Król miejscami nagi

O. Ludwik Wiśniewski swoją szczerością i odwagą ustanowił nowe standardy dyskusji w Kościele i o Kościele. Od teraz już nie będzie można udawać, że wszystko jest w porządku.

27.12.2010

Czyta się kilka minut

Kultura Fotograficzna /
Kultura Fotograficzna /

"O. Ludwik Wiśniewski: Od kilkunastu lat, a konkretnie od upadku rządów komunistycznych, znawcy i badacze zjawisk społecznych prognozowali szybkie zlaicyzowanie społeczeństwa polskiego i upadek Kościoła, czego znakiem miało być opustoszenie kościołów z wiernych. Nic takiego nie stało się. Ale oto teraz znaleźliśmy się w momencie - taka jest moja ocena, obym okazał się fałszywym prorokiem - kiedy te prognozy mogą zrealizować się, i to w niedalekiej przyszłości.

z Listu do abp. Celestino Migliore, nuncjusza apostolskiego w Polsce

Po upadku komunizmu wśród polskiej hierarchii zapanował swoisty triumfalizm i brak samokrytycyzmu. Z czasem ujawnił się także głęboki podział. Nie chodzi o przekonania społeczne i polityczne. Chodzi o sposób rozumienia Ewangelii i zaangażowania duszpasterskiego: dużej części biskupów nie przeszkadza wspieranie mediów oraz grup, które kierują się niechrześcijańską zasadą o celu uświęcającym środki (np. oszczerstwo). Większość księży "zarażona" jest ksenofobią, nacjonalizmem i skrywanym antysemityzmem. Piętą achillesową ludzi Kościoła jest nieumiejętność komunikowania się ze zmieniającym się światem. Samozadowolenie i słabe przygotowanie duchowieństwa sprawiają, że Kościół nie potrafi odpowiednio reagować w sytuacjach kryzysowych (gdy np. wybuchają skandale związane z księżmi czy biskupami), duszpastersko traci młodzież, ma coraz mniejszy wpływ na obyczajowość Polaków, za to coraz bardziej zaczynają w nim być widoczne fundamentalistyczne grupy wiernych. Słowem: zamiast być ewangelicznym zaczynem, Kościół w Polsce coraz bardziej zaczyna przypominać sektę.

Takie tezy sformułował w liście do nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Celestina Migliorego, 74-letni dominikanin o. Ludwik Wiśniewski. List został przekazany nuncjaturze we wrześniu i trafił także do wiadomości "najbardziej liczących się w Polsce biskupów" (jak napisał autor): prymasa Polski abp. Józefa Kowalczyka, przewodniczącego Konferencji Episkopatu abp. Józefa Michalika, kardynałów metropolitów Warszawy i Krakowa Kazimierza Nycza i Stanisława Dziwisza oraz metropolity lubelskiego abp. Józefa Życińskiego. Treść listu została ujawniona 14 grudnia przez "Gazetę Wyborczą".

Bez znieczulenia

Na medialny rozgłos wpływ miał nie tylko ów prasowy przeciek, ale osoba autora. Dominikanin należy do tych księży, których legenda powstawała w czasach PRL-u. Jako duszpasterz akademicki w Gdańsku, Lublinie, Wrocławiu i Krakowie kształtował pokolenia katolików, przekonując do ewangelicznego ideału walki bez przemocy. Jego oddziaływanie było tak duże, że przez komunistyczne władze został uznany za jednego z najbardziej niebezpiecznych opozycjonistów. Współtworzył Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, współpracował z Komitetem Obrony Robotników i patronował sygnatariuszom Ruchu Młodej Polski. Od 1980 r. był kapelanem Solidarności. W stanie wojennym organizował pomoc dla represjonowanych. Po transformacji wyjechał do Petersburga, odtwarzać odzyskaną przez dominikanów parafię św. Katarzyny. W 2005 r. wrócił do Lublina, gdzie założył szkołę odpowiedzialności obywatelskiej dla młodzieży pod nazwą Akademia "Złota 9".

Znany jest z bezkompromisowości. Na niedawnej Mszy św. w 29. rocznicę stanu wojennego, zamówionej w lubelskiej bazylice Dominikanów przez regionalną Solidarność, publicznie upomniał księdza, który w homilii piętnował prezydenta i premiera, apelując, by nie wygłaszał kazania politycznego.

Jednak na wyjątkowość tego listu najbardziej wpłynął chyba fakt, że słynny duszpasterz ośmielił się skrytykować biskupów (identyfikowalnych, bo publikujących w związanym z Radiem Maryja "Naszym Dzienniku"). W pewnym sensie o. Ludwik wszystkich zaskoczył, gdyż wiele na to wskazuje, swoją szczerością i odwagą (krytyka dotknęła nawet papieskich nominacji: "Biskupami zostawali kapłani wykształceni i prawdopodobnie święci, ale bardzo często nieumiejący skomunikować się z wiernymi"), a przy tym przypadkowo - list nie miał być ujawniony - ustanowił nowe standardy dyskusji w Kościele i o Kościele. To zaskoczenie podobne jest do skandalu, który w bajce o nowych szatach króla wywołało dziecko niewinnie konstatujące nagość monarchy. Czegoś podobnego mógł dokonać tylko prorok podobny niezłomnością do o. Wiśniewskiego.

Uderz w stół

Głos dominikanina wywołał także ostre reakcje. List jest obszerny, ale nie na tyle, by mógł stanowić precyzyjną analizę polskiego katolicyzmu. Każdej zatem co mocniejszej tezie można postawić zarzut ogólności i braku wystarczającego uzasadnienia. I krytycy ojca Wiśniewskiego skwapliwie to wykorzystują. Odruch obronny jest zrozumiały: zamiast odpowiedzi na zarzuty, należy je odbić i skierować przeciwko oskarżającemu.

"Zastanawia stała prawidłowość w atakach kierowanych pod adresem Radia Maryja. Oto niemal zawsze towarzyszy im postawa pogardy wobec jego słuchaczy. Są oni zawsze fundamentalistami, ksenofobami i sekciarzami. Bo, jak można przeczytać, wraz z ogromnym chaosem powodują spustoszenie moralne u wielu ludzi. Nic dziwnego, wszak Radio Maryja nauczyło ich »fanatyzmu i niechęci, a nawet nienawiści do inaczej myślących«. Niestety, w swojej duszpasterskiej naiwności łudziłem się, że język inwektyw należy już do przeszłości. Jednak tak już jest, że gdy brakuje argumentów, sięga się po metodę lekceważenia i obrażania. Jest to przejaw pogardy wobec ludzi, ewidentnie obnażający postawę ksenofobii. Mamy więc do czynienia z pokrętnym paradoksem: oto ktoś, kto sam grzeszy ksenofobią, karci publicznie innych za ksenofobię" - pisał na łamach "Naszego Dziennika" bp Adam Lepa. "Lekarzu ulecz samego siebie! Ojcze Ludwiku, dlaczego nie powołałeś do istnienia katolickiego radia, katolickiej telewizji? Dlaczego nie powołałeś katolickiego dziennika i katolickiej uczelni?" - wtórował mu bp Edward Frankowski.

Krytycy pomijają fakt, że intencją autora listu nie było postawienie wyczerpującej diagnozy, lecz sprowokowanie dyskusji, z której dopiero taka diagnoza mogłaby się wyłonić.

W pewnym sensie sama reakcja na prorocki gniew potwierdziła stawiane zarzuty. Pojawił się język przypominający minioną epokę: list to prowokacja "Gazety Wyborczej" w celu zakłócenia religijnego przeżywania Bożego Narodzenia przez licznych słuchaczy Radia Maryja. "Ci, którzy kierują krzywdzące opinie o tym radiu, sami powinni zadać sobie pytanie, jakie pobudki nimi kierują" - mówił biskup zielonogórsko-gorzowski Zygmunt Regmunt. Podobnie mało ewangeliczną taktykę podważania dobrej woli autora zastosował abp Józef Michalik. Reakcje przyniosły także kolejny dowód na podział wśród biskupów - arcybiskupi Tadeusz Gocłowki, Henryk Muszyński i Józef Życiński mówili, że reakcji ojca Ludwika nie wolno lekceważyć - to ważny głos w debacie o Kościele. Bronili także jego dobrego imienia.

Wydaje się, że jeszcze dalej poszedł prymas Polski abp Józef Kowalczyk, wykorzystując dyskusję wokół listu do zajęcia postawy także wobec innych ważnych problemów. "Musimy w Polsce przyzwyczaić się, że jeśli ktoś przedstawia problem w liście szczerym i otwartym, i robi to człowiek, który całe życie poświęcił dla Kościoła, to wymaga to refleksji i dyskusji" - mówił w "Gazecie Wyborczej". Abp Kowalczyk odniósł się do przypadków angażowania się księży w politykę i wykorzystywania do tego celu ambony, do kłopotów z realizowaniem postanowień soborowych w polskim Kościele czy awantury wokół Komisji Majątkowej. Przy okazji jednoznacznie się sprzeciwił pojawiającym się wśród biskupów postulatom przemilczania przez Katolicką Agencję Informacyjną niepochlebnych dla Kościoła informacji.

Nieświęty spokój

Jako remedium na wyliczone bolączki o. Ludwik Wiśniewski zaproponował organizowanie wielkich społecznych debat. Aby to technicznie ułatwić, w liście pojawił się postulat powołania szeregu zespołów, które "miałyby za zadanie wypracować stanowisko Kościoła w danej sprawie i takie stanowisko przedstawić publicznie". Tematami byłyby: kościelny język, plusy i minusy naszej obecności w Unii Europejskiej, ocena transformacji ustrojowej, katecheza dzieci i młodzieży, problemy styku państwo-Kościół oraz kłopoty z polityką medialnego imperium o. Tadeusza Rydzyka.

Można się spierać, czy rzeczywiście powinno nam chodzić w pierwszym rzędzie o właśnie takie tematy. Niemniej trudno nie dostrzec dalekowzrocznego zamysłu: ostatecznie chodziłoby o nowy ogólnopolski synod. Tak przesłanie listu o. Wiśniewskiego odczytała Halina Bortnowska. Czy jednak rzeczywiście nowy synod uleczyłby sytuację, skoro rozpoczęty w 1987 r. II Synod Plenarny i przeciągający się aż do 1999 r. obnażył słabość Kościoła w Polsce?

Warto w tym kontekście przypomnieć wypowiedź jego przewodniczącego bp. Tadeusza Pieronka, który na tych łamach mówił: "Synod pokazał, że niezmiernie trudno w Kościele doprowadzić do systematycznej, »organicznej« pracy. Ten Kościół jest zdolny do chwilowego entuzjazmu podczas papieskich pielgrzymek, do świętowania roku jubileuszowego, do spektakularnych akcji, bardzo zresztą potrzebnych (np. organizowanych przez Caritas). Na ogół polskie parafie lepiej czy gorzej spełniają swoją rolę. Jedne są trochę »punktami usługowymi«, inne starają się zrozumieć współczesnego człowieka, zaangażować go. Nie można więc powiedzieć, że nasz Kościół jest całkiem słaby i nic nie robi. Ale zauważając normalną pracę Kościoła, trzeba jednocześnie sobie uświadomić, że nie jest łatwo skłonić go do pogłębionej refleksji. Młodzież coraz bardziej odchodzi od Kościoła. Mamy problemy z dogadaniem się ze współczesnym światem. Nadal potrzebny jest zbiorowy wysiłek, którym miał być Synod, a był zbyt słabym. On obnażył prawdę, że nas na to nie stać, że chcemy »świętego spokoju«".

Zdumiewające, że wypowiedziane 10 lat temu słowa są niemal analogiczne (i równie mocne), jak wypowiedź o. Wiśniewskiego. Wygląda na to, że mamy do czynienia wciąż z tymi samymi problemami.

Jeśli jednak upierać się przy mniej czy bardziej sformalizowanej dyskusji w ramach Kościoła, to lepszym - jak się wydaje - od synodu byłby pomysł wykorzystania silnej już tradycji Zjazdów Gnieźnieńskich. Ich niewątpliwym atutem jest zaangażowanie różnych organizacji kościelnych oraz entuzjazm, jaki wyzwalają u osób świeckich (prawdopodobnie z powodu ich nieformalnego charakteru). A także otwartość organizatorów i odwaga rozmowy z ludźmi patrzącymi z dystansu na Kościół w Polsce. A wszystko to pod honorowym patronatem dwóch prymasów (urzędującego i emerytowanego). Zdawać by się mogło, miejsce idealne.

Jedyny problem związany jest z faktem, że kolejna edycja Zjazdu Gnieźnieńskiego została już zaplanowana na rok 2012 i ma być poświęcona zaangażowaniu chrześcijan w społeczeństwo obywatelskie. Choć ten temat po części wiąże się z problemami wskazanymi przez o. Wiśniewskiego, być może warto by pomyśleć o zorganizowaniu już np. w roku 2011 spotkania bezpośrednio i w całości poświęconego wewnętrznym problemom Kościoła.

***

Podczas Pasterki odprawianej w Przemyślu przewodniczący Episkopatu Polski jeszcze raz odniósł się do listu o. Ludwika Wiśniewskiego. Przedstawił wizję stopniowego likwidowania pluralizmu. "Jesteśmy dzisiaj świadkami, jak zakonnik występuje z krytyką Kościoła, biskupów, Radia Maryja, telewizji Trwam. Potem się wyeliminuje »Rzeczpospolitą« i inne pisma, żeby została tylko jedna linia patrzenia" - mówił abp Józef Michalik.

Pluralizm jest w Kościele wartością - zwłaszcza, gdy prowadzi do autentycznego dialogu. Bo tylko dialog pozwala przekroczyć własne ograniczone perspektywy w kierunku tego, co przychodzi "z góry". Dlatego też do wiary jest niezbędna wspólnota. Problem w tym, że Radiu Maryja nie jest potrzebny dialog. Czy widział ktoś o. Tadeusza Rydzyka namiętnie dyskutującego na ważne kościelne tematy w dyskusji, której nie zorganizowałyby jego media?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów. Opracowanymi razem z… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2011