Reklama

List otwarty do Marka Skwarnickiego

List otwarty do Marka Skwarnickiego

29.09.2007
Czyta się kilka minut
Dziś młodym ludziom trudno wyobrazić sobie wojnę i komunizm. Brakuje im szczegółów, które ożywią wyobraźnię. Ta książka niszczy schematy, jest zwrócona ku przeszłości, ale ważna dla przyszłości.
N

Niedawno red. Anka Mateja przepytywała mnie na okoliczność listów otwartych - jaki z nich pożytek. Po przeczytaniu Twojej książki o czasie i wieczności olśniło mnie, że zamiast wysmażać standardową recenzję powinienem napisać do Ciebie właśnie list otwarty. Do Ciebie, Twoich bliskich, Twoich aktualnych i przyszłych czytelników. Jesteśmy dosyć różni, ale nasze drogi się łączyły - byłem Twoim następcą w Pontificium Consilium Pro Laicis i także włóczyłem się po świecie. Trochę inaczej, nie latałem samolotami z Ojcem Świętym, ale miałem nieraz okazję zobaczenia świata i Kościoła od spodu.

Na pierwszy rzut oka Twoja książka może sprawiać wrażenie dość chaotycznej składanki rzeczy ważnych i błahych, szczegółów nic nieznaczących oraz innych, uderzających i odkrywających coś bardzo istotnego. Normalny recenzent byłby się na to krzywił, a ja wręcz odwrotnie, uważam to za zaletę. Dlaczego? Bo bardzo się boję, że dzisiejsi młodzi ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie ani wojny, ani komunizmu. Brakuje im właśnie szczegółów, które ożywią ich wyobraźnię.

Twoja książka niszczy schematy, jest zwrócona ku przeszłości, ale - wbrew pozorom - ważna dla przyszłości. Chyba nie zdajemy sobie sprawy ze skali niewiedzy wśród młodego pokolenia. Oto wręcz zdumiewający przykład: pewien mój przyjaciel w ubiegłym roku odwiedzał Stany Zjednoczone i miał spotkanie z młodzieżą. Zapytał, jak sobie wyobrażają Auschwitz. Zapanowała krępująca cisza, aż w końcu ktoś powiedział: "To pewnie była tam tylko czarno-biała telewizja...".

Kiedy w czasie sesji Pontificium Consilium Pro Laicis zastanawialiśmy się nad recepcją nauczania Soboru, ktoś zauważył, że w jego kraju zapewne większość katolików nie wie, że był jakiś sobór. A pewien bardzo zaangażowany Afrykańczyk przyznał się, że dokument o apostolstwie świeckich przeczytał dopiero wtedy, gdy został mianowany członkiem Papieskiej Rady - po prostu ten dokument był praktycznie niedostępny.

Pokazujesz, jak Jan Paweł II przekraczał uświęcone tradycją bariery, jak spotykał się - nieraz wbrew protokołowi i harmonogramowi - z chorymi, z najbiedniejszymi, z wykluczonymi, jaki entuzjazm budziły Jego słowa o wolności, jak wychodził z politycznych pułapek, jak zmieniał Polskę i nie tyko Polskę - mówiąc po prostu o człowieku i jego prawach.

Zestawiając Twoje doświadczenia z moimi, muszę powiedzieć, że spotykałem się ze zdumiewającymi nieraz przypadkami, które pokazują trudności, z jakimi boryka się Kościół. Zdarzyło mi się kiedyś uczestniczyć w sympozjum o Kościele w Rio de Janeiro. Odbywało się ono w siedzibie kurii, w drapaczu chmur, skromnym wprawdzie w porównaniu z siedzibami banków amerykańskich, ale jednak, mówiąc po dzisiejszemu, wieżowcu. Brał w tym sympozjum udział pewien biskup, polskiego pochodzenia, który miał diecezję długości bodajże 900 kilometrów, podzieloną na dziesięć parafii i obsługiwaną przez dziewięciu księży. I miał także wyrok śmierci od latyfundystów, którzy nie mogli mu darować, że się ujmuje za biednymi chłopami. Wyrok został wykonany kilka miesięcy później, ale niedokładnie, biskupa znaleziono w stanie agonalnym i jakoś odratowano.

Cisną mi się pod pióro inne zaskakujące sytuacje, ale wspomnę tylko o jednej, pokazującej trudności w porozumieniu. W ramach podróży studyjnej do Brazylii znalazłem się na wsi, po której oprowadzał mnie jej sołtys. Opowiadał o życiu jej mieszkańców i o tym, co stara się robić. W miarę opowiadania stawał mi się coraz bliższy, miałem wrażenie, jakbym go znał od dawna. W pewnej chwili olśniło mnie: przecież to typowy wielkopolski dziewiętnastowieczny "organicznik", łączący gospodarkę, edukację i kulturę!

Skąd się to wzięło? Czyżby wpływ teologii wyzwolenia? Nic z tych rzeczy. Powiedział mi, że jest członkiem proalbańskiej partii komunistycznej i marzy o zobaczeniu albańskiego raju. Nie wyprowadzałem go z błędu - nie uwierzyłby mi. A gdyby nawet uwierzył, to może by się załamał... Pożegnaliśmy się serdecznie. Nie wiem, jak przeżył upadek komunistycznej Albanii.

A rozumienie socjalistycznego Wschodu w Kościele powszechnym? Kiedyś, jeszcze za PRL-u, uczestniczyłem w wielkim międzynarodowym kongresie poświęconym problematyce ewangelizacji. Dano mi 20 minut na przedstawienie zagadnień ewangelizacji na obszarze od Łaby do Władywostoku. Popukałem się w czoło, zadanie wykonałem, a potem napisałem do Papieża donos na organizatorów.

Bardzo dobrze, że piszesz o literackich kontaktach z Janem Pawłem II, bo były one wyjątkowe i wiele o Nim mówią, a każdy okruch wspomnień się liczy. Masz szczególne prawo i obowiązek pokazać ten wyjątkowy dialog poetów. Ja zaś, jako z pochodzenia technik, a potem dziennikarz ("Czy to liryk czy to technik, / przed Tygodnikiem Powszechnym / kużden czapkę zdejmował" - pisał mistrz Gałczyński), byłem i jestem bardziej nastawiony na zagadnienia społeczne. Z czego nie wynika, że niewrażliwy na sprawy kultury. Podróże, a przede wszystkim małżeństwo z Wietnamką, spowodowały konieczność nowego samookreślenia i doprowadziły mnie do pojęcia ojczyzny duchowej - syntezy kultury narodowej z wartościami czerpanymi z różnych stron świata. Stąd przywiązanie do wietnamskiej poezji lirycznej i muzyki, ale także do folkloru andyjskich górali, do poezji Eliota i Lorki. I do Ziemi Świętej (zwłaszcza Galilei), ojczyzny każdego chrześcijanina. Dobrze byłoby o tym więcej napisać, ale to przy innej okazji.

Dobrze, że napisałeś o swoim obozowym syndromie, bez wstydu i owijania w bawełnę. Dobrze byłoby też zastanowić się nad szerszym zjawiskiem, nad psychologicznymi i moralnymi skutkami wojny - tego załamania się jako tako ustabilizowanego świata, tej eksplozji nienawiści i okrucieństwa, których rozmaite konsekwencje i dziś odczuwamy. Ale także nad syndromem postkomunistycznym, bardzo ważnym i łatwo dzisiaj widocznym.

Przez długie lata żyliśmy w krainie kłamstwa, gdzie oczywiste bzdury były z powagą przedstawiane jako niezbite prawdy. Gdzie prawdą była ideologia, a rzeczywistość stawała się nielegalna. Gdzie obowiązywał kolektywizm wywołujący indywidualizm, bierność i nieufność. Gdzie walczący o demokrację nie mogli się jej nauczyć, bo musieli konspirować. Gdzie istniała potrzeba wroga, na którego można było zwalić odpowiedzialność za własne błędy i zaniedbania. Gdzie szerzyła się biegunka ustawodawcza, centralne planowanie prowadziło do anarchii, a gospodarka była podporządkowana propagandzie. Gdzie gruntownie zniszczono kulturę pracy. Dziś widać gołym okiem, jak reformatorzy bywają obciążeni przeszłością, agresywni i niezrównoważeni. A młodzi - zagubieni.

"Nienawiść jest teraz w modzie" - napisał przed paru laty licealista w odpowiedzi na naszą ankietę dotyczącą przemocy. Odpowiadający na nią dobrze opisywali przyczyny agresji i byli raczej bezradni w dziedzinie środków zaradczych. Nienawiść może mieć różne formy, czasem jest krzycząca, czasem pełzająca. Dzisiejsi terroryści używają jej jawnie, ostentacyjnie. Podobnie jak Hitler.

Bardzo się niepokoję tym, że za mało znamy Hitlera. Nie rozumiemy, w jaki sposób doszedł do władzy, to znaczy nie rozumiemy, w jaki sposób mógł równocześnie uwieść tłumy, polityków i przemysłowców. A jeśli nie rozumiemy tych mechanizmów, to jesteśmy wobec nich bezbronni. Bardzo słusznie nie wydajemy "Mein Kampf", ale powinniśmy mieć możność oglądania niektórych przemówień jej autora. Żeby się przerazić i zacząć głębiej myśleć.

Wracam do Twojej książki i widzę potrzebę jej kontynuacji, dodawania różnych szczegółów, pokazywania klimatu tamtych czasów. Powinieneś pracować dalej. W jaki sposób? Oczywiście trudno liczyć na nowe wydania w naszej rynkowej sytuacji. Ale dlaczego nie założysz blogu? Mógłbyś tam dodawać rozmaite uzupełnienia. Po wyczerpaniu się nakładu całą książkę wpakowałbym do tego blogu i otworzył dyskusję.

Gdybyś się wykręcał technicznymi trudnościami, możesz się przecież zwrócić o pomoc do wnuków - od czego je masz? A najlepiej będzie, jeśli założysz blog rodzinny, w którym Twoje wspomnienia i złote myśli będą komentowane i uzupełniane przez Twoich bliskich, a później przez rozmaitych czytelników. To będzie nowość godna naśladowania.

Avanti!

Stefan

Marek Skwarnicki, "Czas ucieka, wieczność czeka", Warszawa 2007, Świat Książki.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]