Reklama

Krajobraz po katastrofie

Krajobraz po katastrofie

05.06.2005
Czyta się kilka minut
Wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku. Działa Episkopat, w którym zasiada dwudziestu biskupów (w tym sześciu na emeryturze). Ustanowiono nowe diecezje. Na żywo emitowana jest Msza święta. Dwa razy w tygodniu telewizja prezentuje programy katolickie. Radio katolickie obejmuje swym zasięgiem północno-wschodnią część Węgier. A jednak...
O

Oficjalnie katolicy stanowią na Węgrzech aż 57 procent. W zależności od regionu w Mszach świętych niedzielnych uczestniczy jednak nie więcej niż 4-12 procent (najmniej w Budapeszcie, najwięcej na zachodzie kraju). Na całą tę wspólnotę przypada 2300 księży. Niemal w ogóle nie ma nowych powołań, choć tuż po upadku komunizmu wydawało się, że będzie ich sporo.

W ubiegłym roku Ksiądz Prymas wyświęcił trzech księży dla diecezji budapeszteńskiej, która liczy aż dwa i pół miliona ludzi. Dwaj z nich to zakonnicy, trzeci wyjechał na studia. Nikt nie został, by pracować na miejscu. Księża są przemęczeni; znam takiego, który odprawia w niedzielę 11 Mszy. Młodzi nie wytrzymują, często odchodzą. Nie ma też wieku emerytalnego: ksiądz pracuje dopóty, dopóki jest w stanie. Nic dziwnego, że ordynariusz Debreczyna już dwa razy proponował na konferencji Episkopatu, by oddawać parafie w pacht świeckim teologom. Mieliby udzielać komunii św., prowadzić pogrzeby. A Msza św. odbywałaby się raz na miesiąc.

Kto zgasił światło?

Póki co nikt nie chce zatrudniać teologów, których “produkują" wyższe szkoły katolickie i uniwersytet katolicki. Nikt nie chce też kupować katolickich książek (w ciągu ośmiu lat mego pobytu na Węgrzech nasz zakon wydał 53 pozycje; kiedy wyjeżdżałem, jeszcze leżały na półkach).

Rozdział Kościoła od państwa na Węgrzech jest właściwie fikcją. Wynika to z zasad przyjętych przed dwustu laty, w okresie panowania cesarza Józefa II. To wtedy ustanowiono obowiązujący do dzisiaj podatek kościelny, który doprowadził Kościół do ubóstwa (deklaruje go niewielki procent ludności). Datków od wiernych niemal nie ma, zaś za odprawienie Mszy św. płaci się równowartość mniej więcej siedmiu złotych. Księża otrzymują pensje od państwa.

Każda akcja duszpasterska traktowana jest jako katechizacja. Można za nią otrzymać honorarium od państwa - pochodzące właśnie z podatku kościelnego. Tu jednak dochodzi do paradoksów. Najlepiej przedstawi to przygoda, która przydarzyła się mojemu następcy na Węgrzech, o. Andrzejowi Kosteckiemu. Wprowadził on sprawdzone w Polsce “wieczory dla zakochanych", przygotowujące do małżeństwa. Spotkało się to z oporem proboszcza, który najpierw doniósł miejscowemu biskupowi, że takie wieczory to coś gorszącego na plebanii, potem zaś podczas tych spotkań wyłączał prąd. Dlaczego? Ci, którzy na nie przychodzili, nie odprowadzali podatków w tej parafii.

"Biskup z wąsami"

Co jest powodem złej sytuacji? Nie wolno zapominać, że Kościół węgierski został krwawo stłamszony. Już w 1946 r. księży wieszano, rozstrzeliwano, zamykano. W ciągu dwóch nocy wysiedlono i internowano 10 tysięcy zakonnic i zakonników. Prymasa skazano na dożywocie. Gdy zniszczono już strukturę Kościoła, biskupi węgierscy - pod naciskiem - podpisali w 1950 r. ugodę z państwem. W tym “porozumieniu" nie ma nawet odniesienia do Stolicy Apostolskiej, a jedynie do rządu Węgierskiej Republiki Ludowej. Na czele diecezji stanęli wikariusze generalni, co do jednego księża-patrioci. Przy każdym rezydował ponadto oficer SB, nazywany “biskupem z wąsami".

W 1956 r. prymas wyszedł na cztery dni z obozu dla internowanych. Odwołał wszystkich księży-patriotów, nie zdążył jednak zrobić nic więcej: na ulicach pojawiły się rosyjskie czołgi. Po tragedii 1956 r. wszyscy w węgierskim Kościele stracili nadzieję. Księża-patrioci wrócili do swoich diecezji. Wtedy nastąpiła katastrofa.

Stolica Apostolska usiłowała ją naprawić. Jednak prowadzoną przez późniejszego kardynała sekretarza stanu Agostino Casarolego politykę wschodnią Watykanu - jej ukoronowaniem było porozumienie z 1964 r. - z dzisiejszego punktu widzenia uznać należy za nieszczęście. Na stolicach biskupich pojawili się współpracownicy reżimu.

Mentalność, która zawładnęła wówczas hierarchią kościelną na Węgrzech, trwa do dzisiaj. Biskupi biorą udział w każdej uroczystości państwowej - czy trzeba, czy nie trzeba. Przykład: choć na Węgrzech od ubiegłego roku nie ma już obowiązkowej służby wojskowej, pracuje tu 18 katolickich kapelanów wojskowych, w tym dwóch generałów. Natomiast gdy trzeba walnąć pięścią w stół, biskupi wybierają postawę kunktatorską.

Przykładem może być historia książki ks. Gábora Adriányiego - profesora wykładającego w Bonn i Budapeszcie historię Kościoła - pt. “Polityka wschodnia Watykanu i Węgier 1939-1978. Sprawa Mindszenty’ego". Autor podał w niej nazwiska i pseudonimy biskupów, tajnych współpracowników SB. Książka, wydana przed rokiem, wzbudziła wielką reakcję społeczną. Na polecenie Episkopatu Węgier wycofano ją z księgarni katolickich. Biskup Veres, sekretarz Episkopatu, dwukrotnie oświadczył, że to zamach na Kościół. Potem wydano komunikat, który miał zatuszować sprawę. Nikt - ani prymas, ani żaden biskup - nie przeprosił wiernych. W ten sposób Kościół sprowadzony został do pozycji sfrustrowanych, skompromitowanych polityków.

Problemy z Soborem

Większość spośród tych, którzy pojechali na Sobór Watykański II, związana była prawdopodobnie ze służbami bezpieczeństwa. Dlatego, kiedy na Węgrzech zaczęto wprowadzać reformy soborowe, wiernym kojarzyły się one z księżmi-patriotami. Kto “odwrócił" ołtarze? Kto im odebrał łacinę? Kto ujednolicił “Ojcze nasz" z protestantami? Księża-patrioci. W efekcie do dzisiaj daje się zauważyć znaczący opór przed reformami Soboru Watykańskiego II. Widać to na każdej Mszy św. Ludzie są bardzo bierni w trakcie liturgii. Jan Paweł II podczas jednej z pielgrzymek na Węgry miał zapytać poprzedniego prymasa, dlaczego Węgrzy są tak nieruchawi. Ten odpowiedział podobno: “To naród jeździecki, lubi siedzieć".

Jan Paweł II nie był zresztą na Węgrzech szczególnie popularny. Z trzech powodów. Nie powołał biskupa ordynariusza “ad personam" dla Węgrów na Słowacji. Gdy był w Rumunii, spotkał się z biskupami węgierskimi w Bukareszcie, a nie w Siedmiogrodzie. Wreszcie, Węgrzy nie znają nauczania Karola Wojtyły, a na papiestwo patrzą przez pryzmat Trianon. Być może inaczej będzie w przypadku pontyfikatu Benedykta XVI - z tego choćby powodu, że Węgrzy czują naturalną sympatię do Niemców (co w żaden sposób nie przekłada się na ich stosunek do Austriaków).

Wielka misja

Na Węgrzech jest jednak ogromna potrzeba powrotu do religijności - obserwowałem ją zwłaszcza wśród młodzieży. I w tym upatruję wielką nadzieję dla tamtejszego Kościoła. Są w nim przecież wybitne osobowości - by wymienić biskupa Debreczyna Nándora Bosáka albo arcyopata benedyktynów z Pannonhalmi, biskupa Asztrika Várszegi.

Tu trzeba zaznaczyć, że żywymi środkami duszpasterskimi pozostają zakony, którym udało się przetrwać okres komunizmu: benedyktyni, pijarzy, franciszkanie, siostry Notre-Dame. Zmiany następują także w innych zgromadzeniach. W klasztorze dominikańskim w Krakowie kształci się teraz dwóch Węgrów, tyleż samo w warszawskim Służewie. Ze Stanów Zjednoczonych powrócili na Węgry tamtejsi jezuici. Ma to ogromne znaczenie, bo zakony pozostają poza zmurszałą strukturą józefińsko-komunistyczną.

Szansą jest także konkurencyjność wyznań. Na Węgrzech mieszkają kalwini i luteranie. W okresie komunizmu próbowano poróżnić wszystkich tutejszych chrześcijan. W tym celu państwo zezwoliło kalwinom na ordynację biskupią kobiet. Te jednak energicznie zabrały się do pracy. Powstawały przedszkola, chóry, panie głosiły świetne kazania. Zawstydzeni księża poszli za ich przykładem. Podniósł się poziom duszpasterstwa. Wtedy państwo zabroniło ordynacji kobiet.

Jak dziś wygląda na Węgrzech kwestia ekumenizmu? Tam, gdzie katolicy są mniejszością, współpraca układa się znakomicie. Na zachodnich rubieżach, gdzie jest ich więcej, dominuje ekumenizm okazjonalny.

Pewnym wzorem mógłby też być Kościół w Siedmiogrodzie. Miał on kiedyś znakomitego biskupa - Árona Mártona - który bardzo przypominał Wyszyńskiego. Przebywał w więzieniu, na robotach przymusowych. Wrócił niezłamany. Pozostawił po sobie dobrze uformowanych księży i biskupów, głęboko związanych z ludem siedmiogrodzkim. Być może jakiś wpływ na tę postawę miał fakt, że w Siedmiogrodzie wyznanie odróżniało Węgrów od Rumunów.

Kościół ma na Węgrzech do spełnienia wielką misję. Ten naród nie ma dziś bowiem żadnej pozytywnej identyfikacji. Jest smutny i depresyjny (pamiętajmy o swoistej “tradycji samobójczej"). Chrześcijaństwo zostało rozbite. Rodzina również. Język, obcy w słowiańsko-łacińskim otoczeniu, stanowi pewien kompleks. Nawet historia nie łączy Węgrów w sposób pozytywny. Istnieje tu np. spore stronnictwo rojalistyczne. Jeden z moich węgierskich współbraci był nawet wicepostulatorem kanonizacji Karola IV. Tymczasem protestanci nie cierpią Habsburgów. Nie może być tak, że jedynym fundamentem węgierskiej tożsamości pozostanie traktat w Trianon, a więc poczucie klęski.

O. Józef Puciłowski OP pochodzi z rodziny polsko-węgierskiej. W latach 1996-2004 przebywał na Węgrzech jako wikariusz generalny dominikanów i wykładowca historii Kościoła na Uniwersytecie Katolickim im. Kardynała Pétera Pázmánya.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]