Legenda

My, Polacy, złote ptacy przetrwaliśmy w legendzie - stworzonej i rozpowszechnianej przez nas samych - jako ludzie szlachetni, dumni, o wielkiej odwadze i czułym sercu, kochający dzieci i zwierzęta, a zwłaszcza konie.
Czyta się kilka minut

Jakoś się z tym nie zgadza niedawna tragedia stadniny umierającej całymi miesiącami z głodu, ran i chorób. Albo wcześniejsze losy dwóch innych "stadnin", służących jako "podkładki" dla unijnych dotacji. Albo warunki, w jakich transportuje się bydło do rzeźni. Albo męczarnie drobiu, zanim osmażony w złotej bułeczce trafi na nasz stół. Owszem: kochamy nasze pieski i kotki, ale przed wakacjami potrafimy je beztrosko wyrzucać na ulicę, bo nie ma z kim zostawić...

Zatrzymajmy się któregoś dnia przed lustrem i przyjrzyjmy się sobie. Długo. Uważnie.

Chwila zdziwienia

Niedawno włączyłam telewizor i trafiłam przypadkiem na program, w którym Izabela Cywińska i Waldemar Kuczyński opowiadali o dniu sprzed dwudziestu lat, dniu, w którym Tadeusz Mazowiecki został premierem.

Słuchałam przez chwilę i zdumiałam się. Mówili swobodnie, lekko, całymi zdaniami, nie myląc przypadków, dowcipnie, z wdziękiem - tak jak jeszcze niedawno mówiło się w kulturalnym towarzystwie. Nawet prowadzący nie przerywał im w pół zdania zupełnie niepotrzebnymi pytaniami.

Pomyślałam, że może to jakiś przełom, ale właśnie zadzwonił dzwonek, ktoś przyszedł, musiałam zamienić parę słów w przedpokoju, a kiedy wróciłam, leciał już inny program. Wszyscy znów robili wrażenie, jakby biegli pędem do toalety, a ktoś ich zatrzymał w drodze, więc rzucają tych parę zdań, bo za chwilę mogą już nie zdążyć.

Sprawozdanie

Dobiega końca wtorek, pierwszego września. Niemal w całości spędziłam go przed telewizorem, bo chociaż nie lubię siedzenia przed telewizorem i wielkich uroczystości, to data była zbyt ważna, a sytuacja zbyt napięta, aby to zlekceważyć.

Dzień był bardzo długi, słońce bardzo gorące i padło bardzo dużo podniosłych, ważnych słów, może nawet za dużo, aby się nawzajem nie przyćmić. Ze swoich najbardziej podobał mi się Tusk, z gości Angela Merkel i jej niezwykłe słowa o cudzie.

I jeszcze jeden mały wnioseczek. Są tacy ludzie, którzy woleliby narazić się na trudy, znoje i wszelakie nieszczęścia - byleby nie powiedzieć słowa "przepraszam". Ale są również ludzie, którzy zgodziliby się narazić na trudy, znoje i wszelakie nieszczęścia - byleby z kogoś słowo "przepraszam" wydusić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2009