Kultura queer została oswojona, wpisana w logikę klasy średniej

Dries Verhoeven, reżyser „NarcoSexuals”: Opowiedzieć sąsiadom o seks-imprezie? To wciąż tabu. Tymczasem w pandemii tego typu spotkania cieszyły się ogromną popularnością.
Czyta się kilka minut
Scena ze spektaklu „NarcoSexuals”, reż. Dries Verhoeven, Teatr Nowy w Warszawie, 2025 r. // Willem Popelier / Teatr Nowy / materiały prasowe
Scena ze spektaklu „NarcoSexuals”, reż. Dries Verhoeven, Teatr Nowy w Warszawie, 2025 r. // Willem Popelier / Teatr Nowy / materiały prasowe

MICHAŁ SOWIŃSKI: O czym jest „NarcoSexuals”?

Dries Verhoeven: To godzinny performance ukazujący świat chemseksu, czyli seksu pod wpływem narkotyków. Widzowie obserwują dom, w którym noc spędza siedem osób. Mogą ich podglądać, słyszą też, co się dzieje w środku. To teatralna abstrakcja, która ma pobudzić refleksję o świecie przyjemności i ryzyka, o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Czy spektakl ma być kontrowersyjny?

Tytuł sugeruje skandal, ale wielu widzów zobaczyło w nim raczej czułość i potrzebę wspólnoty niż prowokację. Interesuje mnie samotność i potrzeba więzi, nie tania sensacja.

Dziś nic już nie wydaje się kontrowersyjne.

To zależy od kontekstu. Wszyscy staliśmy się mistrzami w podwójnym życiu: dziennym, sterylnym – i nocnym, bardziej wyzwolonym. Społeczeństwo wymusza ten podział, więc część pragnień znajduje ujście w sferach prywatnych, ukrytych.

Czyli kultura queer straciła swój wywrotowy potencjał?

Myślę, że tak. Dawniej była kontrkulturowa, podważała normy. Dziś została oswojona, wpisana w logikę klasy średniej. To daje poczucie bezpieczeństwa, ale pozbawia buntowniczej energii. Łatwiej wpasować się w model „dobrego życia” – z partnerem, domem i kredytem – niż walczyć z systemem.

Tak to wygląda dziś w Amsterdamie?

W latach 70. i 80. wyzwolenie seksualne było aktem politycznym, budowaniem wspólnoty przeciw status quo. Dziś gej z partnerem są akceptowani, o ile wpisują się w model „dobrego życia”. Ale opowiedzieć sąsiadom o seks-imprezie? To wciąż tabu. Korzystają na tym m.in. dilerzy, bo narkotyki są powszechne, choć nielegalne i obarczone stygmą. Sama orientacja nie jest skandalem – problemem pozostaje to, co wykracza poza sterylne ramy naszego życia.

Co mogłoby być alternatywą dla tego modelu?

Nie mam gotowego rozwiązania. Nie tworzę programu politycznego, raczej otwieram przestrzeń do refleksji. Marzy mi się świat, w którym nie musimy rozdzielać tożsamości – w dzień i w nocy jesteśmy tymi samymi ludźmi. Sztuka może być takim laboratorium, miejscem do eksperymentowania z innymi formami wspólnoty.

Czyli sztuka jako szukanie alternatyw?

Dla mnie sztuka to sposób, by mierzyć się z problemem. Pozwala go nazwać i pokazać, jak nocne życie łączy się z systemem, który wymaga od nas produktywności. Nie chodzi o zakazy, ale o pytanie, dlaczego system odbiera nam wspólnotę, czyni samotnymi i zawstydzonymi. Techno-kapitalizm uczy rywalizacji zamiast więzi. Nic dziwnego, że wielu sięga po używki – jedni, by sprostać wymaganiom, inni, by od nich uciec. Ważniejsze jest pytanie: z jakiego systemu ta potrzeba się bierze?

Samotność wydaje się kluczowym tematem całego projektu.

Chemseks to tylko plaster – chwilowa odpowiedź maskująca głębsze problemy, między innymi z poczucia alienacji. Z drugiej strony w pandemii tego typu spotkania wybuchły ze zdwojoną siłą, cieszyły się popularnością, bo potrzeba bycia razem, nawet w półtajnych wspólnotach, okazała się silniejsza niż strach przed wirusem. Dlatego można to widzieć szerzej – jako próbę budowania wspólnoty. Pragnienie zniknięcia w grupie, wyrwania się spod presji ocen. Aplikacje randkowe rządzą się logiką rynku, ale rośnie tęsknota za czymś innym.

A reakcje publiczności?

Zależą od tego, kto z czym przychodzi do teatru. Niektórzy dziękowali nam, bo rozpoznawali w spektaklu coś z własnego życia. Pamiętam terapeutę, który powiedział, że dopiero po jego obejrzeniu zrozumiał, o czym mówią jego pacjenci – zanim zacznie się mówić o uzależnieniu, trzeba pojąć, czym jest pragnienie. Inni myśleli o swoich dzieciach, czuli zazdrość – niektórzy chcieli wejść do środka i dołączyć. Spektakl przypomina o potrzebie zabawy i swobody, ale pokazuje też jej ciemne strony. Utopia i dystopia istnieją tu obok siebie.

Dries Verhoeven // Fot. Sjoerd Kelderman / Teatr Nowy / materiały prasowe

„NarcoSexuals”, reż. Dries Verhoeven, Teatr Nowy w Warszawie, 19-21 września 2025 r. 

Spektakl wystawiany w ramach 6. Międzynarodowego Festiwalu Nowa Europa: Lekki Hardcore, który potrwa do grudnia 2025 r. Poza tym zobaczyć będzie można spektakle Tiziano Cruza, Sophie Rodriquez i Katy Baird.

DRIES VERHOEVEN jest holenderskim artystą wizualnym i twórcą teatralnym, który zajmuje się sztuką instalacji, sztuką performance i interwencjami publicznymi. Jego prace poruszają tematykę społeczną i polityczną. Od 2020 r. jest członkiem Akademie van Kunsten.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Za zamkniętymi drzwiami