Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Król Herod w Białogardzie

Król Herod w Białogardzie

22.09.2017
Czyta się kilka minut
Gdybym była działaczką ruchu antyszczepionkowego, wydałabym przyjęcie na cześć lekarzy i urzędników, którzy doprowadzili do ucieczki małżeństwa z nowo narodzoną dziewczynką ze szpitala.
Szpital w Białogardzie, 17 września 2017 r. / DOMIN SE / EAST NEWS
Szpital w Białogardzie, 17 września 2017 r. DOMIN SE / EAST NEWS
W

Wrzesień – miesiąc rozmów o wojnie, wspomnień z wakacji, ludzików z kasztanów, resztek opalenizny na dekolcie i wciąż jeszcze ładnie prowadzonych zeszytów. Przede wszystkim jednak to miesiąc pierwszej sezonowej infekcji. Pogoda się spsiła, a dzieci wróciły do szkół i przedszkoli, pula wirusów i bakterii znów elegancko się miesza, atakując co mniej odpornych, którzy potem sprzedają to swoim rodzicom, a ci innym rodzicom itd., itd.

Wrześniowy masowy spadek odporności zmusza zatem do refleksji nad ulotnością życia i słabą konstytucją ludzkiego organizmu, który tak łatwo może zostać pokonany przez byle bakterię. Zwłaszcza odkąd mamy ruchy antyszczepionkowe.

Być może jako dziecko lekarskiej rodziny mam nie tylko głowę zrytą indoktrynacją Big Pharma, ale i żyły pełne rtęci z licznych szczepionek, które w życiu przyjęłam. Ruchy antyszczepionkowe jawią mi więc się jak ci...

5288

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Obawiam się jednak rosnącej radykalzacji poglądów w różnych sferach życia. Także tych dotyczących zdrowia. Dobre jest to, że mamy dostęp do wiedzy wszelakiej, również tej głupiej, bo stanowi pewną przeciwwagę. Złe natomiast jest to, że nie umiemy wybrać tej wartościowej części, tak jakbyśmy zgubili umiejętność logicznego myślenia. Stąd uważam coraz bardziej powszechne "my" i "oni".

Nie wiem czy słusznie, ale uważam szczepienie za właściwe, ale ... . Jaki jest sens sytuacji w której na przymusowe zabiegi konieczna jest zgoda rodziców ??? Jeśli wymaga się na coś mojej zgody i podpisu to oczywistym jest, że jest to coś na co nie muszę się zgodzić. Ta oczywistość dotyczy tylko systemów logicznych, szanujących swoich obywateli i w których obowiązuje zasada poszanowania swobód obywatelskich. W takim państwie Stalina nie miało to zastosowania, stosowny podpis i zgoda były wymuszane nawet pod wyrokiem skazującym nas na śmierć (przyznanie się do niepopełnionych "przestępstw"). Cała ta sprawa pokazuje, że żyjemy w systemie totalitarnym, mamy obowiązek się zgodzić, jak nie to zabiorą nam dzieci, ale po co pytają nas o zdanie? Jak jest tak wszystko super to po co pytają i wymagają podpisów? Czy strażak prosi o podpis pod zgodą na gaszenie pożaru? (hmmm kto wie? może już absurd zaszedł i tak daleko?) Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Czyli? Może jednak te szczepionki nie są jednak tak pewne i bezpieczne? A jak podpisaliśmy to drogę do roszczeń w przypadku gdy taka szczepionka zawiedzie, zaszkodzi jest w zasadzie zamknięta? Chory system rodzi chore wątpliwości.

Szczepionki tak ale inaczej "podane".Nikt światły nie zaprzeczy ,że ratują nas od śmiertelnych chorób jednak choroba jest częścią zdrowia szeroko pojętego i nie da się zaszczepić na wszystko a to próbuje się nam wmówić. Nikt też nie zaprzeczy, że nie ma powikłań poszczepiennych pisze to w każdej ulotce więc może trzeba zmienić podejście zwyczajnie do pacjentów i nie traktować ich jak totalnych przygłupów.I co by tu nie mówić pieniądze tu też są w tle.

Pytam się, w jaki sposób można zmienić podejście do pacjenta, pokazując im archiwalne zdjęcia dzieci dotkniętych chorobą Heinego Medina?

na tą formę propagandy wszyscy się już uodpornili. Nie wiem? może statystyka? Po szczepionce 1% szans na kalectwo lub zaświaty, bez 20%? Tak strzelam, rzetelnych zestawień nie znam. Po prostu rzetelnie i bez ogródek uzmysłowić, że życie jest niebezpieczne, a medycyna choć statystycznie na ogół leczy, to czasem też bywa niebezpieczna.

Nic się nie miesza, nie ma mętnej wody, chyba, że produkują ją takie wypowiedzi!To nie wina naukowców, lekarzy i kogo tam jeszcze.Fakty, wiedza medyczna i przepisy prawa są w tym przypadku jednoznaczne - prawda nie leży pośrodku, leży tam gdzie leży. Kropka.

Cieszę się, że Pani - w przeciwieństwie do innych dziennikarzy - pisze jednak o problemie komunikacji w tej całej sytuacji. W moim odczuciu o to własnie tutaj chodzi. Rodzice podejmują świadomą zgodę czyli są informowani o pozytywnych i negatywnych skutkach danej interwencji medycznej. Wszyscy wiemy doskonale, że nie są. Podobnie jak pacjentki rodzące nie są informowane o skutkach danej interwencji w czasie porodu. Tak się składa, że w środowisku okołoporodowym pracuję na co dzień. Żadna z procedur, której Ci rodzice odmówili lub prosili o odroczenia nie jest pozbawiona aspektów kontrowersyjnych. Szczególnie jeśli rodzi się zdrowy noworodek, urodzony praktycznie w terminie, nie wymagający wsparcia typowego dla wcześniaków. W ocenie moich koleżanek pediatrów, położnych, co więcej w ocenie Krajowej Konsultant ds Neonatologii rodzice mieli prawo odmówić czy odroczyć wykonywanie tych interwencji. Sprawa ma też drugie dno niestety. Lekarz, który 'zorganizował' tej rodzinie sąd rodzinny raczył się pochwalić, że wywoła zaraz szum medialny wobec oszołomów antyszczepionkowych i prosił o doping w tej sprawie na jednym z lekarskich forów zanim ukazały się pierwsze artykuły w mediach. O tym też poinformowała mnie znajoma lekarka, członkini tego forum. Dlatego uważam, że Pani punkt widzenia nie jest trafiony. A na pewno wrzucanie tych rodziców do kategorii antyszczeponkowóców czerpiących swą wiedzę z Google jest na pewno bardzo krzywdzące. Przykre to dla mnie tym bardziej, że z wielkim zainteresowaniem czytywałam Pani dotychczasowe felietony w TP i spodziewałam się szerszego spojrzenia.

Zgadzam się z Panią. Świetnie komentarz. Też jestem rozczarowana dosyć metnym wywodem autorki tego felietonu. Żadnych faktów, żadnego sprawdzenia. Tu przecież w ogóle nie chodzi o szczepienia! A o coś zupełnie innego. Bezmyślne procedury medyczne. Pani Meller nawet nie zadała sobie trudu żeby sprawdzić czego odmówili rodzice. Rodziłam 2 lata temu Jestem na bieżąco z tzw procedurami i również musiałam podpisywać zgody. Więc mogę się zgodzić albo mam prawo się nie zgodzić. I z tego prawa w pełni korzystam.

dla odporności indywidualnej i spokojnie można pozostawić je w gestii jednostek (chociaż zakres prawa rodziców do decyzji majacych bezposredni wpływ na zdrowie i zycie dziecka zawsze będzie sprawą kontrowersyjną), inne natomiast dla tzw. odporności zbiorowiskowej i tu prawa jednostki moga stać w sprzeczności z prawem innych jednostek do rozsądnie bezpiecznego środowiska życia. W tej drugiej kategorii skuteczność niektórych szczepień (ospa, polio) można uwazać za historycznie udowodnioną. Co wiecej, pojawiają sie obawy, że zbyt wczesna rezygnacja ze szczepienia przeciwko gruźlicy moze dostarczyc dodatkowego, tym razem niestety negatywnego dowodu jego skutecznosci. Z drugiej strony, trąd w ktajach "pierwszego świata" został wyeliminowany dzieki drastycznemu ograniczeniu praw chorych, a nawet tylko podejrzanych o chorobę, co dzisiaj prawdopodobnie byłoby nie do zaakceptowania. Na pewno trzeba walczyć o jak najszerszą akceptację polityki szczepień także przez nieufnych i watpiących, przy czym i tak nie uniknie się konfliktów. Nie służą takiej polityce pokrzykiwania posiadaczy "naukowej" prawdy, którzy zawsze dokładnie wiedzą, gdzie ona leży. W takim razie, o ile są naprawdę pewni swego, nie powinni protestować przeciwko ostatniemu orzeczeniu ECJ w sprawie odszkodowań za powikłania poszczepienne. A protestują. No i warto zwracać uwagę na wiadomosci, takie jak ta z ostatnich dni o odkryciu związku stosowanej niegdyś terapii hormonalnej z Alzheimerem. „Jeszcze dekadę temu sam pomysł, że choroba Alzheimera może przenosić się między ludźmi, zostałby bezlitośnie wyśmiany (...). Jeżeli to się potwierdzi, oznaczać to będzie zagrożenie alzheimerem dla tysięcy innych ludzi leczonych w ten sposób". To cytat z "Nature", nie z antymedycznego bloga. To ku przestrodze tych, którzy zawsze bezlitośnie wyśmiewają obawy "ignorantów".

Postulat, aby lekaże kształcili pacjętów z dobroczynnego wpływu medycyny na życie i zdrowie ludzi... Bo przecież kilkanaście lat w szkole - często zaczynając od przedszkola a kończąc na studiach wyższych, bo antyszczepionkowcy to najczęściej ludzie z wyższym! wykształceniem - nie jest po to, aby poznać i zrozumieć dobroczynny wpływ medycyny na życie...

Świetny felieton ! Zastanawiam się tylko czy to rolą lekarza jest odpowiadanie i dementowanie głupich mitów ruchów antyszczepionkowych. Jeżeli młodzi rodzice zastanawiają się co będzie dobre dla ich dziecka powinni wysłuchać obu stron aby wyrobić sobie opinie. Nie da się słuchać tylko jednej strony i mieć pełny ogląd sytuacji. Niestety w dzisiejszych czasach kiedy wszystko dzieję się szybko a ludzie częściej rozmawiają przez internetowe komunikatory niż w realu najczęściej zawodzi komunikacja międzyludzka. Moim zdaniem zamiast dodawać lekarzom kilka semestrów nowego przedmiotu jakim byłaby rozmowa z pacjentem wprowadziłabym nowy przedmiot już od szkoły podstawowej który nazywałby się PSYCHOLOGIA. Można by już dzieci uczyć jaki rozmawiać, jak słuchać, jak nie dać się manipulować, jak szukać sprawdzonych informacji, jak być asertywnymi wiele wiele innych...

„Ruch antyszczepionkowców” zdegradowany został, także w felietonie Hołowni do głupoty, a krytycy szczepionek potraktowani jak naiwniacy, którzy dają się nabierać szamanom o wąskich horyzontach. Zbyt czarno-białe są kryteria tej druzgocącej oceny. Skrajne zachowania niech zostaną potępione, zagrożenie życia nazwane po imieniu. Czy jednak nie ma w krytycznej postawie wobec przepisów czy tradycji lekarskiej czegoś chwalebnego? Nareszcie pacjent dojrzał do tego, żeby zapytać, czy też nie można inaczej. Czy wszystko, co wyrokuje lekarz jest nienaruszalne, nie do obalenia? Jeszcze trzydzieści lat temu na przeziębienie pomagał biseptol, dzisiaj wystarczy miód, owoce i czas dla regeneracji organizmu... Taki ruch to nowe wyzwanie dla praktyki lekarskiej – (meta)komunikacja, uzasadnianie, wyjaśnienie, przekonywanie, potraktowanie pacjenta jak dojrzałego człowieka. Nie widziałbym w krytycznym podejściu pacjenta głupoty – lecz coś absolutnie wręcz odwrotnego.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]