Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Książki na strychu

Książki na strychu

13.05.2017
Czyta się kilka minut
Zrobiłam remont na strychu, który służy mi za bibliotekę i sypialnię. Nareszcie znalazłam dobre miejsce dla portretu Katarzyny Kobro namalowanego przez Katarzynę Swinarską.
W

Wisi teraz na wysokości wzroku każdego, kto zechce poszukać książek o sztuce. Własne „poukładanie” czasem mnie przeraża: zakątek sztuki zwieńczam obrazem katarzyna&katarzyna, zakątek teorii literatury abstrakcyjną grafiką, psychoanalizy – moimi zdjęciami. Porządkując to nadzorganizowane królestwo, biorę do ręki każdą książkę, w tym z działu „dzieła własne i przyjaciół przed 2000”. Późniejsze wybuchły i zeszły piętro niżej, do kolejnych pomieszczeń. Mam coraz więcej (coraz więcej piszących) przyjaciół.
Wzrusza mnie własny naukowo-pisarski początek – nierówny skład, zgrzebny papier skryptów i materiałów konferencyjnych. Zastanawia nieśmiałość niektórych tytułów, delikatne pytajniki i wyrażane małą czcionką wątpliwości. Hipotezy, zachwyty, zapały, skręty, demontaże przy pomocy pilniczka do paznokci. Internet był wówczas zaledwie hipotezą, więc nic się tak szybko nie rozprzestrzeniało i nie dewaluowało.
Weźmy pierwszą współredagowaną przeze mnie monografię „Formy perswazji w kulturze współczesnej” (1997). Świat był wtedy całkowicie zaczarowany. Ja się na przykład zachwycałam „parenetycznymi funkcjami reklamy” przemysłu tytoniowego. Drukowane na błyszczącym papierze miesięczniki z całostronicowymi zachętami do kupowania towarów zbytkownych na pewno zapraszały do innego świata niż ten z powielacza, najmodniejszy wśród studentów polonistyki. Emisariuszem zmiany był Marlboro Man. Z „Małej apokalipsy” na pustynię Marlboro – to była podróż. Kto mógł przewidzieć, że o bilet powrotny będzie równie trudno jak o kuszetkę w PRL-u?
Od białej obwoluty „Perswazji” odrywam czarną okładkę „Ja, autora”. Z drugiej strony przywarła do tomu „Autor, autor...”. Z wielokropkiem. Tych nie redagowałam, ale mam w nich swoje artykuły. Autor? Autor, autor! Autor... Nareszcie wypadało mówić z katedry o jakichś podmiotowych bytach, nie o konstrukcjach, podmiotach czynności twórczych i innych instancjach. Późnostrukturalistyczny zakątek mojej biblioteczki wygląda dziś zacnie i smutno, chociaż go odwiedzam. Bo wcale nie jestem zachwycona tym, co się tymczasem stało z autorem. Owszem, cieszy mnie jego upłciowienie – całą ścianę wypełniają książki o pisarstwie kobiet: biografie, autobiografie, analizy, alternatywne historie literatury, odpowiadające bez wahania na niżej położone wątpliwości w rodzaju „jaka historia literatury”, „co po teorii”? Autorka/autor (ach, ta złamana przez dekonstruktywizm pisownia!) przeszli do Facebooka i na Instagrama, nie wiadomo nawet, czy jeszcze przebywają w swoich książkach.
Ważne miejsce, tuż nad wejściem, zajmują trzy zeszyty cyklu „Rozbiory” – o „Wariacjach pocztowych” Kazimierza Brandysa, „Pannach z Wilka” Jarosława Iwaszkiewicza oraz „Matka odchodzi” Tadeusza Różewicza. Braliśmy te tytuły w krzyżowy ogień metodologii. Była jeszcze konferencja „Rozbieranie Orzeszkowej”. Ups. Temat, nawiązujący do książkowej serii, okazał się niepoprawny politycznie, gdyż co jak co, rozbierać kobiety, nawet tekstowej, nie należy. Pierwszy raz, gdy okazałam się nie dość ponowoczesna, bo jednak „rozbierać” znaczyło dla mnie „analizować”, nie ściągać ciuchy. Pisanie o Brandysie zaś, wówczas odłożonym za ostatnie półki w bibliotekach, wyprzedziło dzisiejsze odczucia, iż za szybko wymietliśmy prozę pisaną przed 1989 rokiem.
Układam te swoje książkowe początki i nie jestem wcale pewna, czy wolę lepiej zszyte monografie współczesne. Starzeję się jak moja domowa biblioteka, nie nadążam, przysiadam na podłodze z czymś dawno napisanym, zanim polecę zdobywać punkty. Nie, nie za pochodzenie, za publikację w odpowiednio sparametryzowanym periodyku, bo takie różne lokalne prace zbiorowe dziś się nie liczą. Trzymam je na strychu, jako się rzekło, na strychu. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]