Konserwatyzm i pustynia

Stare angielskie porzekadło, wyrażające istotę konserwatyzmu, mówi: "Jeżeli coś działa, po co to naprawiać?". A jeśli coś nie działa? I jakie są symptomy złego funkcjonowania rzeczywistości społecznej, religijnej i każdej innej, wiążącej ze sobą ludzi dla ich dobra?
Czyta się kilka minut

Przyzwyczailiśmy się interpretować rolę Jana Chrzciciela jako wieszcza Chrystusa, przepowiadającego nadejście epoki mesjańskiej. Jego wezwanie do nawrócenia traktujemy zwykle jako radykalną formę zwrócenia uwagi na prawdziwe wartości. Łatwo zapominamy, że był też synonimem buntu przeciwko skostniałym strukturom religijnym. Martwy kult, korupcja i kunktatorstwo kapłanów, kazuistyka i hipokryzja faryzeuszy oraz drętwa teologia uczonych w Piśmie przyczyniły się do odejścia wielu ludzi od oficjalnej religii Izraela. Zimną, nieprzyjazną Świątynię woleli zamienić na pustynię. Tam zaś znaleźli autentyczną wiarę - Jana Chrzciciela i własną.

Powyższy motyw jest ważny w Ewangelii Mateuszowej. Nowym Izraelem wybranym przez Boga jest Kościół Chrystusa. Z kamiennych serc, rozrzuconych po pustyni życia, Bóg wzbudził dla siebie synów Abrahamowych. Nowy Lud Boży tworzy się już u źródeł Jordanu, spijając z ust proroka słowa nadziei i oczyszczając się przed przyjściem Mesjasza.

Ten idylliczny obraz nie jest jedynie teologicznym wspomnieniem historycznym. Gdy ludzie nie znajdują nadziei w religii, w której wyrośli, zaczynają szukać innych dróg zrozumienia siebie i świata. Raz będzie to pozytywistyczny racjonalizm, traktujący Boga jako przesąd i wymysł kasty kapłanów. Innym razem - ucieczka w nieinstytucjonalną strukturę. Kiedy indziej religia bez Boga. Rozwiązań jest bez liku, bo na współczesnym rynku religijnym - proszę mi wybaczyć ten merkantylny greps - w ofertach duchowych można przebierać jak w ulęgałkach.

Co zatem mamy robić my, ludzie Kościoła, zapalający dziś drugą świecę na adwentowym wieńcu? Nie zaszkodzi nam, jeśli raz w życiu popatrzymy na siebie jak na owych faryzeuszy, doskonale znających drogę do Proroka, ale z trudem przyjmujących do siebie wezwanie do nawrócenia. "Plemię żmijowe! Kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia". Mocne słowa, skierowane do uważających się za ludzi dobrych i silnych w wierze. Ludzi znających się na teorii religii i jej prawach, ale dalekich od odnoszenia ich do własnego życia.

Sądzę, że myślenie takimi obrazami jest ważne dziś, gdy coraz częściej słyszymy o porzucaniu chrześcijaństwa i katolicyzmu w imię wielorakich przyczyn. Zastanówmy się. Może także i my przyczyniliśmy się do tych odejść, myśląc w zadufaniu, że nasza maszyna dobrze funkcjonuje, podczas gdy od dawna domagała się naprawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”