Kręgi zła

Od reportaży kryminalnych wolę Iana Rankina, P.D. James czy Petera Robinsona, ale w tym przypadku chodzi o kawałek moich własnych wspomnień.
Czyta się kilka minut

Leszek Całek, chłopiec z sankami zasztyletowany przez Karola Kota 13 lutego 1966 r. pod kopcem Kościuszki, był moim rówieśnikiem. Dziewczynka zaatakowana dwa miesiące później w bramie przy Sobieskiego, dwie ulice obok naszego mieszkania, trafiła na ostry dyżur w nowohuckim szpitalu – oddziałem chirurgii kierował tam mój ojciec. Nie wiedziałem, że to właśnie nowohuccy chirurdzy ratują kolejną ofiarę, wszyscy zobowiązani zostali do zachowania tajemnicy. Pamiętam natomiast dławiącą atmosferę zagrożenia, zakaz wychodzenia z domu i coraz bardziej makabryczne plotki.

Tamten szary, ogarnięty lękiem Kraków wraca w książce Przemysława Semczuka. Dziennikarz, urodzony dekadę później, sumiennie zebrał fakty, przewertował dokumenty, dotarł do świadków. Spróbował nakreślić możliwie dokładny portret Karola Kota, przeciętnego ucznia technikum, który sukcesy odnosił głównie na strzelnicy, kolekcjonował noże i nie był lubiany w szkolnej społeczności z powodu dziwnych odzywek i ataków agresji. Co zaś najważniejsze – nie uważał morderczych fantazji, a potem realizacji (ataki na starsze kobiety, z których jedna zmarła, eksperymenty z truciznami) za nic złego. Mamy więc przekroczenie wewnętrznej granicy – i pytanie o powody, dla których się ono dokonało. Na sali sądowej rozegrał się wtedy spór między dwoma zespołami psychiatrów. Czy wyrok śmierci był (wedle ówczesnego kodeksu oczywiście) uprawniony, czy też nosił cechy „eutanazji sądowej” na życzenie społeczne? Czy stracono człowieka chorego? Semczuk obala pogłoskę o guzie mózgu, który miano wykryć u Kota podczas sekcji zwłok, ale pytania pozostają. Podobnie jak wciąż aktualne niebezpieczeństwo podsycania przez media społecznej histerii. W listach, słanych wtedy obficie do władz, domagano się nie tylko publicznej egzekucji Kota, ale i ukarania psychiatrów, którzy „przewlekają postępowanie”. Wśród tekstów prasowych wyróżniają się rozwagą głosy z „Tygodnika Powszechnego” – ks. Adama Bonieckiego i Marka Skwarnickiego, a także oświadczenie redakcji „Przekroju”, napisane zapewne przez Wandę Falkowską. Ponura jest to historia, autor mógłby nie przytaczać niektórych fragmentów zeznań Kota – ale nie można o niej po prostu zapomnieć. ©℗

Przemysław Semczuk, M JAK MORDERCA. KAROL KOT – WAMPIR Z KRAKOWA, Świat Książki, Warszawa 2019, ss. 288.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2019