Reklama

Książki nieco inne

Książki nieco inne

04.04.2016
Ilustracja z książki „Kern. Wiersze dla dzieci”, autorstwa Moniki Hanulak
K

Karolina Lijklema
Co jest za murem?”
Centralny Zarząd Służby Więziennej,
Warszawa 2015

Niepozorny format skrywa treści rzadko oglądane w bibliotekach dziecięcych – „Co jest za murem?” opowiada bowiem o więzieniu. Bez obawy – nie jest to zinfantylizowana wersja „Skazanych na Shawshank”, raczej poczciwa gawęda o życiowych błędach i ich naprawie, przeznaczona dla dzieci powyżej lat siedmiu. Autorka nie wspomina o dolegliwości kary ani o opresji osadzonego, koncentruje się jedynie na metaforycznych „furtkach”, które dają nadzieję i czynią życie więźnia znośnym. Te furtki to: pożyteczna praca, którą więźniowie wykonują za murami, widzenia z rodziną, rozmowy z wychowawcą, święta obchodzone za kratami... Pan Janek odsiaduje wyrok za spowodowanie wypadku drogowego, który miał dramatyczne konsekwencje. Za murem pozostawił żonę i dwoje dzieci. Rodzina nie odwiedza Janka, aż do dnia, kiedy ten zatrudniony zostaje na wolności w warsztacie samochodowym, zaczyna zarabiać, pomaga bliskim, obiecuje poprawę. Inny więzień, Marcin, rozpoczyna naukę za kratami i – pomimo że dorosły – zamierza zdać maturę. Za namową wychowawców odsiadujący wyroki mężczyźni porządkują ogródek jordanowski w sąsiedztwie więziennego muru. Także po to, aby odwiedzające ich dzieci mogły pobawić się po „widzeniu” z ojcami. Fabuła jest zatem pretekstem do odczarowania więzienia, które w wyobraźni dzieci budzi grozę i przypomina zapewne lochy Baby Jagi.

Książeczka trochę zbyt łatwo omija mroczne aspekty odsiadki, budując obrazek niemal bukoliczny. Ale dobre i to, zważywszy, że więzienie było dotąd nienaruszalnym tabu w polskiej literaturze dziecięcej.

Joanna Wojdon
„Świat elementarzy. Obraz rzeczywistości w podręcznikach do nauki czytania w krajach bloku radzieckiego”

Instytut Pamięci Narodowej,
Warszawa 2015

Nie jest to, ma się rozumieć, książka dla dzieci, ale z racji tematyki pozwalam sobie umieścić ją w tej rubryce. Autorka sumiennie prześwietliła elementarze „demoludów”, rozbierając zawarte w nich treści na czynniki pierwsze: osobno obraz ojczyzny, osobno dzieje historyczne, osobno środki transportu, wizerunek wsi, portret rodziny i familijnych relacji, czas wolny, zabawy, a nawet sprzęty gospodarstwa domowego... Każdy z obserwowanych obszarów odsłania perswazyjne, propagandowe intencje autorów i władzy sprawującej nadzór nad podręcznikami. Edukacja i polityka, zawarte w elementarzu, stanowią trudny do rozdzielenia węzeł. Naiwna dydaktyka, państwowotwórczy lukier i bombastyczna pochwała „najlepszego z ustrojów” tworzą razem mdły koktajl patriotyczno-belferski, który śmieszy i straszy swoim anachronizmem. To, co przed półwieczem łykaliśmy w peerelowskiej szkole, tutaj zostało wydestylowane i podane pod postacią naukowego koncentratu. Powojenna nowomowa zinfantylizowana na potrzeby dzieci, przytoczona w licznych cytatach, jest iście komiczna i groteskowa w swojej propartyjnej skwapliwości. Siła społecznych i kulturowych stereotypów objawia się w elementarzach w dwójnasób, a wszechobecny, podskórny tradycjonalizm zaprzecza deklarowanym postulatom równościowym. Nawet koty w peerelowskich podręcznikach utrwalają patriarchat.

Rzeczywistość demoludów jawi się jak pole minowe, po którym autorzy podręczników stąpają z najwyższą ostrożnością. Niezwykle ciekawe są przy tym różnice, jakie autorka odnotowuje w podręcznikach poszczególnych narodów bloku radzieckiego. Weźmy na przykład mięso – w polskich elementarzach nieobecne, w Jugosławii pojawia się pod postacią dobrze zaopatrzonych sklepów wędliniarskich. Prawdziwej ekwilibrystyki dokonują autorzy podręczników enerdowskich, opisując koszmar wojny. Niemiecki tatuś nie żyje, zginął na wojnie, ale w jakich okolicznościach...?

Książka jest bogato zilustrowana reprodukcjami, co daje możliwość obserwowania zmian w ikonografii podręczników wraz z upływem czasu i politycznych okoliczności. Choćby wizerunek nauczycielki – od topornej funkcjonariuszki partyjnej w męskim uniformie w latach 40., po seksowną młodą blondynkę w latach 80. Autorka książki odnotowuje korekty i nowelizacje, dokonywane z wydania na wydanie – dzięki temu widać wyraźnie, jaka opcja dydaktyczna i propagandowa odpadała, a jaka brała górę. Ciekawe są też odniesienia do podręczników zachodnioeuropejskich – paradoks polega na tym, że zdają się one być bardziej progresywne społecznie niż domniemana światowa awangarda bloku radzieckiego.

Silvie Sanža
„Fach, że ach! Od smykałki do profesji”

Ilustracje Milan Starý, przeł. Bogumiła Nawrot,
Bajka, Warszawa 2016

„Wielka ilustrowana księga zawodów, fachów i profesji” – czytamy na okładce. I tak jest w istocie. Dużego formatu album w twardej oprawie zawiera mnóstwo kolorowych plansz, przedstawiających: farmę, lotnisko, szpital, teatr, plan filmowy, dworzec, plac budowy, galerię handlową, szkołę... i tak dalej. Plansze zawierają mnóstwo lubianych przez dzieci szczegółów, a w każdą z nich wpisane są drobne figurki ludzi o najróżniejszych profesjach – od zootechnika po librecistę i pirotechnika. Na planie ogólnym widać, czym zajmują się ci specjaliści, a na odwrocie planszy te same zawody opisano w krótkiej, treściwej notce. Jest to zatem praktyczny leksykon różnych kompetencji i talentów, który odsłania przed dzieckiem znaczenie trudnych, obco brzmiących terminów. Klarowność rysunku i prostota opisu czyni z tej książki świetne edukacyjne narzędzie. Zadbano o to, aby nie pominąć profesji rzadkich i egzotycznych, jak choćby performer, entomolog, chórmistrz, toromistrz, przewodnik psa policyjnego, kaskader i inne...

Gro Dahle
„Wojna”
ilustracje Kaia Dahle Nyhus, przeł. Paweł Urbaniak, EneDueRabe,
Gdańsk 2015

Norweżka Gro Dahle dała się poznać jako autorka świetnych książek stworzonych w duecie z ilustratorem Sveinem Nyhusem. Tym razem miejsce ojca zajęła córka tej pary. Wojna” to przejmujący opis cierpienia, jakiego doświadcza dziecko, kiedy rodzice się rozstają. Ekspresyjne, drapieżne rysunki młodej artystki trafnie oddają klimat rodzinnego dramatu. Bohaterką książki jest Inga – najstarsza z trojga rodzeństwa. To jej zawsze przypada rola tej „rozsądnej”, która sprawuje opiekę nad braćmi. Dziewczynka pamięta czasy, kiedy w domu panowała harmonia, a utarczki rodziców szybko się kończyły. Sprawy jednak się komplikują. Tata ma kochankę, w domu wybucha wojna – niekończący się łańcuch pretensji i wzajemnych zranień. Pewnego dnia z sypialni znika kołdra taty, a z przedpokoju jego buty i kurtka. Rozstanie rodziców staje się faktem. Odtąd dzieci będą wędrować między nowym domem ojca i domem mamy, tydzień spędzając tu, tydzień tam. Inga musi nagle wejść w rolę, która ją przerasta – jest „zderzakiem” między walczącymi stronami. Zacietrzewieni mama i tata nie dostrzegają cierpienia córki, która skrywa swoje problemy w nadziei, że ocali związek rodziców. Inga przestaje jeść, okalecza się, nie radzi sobie z wojną dorosłych, która przetacza się nad jej głową. Potrzeba czasu, żeby ucichła nienawistna kanonada i żeby Inga odnalazła się w nowej konfiguracji rodzinnych związków.

Jak wszystkie książki Gro Dahle, tak i „Wojna” jest ważna i bardzo potrzebna. Prosta, z perspektywy dziecka prowadzona narracja trafia w sedno dziecięcych traum, dodaje otuchy, obiecuje poprawę.

Leo Lionni
„Mały żółty i mały niebieski”
przeł. Marta Tychmanowicz,
Babaryba, Warszawa 2016

Leo Lionni
„Własny kolor”
przeł. Monika Perzyna,
Tatarak, Warszawa 2016

Oto mamy nareszcie w Polsce dwa tytuły klasyka i giganta książki dziecięcej – Leo Lionniego (1910–1999), Amerykanina o włoskich korzeniach. Lionni stworzył w swojej karierze przeszło czterdzieści książek i niemal wszystkie mają status evergreenów. O klasie tego artysty niech świadczy fakt, że czterokrotnie (!) nagrodzony był Medalem Caldecotta – najbardziej prestiżowym laurem dla twórców dziecięcych w USA. „Mały żółty i mały niebieski” to w Stanach książka kanoniczna – w roku 1959 została Książką Roku „New York Times’a” i od z górą półwiecza wznawia się ją nieprzerwanie. Werdykt jury mógł wydawać się w latach 50. odważny, zważywszy, że książka zilustrowana jest jedynie... kolorowymi kleksami. Rewolucyjny koncept polega na tym, że historię o przyjaźni, tolerancji i (przezwyciężonych) uprzedzeniach opowiedziano za pomocą nieregularnych plam koloru, które – brawurowo animowane – świetnie oddają istotę zjawiska.

Podobno pomysł narodził się w pociągu, którym autor podróżował z parą wnucząt. Znudzone dzieci zaczęły szaleć, a wtedy Leo sięgnął po kolorowy magazyn i, wydzierając z niego skrawki papieru, ułożył naprędce historyjkę o Niebieskim i Żółtym, którzy tak bardzo się polubili, że stali się Zielonymi. Książka znakomicie uosabia symboliczny język znaków i skrótów, jakim przemawia do nas picture book.
Pozostałe dwa tytuły, „Własny kolor” (już jest) i „Swimmy” (ukaże się lada chwila w Tataraku), ilustrowane są tradycyjnymi środkami – znakomicie, malarsko, w najlepszym guście. Wszystkie trzy książki traktują o INNYM, choć na różne sposoby.

Kern. Wiersze dla dzieci
Ilustracje Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Agnieszka Kucharska-Zajkowska, Anna Niemierko, Gosia Urbańska-Macias, Justyna Wróblewska.
Wytwórnia, Warszawa 2016

Osiem lat temu był „Tuwim” w nowatorskim opracowaniu graficznym siedmiu młodych i utalentowanych ilustratorek. Teraz jest „Kern”. Prestiżowa nagroda Bologna Ragazzi Award dla „Tuwima” na światowych targach w Bolonii zapoczątkowała dobrą passę polskiej ilustracji. Wydawnictwo Wytwórnia w kolejnych latach wzbogaciło się o kolejne trofea bolońskie i utrwaliło pozycję oficyny wytyczającej trendy. Po „Tuwimie” ukazał się „Brzechwa” z ilustracjami profesorów warszawskiej ASP, a całkiem niedawno „Kern”, z tym samym siedmioosobowym zespołem graficzek. Premiera „Kerna” zbiegła się z otwarciem wystawy polskiej ilustracji najnowszej „Tu czy tam?” w warszawskiej Zachęcie. Tak oto dopełniła się rymowana trylogia dziecięca – trzech znakomitych poetów w luksusowych, efektownych tomach. I jakkolwiek różnych edycji Juliana Tuwima i Jana Brzechwy znajdziemy w księgarniach pod dostatkiem (z Ludwikiem Jerzym Kernem już gorzej), to trylogia Wytwórni różni się od wydawniczego mainstreamu grafiką zuchwałą i prowokującą, idącą pod prąd czytelniczych nawyków, stanowiącą wyzwanie dla przypochlebnej, kiczowatej pstrokacizny. „Kern” w tym kształcie jest propozycją dla śmiałych dzieci i odważnych rodziców, którzy nie dzielą sztuki ilustratorskiej na „dziecięcą” i „dorosłą”.

Każda z graficzek wybrała inną stylistykę, dzięki czemu książka przypomina katalog sztuki współczesnej – od minimalistycznych, geometrycznych obrazów Anny Niemierko, poprzez szalone kolaże Marty Ignerskiej i czarno-białe, drapieżne „przytulaki” Moniki Hanulak, na wektorowej grafice Małgorzaty Gurowskiej kończąc. Wiersze Kerna tak zinterpretowane brzmią zdumiewająco współcześnie, niczym bieżące felietony polityczne – aluzyjne i kąśliwe. Dołączone do książki biogramy ilustratorek i długa lista otrzymanych przez nie wyróżnień upewniają nas, że mamy do czynienia z czołówką polskiej grafiki książkowej. ©

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Jerzy Franczak, Agnieszka Taborska
Miljenko Jergović, Michał Sowiński
Joanna Bator, Michał Sowiński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]