwania z przestrzeni publicznej aż do odbierania życia”. Ośmieszanie i marginalizacja są jakościowo różne od zabijania. Owszem, szeroko stosowany język pogardy i nienawiści może prowadzić do nienawistnych czynów, nawet do morderstw, o czym często przypominał Marek Edelman. Jednak mówiąc o ośmieszaniu i marginalizacji wypadałoby zaznaczyć, że niestety nieraz to my, chrześcijanie stwarzamy okazję do takich reakcji.

Sporo tych uwag, więc powtarzam na koniec, że ogłoszenie tego listu jest faktem pozytywnym. Ale praca nad listami pasterskimi pozostaje dla mnie tajemnicą. Często odnoszę wrażenie, że coś tu szwankuje i że traci się kolejne okazje do powiedzenia dobitnie i wyraźnie czegoś ważnego.

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]