Reklama

Komunia też podlega prawom biologii

Komunia też podlega prawom biologii

12.03.2020
Czyta się kilka minut
Ks. Andrzej Draguła: Nie znajduję teologicznego argumentu, że Najświętszy Sakrament czy woda święcona są wolne od możliwości przenoszenia infekcji.
FOT.WOJCIECH STROZYK/REPORTER
M

Maciej Müller: Obejrzenie mszy w telewizji czy wysłuchanie w radiu nie równa się uczestnictwu w niej – słyszeliśmy wielokrotnie na katechezach i rekolekcjach. Okazuje się tymczasem, że to jednak forma dopuszczalna, a w coraz większej liczbie krajów wręcz zalecana przez biskupów. Kościół austriacki uruchomił nawet stronę z modlitwami dla osób, które nie mogą uczestniczyć w mszy i odczuwają głód eucharystyczny. Konferencja Episkopatu Polski rekomenduje biskupom, by udzielili dyspensy od obowiązku niedzielnego uczestnictwa we mszy św. osobom w podeszłym wieku, a także tym, którzy mają objawy infekcji, dzieciom i młodzieży oraz tym, którzy czują obawę przed zarażeniem. Jak to w końcu jest: co trzeba zrobić, żeby spełnić nakaz przykazania Bożego i kościelnego? 

Ks. Andrzej Draguła: Żeby uczynić zadość przykazaniu, należy być fizycznie obecnym na mszy w niedziele i święta nakazane (wliczając w to sobotnią mszę wieczorną). Msza transmitowana nie jest formą uczestnictwa zastępczego. Reguluje to Kodeks Prawa Kanonicznego w kan. 1247. W Liście „Dies Domini” Jan Paweł II pisał, że „dla tych (...), którzy z różnych przyczyn zewnętrznych nie mogą uczestniczyć w Eucharystii i są tym samym zwolnieni z obowiązku niedzielnego, transmisja telewizyjna lub radiowa stanowi cenną pomoc”. Transmisja jest więc pomocą w przeżywaniu Dnia Pańskiego, a nie obowiązującą, zastępczą formą uczestnictwa w mszy św. W sensie ścisłym nie można uczestniczyć „z oddalenia”, jak pisał Jan Paweł II. Konieczna jest obecność ciałem w miejscu sprawowania Eucharystii. Można jednak mówić o jakiejś niedoskonałej formie łączności, która może być bardzo pomocna. Papież mówi o „możliwości zjednoczenia” z mszą św. celebrowaną w miejscu transmisji. Trzeba dodać, że jako pierwszą formę pomocy papież wylicza „lekturę czytań i modlitw mszalnych przewidzianych na ten dzień, a także wzbudzenie w sobie pragnienia Eucharystii”.

Ale czy biskupi w sytuacjach takich jak epidemia COVID-19 nie mogą zawieszać kanonów?

Nie muszą zawieszać prawa kanonicznego w tym względzie, ponieważ prawo nie wiąże w sytuacji obiektywnej niemożności wypełnienia normy prawnej. Jan Paweł II wspomina w swoim liście o chorobie, niesprawności lub innej ważnej przyczynie, które zwalniają z obowiązku niedzielnego. Ważną przyczyną może być także konieczność sprawowania opieki nad małym dzieckiem czy osobą starszą, której nie można pozostawić samej. Taka sytuacja jest możliwa np. w małej miejscowości, gdzie jest tylko jedna msza i nie ma nikogo, kto mógłby przejąć opiekę. Wtedy nie zaciąga się winy moralnej – nie ma grzechu i nie należy się z tego spowiadać, choć zdaję sobie sprawę, że wielu katolików czuje z tego powodu wyrzuty sumienia. Są one niepotrzebne.

Czy powinniśmy teraz przekonywać naszych seniorów, żeby w niedzielę nie szli do kościoła? Jak rozmawiać z ludźmi, dla których uczestnictwo w mszy to kluczowa część tygodnia, a którzy nie powinni pojawić się w kościele, bo są w grupie ryzyka?

„Ważna przyczyna”, o której mówi list Jana Pawła II, to według mnie także podniesione ryzyko zarażenia się chorobą przez osobę chorą, starszą, mającą osłabiony system immunologiczny. Byłoby to narażenie własnego zdrowia na szwank, a może nawet na ryzyko śmierci, a więc działanie przeciwko przykazaniu „Nie zabijaj” w stosunku do siebie – a także wobec innych, którzy mogą zostać potencjalnie zakażeni. Rozumiem pragnienie obecności na mszy św., ale ono nie może być ważniejsze niż obiektywna sytuacja ryzyka. Są grupy osób bardziej zagrożone infekcją. Główny Inspektor Sanitarny zaleca, by pozostały w domu. Moim zdaniem należy się temu zaleceniu podporządkować.


CZYTAJ WIĘCEJ: SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Strona, nazwijmy to, konserwatywna, pokazuje obrazki ze św. Karolem Boromeuszem czy Szymonem z Lipnicy, posługującymi wśród zarazy. Jak sobie poradzić z argumentacją, która przeciwstawia zdrowy rozsądek płynący z wiedzy medycznej – i ślepą na niebezpieczeństwo wiarę?

Nie ma nic niewłaściwego w samym ukazywaniu tych obrazków, chociaż może być to odebrane jako szantaż emocjonalny. Ci, którzy to czynią, najczęściej używają tych przykładów jako kontrargumentu na tzw. wariant włoski, czyli zawieszenie publicznego sprawowania Eucharystii. Według mnie to daleko idące nieporozumienie. Decyzja biskupów nie dotyczy zaprzestania posługi duszpasterskiej, także wśród chorych i objętych kwarantanną, do czego zachęca sam papież Franciszek, ale ma być środkiem prewencyjnym. Chodzi o to, by nie tworzyć zgromadzeń, skupisk ludzi, bo to tam następuje przekazywanie wirusa. Ksiądz, który rozdaje komunię, też może być wehikułem zakażeń. Nie ma żadnych teologicznych przesłanek dla tezy, że zgromadzenie liturgiczne jest wyłączone spod inwazji wirusa.

Mamy chyba problem z zestawieniem mszy, komunii, w ogóle czynności sakralnych – z rzeczywistością tak sekularną jak epidemia, obostrzenia sanitarne itp. Te kategorie zdają się radykalnie do siebie nie pasować.

To prawda. Wynika to z faktu, że prawo i zwyczaj kształtują się w sytuacji zwyczajnej, a sytuacje nadzwyczajne nie dają się szczegółowo przewidzieć. Znalazłem dekret watykański z XIX wieku dotyczący mszy św. w czasie epidemii, w którym zezwala się na mszę w domach, ale z zastrzeżeniem, że nie może być to ze szkodą dla szacunku wobec Eucharystii. To też tylko dość ogólna zasada, a w konkrecie każdy przypadek będzie inny.

Padają też argumenty, że odwoływanie mszy to „zdrada Chrystusa”. Krąży cytat ze św. Marka, że wierzący „węże brać będą do rąk i jeśliby coś zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić”. Więc jak można – słyszymy – zakazić się przyjmując hostię czy zanurzając rękę w wodzie święconej? I do tego koronny argument, że Eucharystia to sakrament uzdrowienia...

Takie myślenie jest na poły magiczne. Owszem, wyznajemy, że Eucharystia jest lekarstwem duszy i ciała. Także sakrament namaszczenia chorych jest udzielany z nadzieją wzmocnienia fizycznego, a może nawet wyzdrowienia, ale to ani magia, ani chemia, by mogło działać deterministycznie. Materia hostii pozostaje, jak wiemy. To nadal jest chleb, na co wskazują także przepisy dotyczące przechowywania Najświętszego Sakramentu w stosownym miejscu, aby np. nie zawilgł i nie spleśniał. Dlatego Kościół zaleca renowację Eucharystii przeznaczonej do adoracji przynajmniej raz na miesiąc. Zasada ta wynika właśnie z uznania, że konsekracja nie unieważnia, nie znosi naturalnych kategorii chleba konsekrowanego. On wciąż jest poddany prawom fizyki, chemii, biologii, prawom natury. Dodajmy, że Ciało Pańskie na krzyżu też chorowało, co jest konsekwencją Wcielenia. Nie znajduję teologicznego argumentu, że Najświętszy Sakrament czy woda święcona są wolne od możliwości przenoszenia infekcji. A uzdrowienie nie dokonuje się dzięki Eucharystii automatycznie, wszyscy wychodzilibyśmy bowiem zdrowsi z każdej mszy św.

Polscy biskupi zalecili – choć na razie dość delikatnie – udzielanie komunii na rękę (w innych krajach sformułowania są bardziej zdecydowane, np. z zakazem udzielania do ust). W Polsce prawie nikt nie „komunikuje” w ten sposób. Tymczasem żeby miało to sanitarny sens, absolutnie wszyscy powinniby przyjmować na rękę. Wygląda na to, że polscy katolicy będą musieli oswoić się z tą formą.

To nie jest takie proste. Dyskusja na temat komunii św. na rękę powraca co jakiś czas. To bardzo trudna dyskusja, ponieważ księża i świeccy, którzy tego rozwiązania nie akceptują, są bardzo przywiązani do formy „do ust” jako jedynej, która wyraża szacunek do Eucharystii. Ja tę wrażliwość szanuję, chociaż do końca nie rozumiem. Uważam, że z równym szacunkiem można przyjąć komunię na rękę. Trzeba pamiętać, że zewnętrzne czyny muszą wyrażać wewnętrzne nastawienia. Konstytucja o Liturgii mówi, że jest udział wewnętrzny i zewnętrzny, które muszą być ze sobą powiązane. Ale to nie miejsce, by przedstawiać tu argumenty. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że – z jakichś względów – okaże się, że bardziej higieniczne byłoby przyjmowanie komunii do ust, a nie na rękę. W teorii to możliwe. Czy wszyscy zwolennicy komunii na rękę tak się chętnie zgodzą? Nie wiem. Znam argumenty, że przyjęcie hostii do ust uwłacza godności człowieka. Mogę sobie wyobrazić, że ktoś się za nic nie zgodzi na zmianę formy. Ale wtedy trzeba postawić pytanie, co jest ważniejsze: realna, substancjalna i rzeczywista Obecność czy moja subiektywna pobożność?

Co to jest ta „komunia duchowa”, o której wspomina przewodniczący polskiego Episkopatu abp Stanisław Gądecki? Czy jest jednoznaczna z przyjęciem komunii podczas mszy?

Komunia duchowa to stara praktyka Kościoła. Sobór Trydencki przypomniał, że są trzy sposoby „komunikowania”: sakramentalnie, duchowo oraz jednocześnie sakramentalnie i duchowo. Co ciekawe, jako konieczne uznano przyjęcie komunii duchowo – żywą „wiarą, która działa przez miłość”. Przyjęcie komunii wyłącznie sakramentalne, bez wewnętrznego duchowego nastawienia, to komunikowanie „jak grzesznicy”. Oczywiście w sytuacji zwyczajnej formą doskonałą komunii jest przyjęcie sakramentalne wraz z duchowym zjednoczeniem, ale gdy nie ma możliwości przyjęcia Ciała Pańskiego, komunia duchowa jest skuteczna, to znaczy jest aktem zjednoczenia z Bogiem, w czym – wracając do wcześniejszego pytania – transmisja radiowa czy telewizyjna może pomóc, ale nie jest konieczna.

Dużym ryzykiem sanitarnym wydaje się też obarczona spowiedź w konfesjonale: twarze księdza i penitenta są blisko, łatwo o infekcję. Czy Kościół przewiduje na okoliczności takie jak epidemia spowiedź przez telefon albo internet?

Nie, nie ma spowiedzi na odległość, choć takie pytania powracają. Na początku XVII w. rozważano np. spowiedź za pośrednictwem listu. Kongregacja Świętego Oficjum wypowiedziała się negatywnie o takiej praktyce, grożąc za nią ekskomuniką latae sententiae (z mocy samego prawa). Uzasadniano to argumentem, że w momencie dotarcia listu do spowiednika dyspozycja penitenta jest już inna. W roku 1884 zapytano Watykan, czy w przypadku ostatecznej konieczności można udzielić rozgrzeszenia przez telefon. Odpowiedziano wówczas: Nihil est respondendum, a więc właściwie nie odpowiedziano, rzecz pozostawiając otwartą. We współczesnej teologii dominuje pogląd, że spowiedź przez pośrednictwo technologiczne jest niemożliwa, gdyż kontakt powinien być ludzki i naturalny. Interaktywność – nawet za pośrednictwem transmisji live – to nie to samo, co kontakt interpersonalny. Moim zdaniem, można taką spowiedź zorganizować w zakrystii, w kancelarii, rozmównicy, gdzie jej uczestnicy – penitent i spowiednik – zachowają odpowiednią odległość.

A czy wzorem komunii duchowej możliwa jest „spowiedź duchowa”? Bezpośrednio przed Bogiem, tak jak to praktykują np. ewangelicy reformowani?

Nie. Możemy mówić jedynie o żalu doskonałym w momencie niebezpieczeństwa śmierci. Wciąż obowiązuje nas spowiedź uszna. Należy jednak pamiętać, że jej obowiązek dotyczy jedynie grzechów ciężkich. Grzechy lekkie usuwają czynności pobożne, uczynki miłości, akty strzeliste itd. Jest jeszcze ogólne rozgrzeszenie sakramentalne (absolucja generalna), ale ono jest możliwe – jak mówi kanon 961 – kiedy „zagraża niebezpieczeństwo śmierci i brak czasu na to, by kapłan lub kapłani wyspowiadali poszczególnych penitentów”. Ale nawet po takim rozgrzeszeniu – jeśli minie niebezpieczeństwo śmierci – należy przystąpić do spowiedzi, by indywidualnie wyznać grzechy. Nie przypuszczam, by ta forma rozgrzeszenia była potrzebna w sytuacji obecnej epidemii.

Czy wysoka śmiertelność na COVID-19 np. w Bergamo uzasadniałaby sięgnięcie po ten kanon?

W literaturze wskazuje się na przykłady bezpośredniego niebezpieczeństwa dla wielu osób w tym samym momencie – chodziłoby więc np. o absolucję udzielaną przez księdza w schronie podczas bombardowania albo w samolocie awaryjnie podchodzącym do lądowania. Myślę, że sytuacja szpitala raczej nie podpada pod ten kanon.

Wymiar dotyku jest istotny w przeżywaniu wiary, skoro tak go dużo w Kościele. Czy katolik może więc z czystym sumieniem: nie zanurzać rąk w wodzie święconej, nie całować krzyża w Wielki Piątek, nie podawać ręki na znak pokoju?

Myślę, że może. Ostatnie instrukcje biskupów wyraźnie podkreślają, by unikać gestów i czynności, które są „kontaktowe”. Dotknięcie Jezusa było zawsze uzdrawiające. Dotknięcie człowieka – niestety – może nieść zagrożenie. Dopóki nie będziemy mieć wystarczającego poczucia bezpieczeństwa, trzeba ten dotyk, także w przestrzeni liturgicznej, ograniczyć.

Jak przeżyć Wielki Post bez rekolekcji, a może nawet bez spowiedzi wielkanocnej?

A może nawet bez rezurekcji? To byłaby zupełnie nowa sytuacja. Z jednej strony można by to przyrównać do długotrwałego znalezienia się w miejscu, gdzie nie ma Kościoła bądź też Kościół nie może sprawować swej posługi duszpasterskiej, a z drugiej – istnieją najróżniejsze formy duszpasterstwa pośredniego, medialnego, wirtualnego. Stalibyśmy się nagle tele-Kościołem, Kościołem „na odległość”, który jednak byłby ułomny, bo niezdolny do zgromadzenia się w tym samym miejscu i czasie, by razem sprawować Eucharystię. Dokumenty mówią, że Kościół jest wspólnotą „z ciała i krwi”, a więc realnych osób, które łączy nie tylko świadomość, ale także cielesność. Chrześcijaństwo jest religią Wcielenia ze wszystkimi tego konsekwencjami. W jakimś sensie sytuacja, w której jesteśmy, to wielotygodniowe rekolekcje. A konkretnych pomocy w mediach, w prasie, w książce można zaleźć wiele. To może być Wielki Post „w ukryciu”.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA jest teologiem i publicystą, stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Doktor habilitowany teologii, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy osoby wierzące mają swój rozum i potrafią same zdecydować czy potrzebują koniecznie wytycznych z komitetu centralnego? To tak jakby umysły ludzi były zainfekowane ideologią, albo jakby rozum został odebrany na mocy dekretu a tymczasowo decyzję wydawał aparat biurokratyczny. Albo jakby sekta gwarantowała sobie prawo decydowania o tym, czy zagrożenie duchowe jest większe od zagrożenia wirusem, albo partia musiała zbadać sprawę pod kątem kontrrewolucyjnego potencjału nieuczestnictwa (czy nie rozsadzi całego bloku rewolucyjnego? Co by zrobił towarzysz x?). Kabaret, ale w tle jest zagrożenie szybszym rozprzestrzenianiem się wirusa. Jeśli będą umierali u nas ludzie jak we Włoszech to tchórzliwy polski kościół będzie miał ich na sumieniu i to będzie kolejna jego wina. Trzeba będzie ją dobrze zapamiętać. Jak można się w ogóle tak wahać i lawirować i tak tchórzyć wobec takiego zagrożenia dla całego społeczeństwa? Nieskomolikowany polski ludzie odebrali ci rozum i zabrali go na przechowanie. Ja mam taką wykładnię: nieuczestniczenie w najbliższych mszach (i dalszych) nie może być sprzeczne z wolą opatrzności, bo rozum nie znajduje do tego uzasadnienia. Ludzie zostańcie w domu, nie oglądacie mszy ani nie słuchajcie radyjka (w pewnym radiu z Torunia, gdzie wirus już zrobił swoje można było usłyszeć, że źródło wirusa pochodzi z Chin BO to kraj aborcji, więc mściwy Pan uderzył w społeczeństwo śmiertelnym wirusem). Żyjcie ostrożnie.

Na przykład katolicyzm to nie jest tylko teizm podparty rytuałami wspólnej modlitwy, ani nie jest to tylko chrześcijańska wiara w zmartwychwstanie i wniebowzięcie Chrystusa, ale pewien kompletny, całościowy system. Sekta? Ideologia? To nie moje słowa, ale pana, jak tak można? No można, zwłaszcza z systemie gdzie obowiązuje podporządkowywanie indywidualnego poznania rozumowego i wewnętrznego sumienia autorytetowi zewnętrznemu. "Aparat biurokratyczny", "komitet centralny" brzmi prześmiewczo? Światusy J. mają podobne nazwy, ale to tylko dlatego że struktura kształtowała się w 19/20 w. i brzmi dość aktualnie, a Stolica Apostolska, synody, kongregacje i tym podobne "ciała" brzmią bardziej archaicznie, wręcz antycznie.

Che, che... Kiedy tylko pojawiły się komunikaty o zamykaniu miejsc publicznych, wiedziałem, że ci co muszą nie zmarnują okazji, by oskarżyć Kościół o odpowiedzialność za roznoszenie wirusa i pogardę do życia bliźniego. Stare, dobre rzymskie metody. Tomuś, tomuś, przykład włoski każe zadać pytanie, czy niewierzący mają swój rozum? Bo ci młodzi ludzie we Włoszech, którzy tak ochoczo pokicali do pubów i dyskotek w czasie zawieszenia zajęć, to raczej nie byli ludzie wierzący, tym bardziej że działo się to w okresie Wielkiego Postu, zresztą młodzież włoska zdaje się w ogóle być mało religijna. Więc jak masz rozum, to może skup się także na zachowaniu niewierzących, tym bardziej że w Polsce stało by sie to samo ze studentami, gdyby Włochy nas nie uprzedziły. Zresztą w moim mieście prasa trąbi, że studenci nie trzymają sie rygoru i łażą po knajpach. Myślisz, że to pobożni młodzi poszczący chrześcijanie? A może warto to im zapamiętać już teraz? No ale oni nie należą do sekty... To jak będzie, Tomek?

Czy ja usprawiedliwiałem młodych, osoby łamiące kwarantannę, albo różne inne zbiorowosci? W Norwegii jest stosunkowo niewiele nowych przypadków, brakuje przypadków śmiertelnych, ale teraz wiemy, że testy są tam dostępne szeroko, a u nas w śladowych ilościach. Wczoraj, dzisiaj, jutro i w niedzielę odbędą się (odbyły się) liczne msze, gdzie masy ludzkie będą miały możliwość złapania i rozprzestrzenienia koronowirusa. Eksperci informują, że będziemy mieć u nas model włoski. We Włoszech kościoły zamknięto już przy galopującej zarazie (ktoś mnie poprawi?) A u nas zamiast działać wcześniej i dbać o wszystkich, w tym najsłabszych podaje się z w oparach ideologii komunikaty o zwiększaniu liczby mszy. To są prymitywne działania ludzi zaczadzonych. Gorzej że mają wpływ na całe społeczeństwo. Wiele osób zginie bez tą bezmyślność. Co im wtedy powiecie, że było warto? Inna rzecz, że wyszukiwanie argumentów 'teologicznych' na brak możliwości zakażenia się podczas mszy przywodzi na myśl szamanizm i egzystowanie w rzeczywistości, gdzie rozum daje pierwszeństwo fantazji. A gdyby takie argumenty były, to co by to oznaczało, że można zignorować zalecenia rozumu. Na szczęście zawieszono rozum, argumentów nie znaleziono i uznano, że rozum nie jest tu sprzeczny z teologią. To tak jak u pewnego ministra mamy przecież rozdział kościoła od państwa...

Zgadzam się całkowicie z Panem, z jednym zastrzeżeniem: nie każdy katolik w tym kraju jest pozbawiony mózgu. Ci, którym resztki tego organu pozostały, jak takie chore staruszki jak ja, modlą się w domu i stronią od Ciemnego Ludu jak od zarazy (dosłownie:))) Czy mi się zdaje, czy najwięcej przypadków zarazy jest na południu Polski? Pani, która zmarła w Poznaniu, reprezentowała bardzo katolicka rodzinę, która zresztą zaraziła. Nb jej zarażony mąż był/jest szafarze Komunii Św. :)))

Takie uproszczenia nie sa zbyt mądre. Czym innym jest narażanie społeczeństwa przez podtrzymywanie obowiązku wychodzenia na nabożeństwa, ew lawirowanie w temacie, a czym innym każdy przypadek z osobna.

Kurie biskupie ogłaszają dyspensy dla wszystkich. Ale kto chce, ma prawo przyjść, tak samo jak każdy kto chce chleba ma prawo oczekiwać otwarcia sklepu. Nie samym chlebem żyje człowiek. Nie usprawiedliwiałeś, owszem, ale obaj wiemy, o co chodzi - o "sektę", no nie Tomek?

Nie kwestionuje prawa do modlitwy. Wystarczyłby komunikat, że w obliczu zagrożenia dla całego społeczeństwa, zwłaszcza dla osób starszych odwołuje się wszelkie mszę i wydarzenia gromadzące ludzi w kościołach aż do ustania zagrożenia w tej skali. Kościoły pozostały by otwarte i można by się w nich modlić. Czy to jest takie trudne do wyobrażenia? Czy nie jest to odpowiedzialne? Czy neguje się prawo do modlitwy? Czy potrzeba do tego zbadania negatywnego potencjału teologocznego decyzji, żeby zbadać zasadność z rozumem podobnego stanowiska? Czy trzeba całego biurokratycznego systemu dyspensy, wydawanych okazjonalnie i lawirowania językowego, organizowania zamiast 8 spotkań, dziesięciu?

Biskupi wydali dekret przyznający dyspensę z góry - kto nie chce, nie musi pojawiać się w kościele, ot cała biurokracja, che, che... Działanie liturgiczne zredukowano generalnie do mszy świętej, odwołuje sie różne spotkania i spendy wspólnotowe w kościołach. Wprowadzono instrukcję co do wydawania i przyjmowania Komunii Św.. To nie wiesz, że kościoły są dla Eucharystii, a nie Eucharystia dla kościołów? Zmiłuj sie Tomek, bo nie wiesz co komentujesz, chyba prowadzisz dyskusję ze swymi pojęciami i wyobrażeniami i jeszcze coś kreślisz o "zasadności stanowiska z rozumem" i "negatywnym potencjałem teologicznym decyzji". Wiesz, wykształcenie to nie szlachectwo, nie zobowiązuje, che...che...

Tak wygląda na to, że nawet msza nie jest dla człowieka ale człowiek dla mszy. Ponieważ kościół stchórzył w Polsce rząd zakazał zgromadzeń. Z tego co można przeczytać na stronie TP kościół katolicki w Austrii potrafił zdecydować o zawieszeniu do odwołania mszy, chrztów, ślubów. Może dlatego że tam nie jest zaczadzony i nie chce pasożytować na człowieku jak w Polsce. Tyle. Nie wiem po co mnie obrazałeś. Czy tylko dlatego że miałem inne zdanie?

.

Wprowadzono generalną dyspensę i pozostawiono wybór wolnej woli, uznając każdy za dobry, a ty piszesz, że wygląda jakby msza była ważniejsza od człowieka. Może na mszę nie przyjść nikt oprócz kapłana, który odprawi Eucharystię tylko dla siebie - źle dalej? Ty nie masz innego zdania, raczej tylko do niego aspirujesz, ty tylko masz inne uczucia, które blokują uczciwe korzystanie z rozumu. Oj nie obrażaj się tak. Nie bądź jak typowy antychrystusik, który najpierw atakuje KK, ale gdy spotka się z ostrą odpowiedzią zaczyna piszczeć że to nie katolickie albo że krzywdę ponosi. 3maj się Tomek

Widziałem podczas wczorajszych faktów, że ksiądz skazany za pedofilię z Wrocławia, który był odprowadzany przez Policję do furgonetki z kratami był odprowadzany przez swoich sympatyków z pieśnią religijną na ustach. Ksiądz miał cały orszak wsparcia. Jeden z panów zapytany dlaczego wspiera księdza, który krzywdził ludzi, odpowiedział, że chcą w ten sposób zniszczyć wiarę katolicką. Nie z każdym można porozmawiać i ja nie zamierzam. Zamiast obrażać innych skup się na czystości swojego sumienia.

Datki na tygodnikpowszechny proponuje składać w formie Like - ów przecież, to to samo tylko przez Internet :)

@Tomek Audziewicz w czwartek, 12.03.2020, 14:57. Uspokój się, Tomku, bo dostaniesz gorączki z podniecenia i cie zamkną. Po pierwsze, ludzie u nas nie tacy skorzy do religijnych poświęceń. Po drugie, Konferencja Episkopatu zaleciła udzielenie dyspensy ludziom starszym, z grup ryzyka, dzieciom i młodzieży oraz ich opiekunom tudzież wszystkim, którzy czują się zagrożeni. Zostaną lekkomyślni, ale tych nie brakuje nigdzie. We Francji 3,5 tysiąca chojraków zebrało się na stadionie, żeby na przekór wirusowi pobić rekord Guinessa w masowym przebieraniu się za smerfy. Ktoś to zorganizował, podobnie jak mecze przy pustych trybunach i z tysiącami kibiców przed bramami stadionów. Trzecim po Włoszech i Francji krajem, gdzie epidemia rozprzestrzenia się w szybkim tempie, jest Norwegia - przecież nie z powodu mszy. A we Włoszech akurat msze zawieszono zdaje się równocześnie z innymi masowymi zgromadzeniami.

"Zostaną lekkomyślni, ale tych nie brakuje nigdzie." - A z powodu ich lekkomyślności ucierpią ludzie starsi, z grup ryzyka, dzieci i młodzież oraz ich opiekunowie tudzież wszyscy, którzy czują się zagrożeni. Przeciwdziałanie zarazie ma szansę powodzenia tylko wtedy, gdy zdroworozsądkowym zaleceniom epidemiologów poddadzą się wszyscy. W każdym innym przypadku walka z koronawirusem zakończy się porażką. Nie da się z nim walczyć "na pół gwizdka".

@em.mirek w czwartek, 12.03.2020, 22:10. Masz rację, ale skąd to "?????????"? Nie uważasz, że lekkomyślnych nie brakuje nigdzie?

A propos wody święconej, lata temu widziałem w brazylijskich kościołach kropielnice z dozownikiem na fotokomórkę.

ja bym się zgodził, dodając, że za grzechy pychy, obłudy, zakłamania, chciwości w największym globalnym kościele - tylko nie bardzo wiem, jak chiny do tej układanki dopasować, ktoś pomoże?...

Podstaw zamiast "kościele" "przetrwalniku" i puzzle ci się ułożą. Ps. Dzięki za komplement o lepszym sorcie :)

Uśmieje się Pan ze mnie, ale mnie tez przyszło to na myśl:))) Osobiscie widzę ostatnio materializowanie się Apokalipsy: na Wielką Nierzadnicę (jak dla mnie - cywilizację o korzeniach chrześcijańskich) spadają kary od jakiegoś czasu. A co z Chinami? Chiny nie sa chrześcijańskie, ale przecież robią wszystko, żeby wtopic się w te cywilizację i dzięki temu nad nią zapanować. Kara musi być za niewłasciwa hierarchie wartości:)))

to tylko dowód na to, że idiotów nie brakuje. Mimo woli nachodzi mnie myśl, że nasi pasterze nie bardzo różnią się od organizatorów tej imprezy. Nie jest potrzebne akademickie wykształcenie do zrozumienia, że 3500 ludzi na stadionie to potencjalnie takie samo zagrożenie epidemiologiczne jak 3500 ludzi w kościele. Zwracanie uwagi na bezrozumne postępowanie biskupów w żadnym stopniu nie może być uważane za panikowanie. Jeżeli ktoś przedstawi rozumny argument, że zgromadzenie w kościele różni się od zgromadzenia (wg kryteriów epidemiologicznych) w kinie, teatrze, operze czy też w innej zamkniętej przestrzeni to będę wdzięczny.

Epidemia skończy się, kiedy ostatni nosiciel w izolacji wyzdrowieje lub umrze. Stuprocentowo pewnym rozwiązaniem byłaby natychmiastowa izolacja wszystkich bez wyjątku na kilka tygodni, tylko oczywiście w praktyce jest to niemożliwe i to nie tylko ze względu na trudności, powiedzmy, techniczne (np. konieczność zwolnienia z izolacji przynajmniej nadzorców egzekwujących nakaz). W Wuhan postępowano dość zdecydowanie. Głośny był przypadek chłopca chorego na MPD, który zmarł z głodu we własnym domu po zabraniu jego jedynych opiekunów na przymusową kwarantannę. Władze wprawdzie zapewniały, ze ktoś się nim zajmie, ale zdrowi funkcjonariusze byli widac bardziej potrzebni przy wyłapywaniu i izolowaniu kolejnych ognisk zarazy. "Co-lateral casualty" w wojnie z wirusem. W Europie jest to niemożliwe. Każde zarządzenie ograniczające nawet nie wolność osobistą obywateli, ale też (i może przede wszystkim) wolność gospodarczą, wymaga bardzo przemyślanej i dobrze uzasadnionej, a zatem przeważnie spóźnionej decyzji. Jasne, że najlepiej byłoby podejmować środki zaradcze zanim wystąpią okoliczności, którym chcemy zapobiec, ale jeśli dzięki temu nie wystąpią, to nikt nikomu nie podziękuje za ocalenie. Odważni decydenci mogą słono zapłacić za swoje decyzje, a posłuszni obywatele znów wyjdą na frajerów. Triumfowac będą "freeloaderzy" oraz oportuniści, którzy na drugi dzień po epidemii wystapią z roszczeniami o odszkodowania za odebrana im bezpodstawnie (coś się stało?) możliwość zarobku. Dzisiaj pewnie odbędzie się przynajmniej część spotkań piłkarskiej ekstraklasy, bo regulamin nie mówi, jak ma wyglądać jakaś tam tabela, gdyby rozgrywki odgórna decyzją przerwano. Z lotnisk wyleci większość samolotów. W większości firm pracownicy przyjdą do pracy, chociażby nawet część z nich mogła pracować z domu, a ci produkcyjni zajmują się wytwarzaniem rzeczy, bez których życie byłoby niewiele gorsze, a czasem nawet lepsze. W kolejce do poświęceń nikt nie chce być pierwszy. Jedyne na co można liczyć, to "zbiorowa mądrość", która nigdy nie jest tak mądra, jak każdy z osobna spośród wypowiadających się na tym forum, ale nie jest aż tak głupia, żeby wieść ludzkość ku samozagładzie. Na 99% i tym razem tak będzie.

Właśnie ogłoszono blokadę granic i ograniczenie wszystkich zgromadzeń do 50 osób, co dotyczy także nabożeństw. Już znaleźli się krytycy, którzy mówią, że to za późno. Tymczasem w 5-milionowej Finlandii, gdzie już choruje dwa razy więcej osób niż w Polsce, nie zamknięto nawet szkół w przekonaniu, że n͇a͇ ͇t͇y͇m͇ ͇e͇t͇a͇p͇i͇e, nie spowolniłoby to epidemii. A tak naprawdę, "szkoły należą do podstawowych placówek działalności społecznej i nie należy ich paraliżować b͇e͇z͇ ͇s͇z͇c͇z͇e͇g͇ó͇l͇n͇i͇e͇ ͇p͇o͇w͇a͇ż͇n͇y͇c͇h͇ ͇p͇o͇d͇s͇t͇a͇w", co "nie byłoby działaniem krótkoterminowym, bo w praktyce oznaczałoby odwołanie całego semestru”. Z drugiego końca świata donoszą, że jednak nie będzie wyścigów F1, ale organizatorzy bali się (tak pisze prasa) podjąć tę decyzję i zwlekali do ostatniej chwili z jej ogłoszeniem zebranemu przed bramami tłumowi około pięciu tysięcy kibiców. Tak w praktyce wygląda "racjonalne" działanie w obliczu epidemii.

"Biskup Sandomierski Krzysztof Nitkiewicz wydał dziś zarządzenie w związku z zagrożeniem epidemią wywołaną koronawirusem oraz zaleceniami ks. abp. Stanisława Gądeckiego, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Jak czytamy w zarządzeniu księża proboszczowie i rektorzy kościołów powinni zwiększyć, w miarę możliwości i potrzeb, liczbę Mszy św. w niedziele i święta nakazane. Dotyczy to również Nabożeństwa Drogi Krzyżowej." https://www.stalowka.net/wiadomosci.php?dx=22851 Czyli "Zwiększyć liczbę mszy i nabożeństw". Czegoś ktoś z komentujących nie rozumie? :-)

Nie rozumiem, ale za sprawą rozporządzenia rządowego sprawa nie jest już tak kontrowersyjna- max 50 osób na mszy. Jest tylko wątpliwość czy kościelni funkcjonariusze okażą się rozumnymi obywatelami i uszanują obowiązujący stan prawny. Osobiście mam wątpliwości, bo wg mnie to jedna z "kast" naciągająca prawo jak folię stretch i znajdą sposoby by wymigać się z tego obowiązku (policzenia wiernych). Można by mieć nadzieję, że jest to elita społeczeństwa- niestety to raczej elyta.

To tylko pozory. Polski katolik jest odporny na przestrogi i ani nie przestanie korzystać z kropielnicy, ani komunii nie weźmie na rękę, ani nie przestanie całować posągów. I oczywiście, nikt uczestników nie będzie liczył, bo i po co? Pięćdziesiątego pierwszego ksiądz wygoni? Zresztą, ksiądz nie będzie tego liczył. Bo nie ma ani jak, ani kiedy. A zresztą, jak będzie 150 osób na mszy, to go wygoni? Na jakiej podstawie? Zalecenia osoby nie związanej z administracją rządową? Poza tym niby z którego paragrafu i kto będzie ponosił odpowiedzialność jeśli będzie tysiąc osób? Jaki prokurator będzie prowadził dochodzenie i jaki sąd sądził? To są bajki dla naiwnych.

Kilka cytatów tych, którzy nawet podstawowych zaleceń biskupów nie mają zamiaru przestrzegać. - "#Komunia Święta "na rękę" (świętokradztwo!) to gwarancja szerzenia zarazy. Na dłoniach wirusa mają wszyscy w kościele (z klamek, z windy, z tramwaju), a w ustach wirusa mają tylko chorzy. Najbezpieczniej do ust i na klęczkach - nie dmuchamy księdzu w twarz." - i jeszcze jeden - "Nigdy jeszcze w życiu nie przyjęłam komunii na rękę. Nie zrobię tego. To brak szacunku dla sakramentu - mówi nam starsza pani wychodząca z kościoła. Powtórzyło to jeszcze kilka innych osób. Narzekają na restrykcje. - Zazwyczaj chodziliśmy za krzyżem podczas drogi krzyżowej, a teraz ksiądz zabronił. Nie można było wychodzić z ławek. Smutne - wzdycha kolejna rozmówczyni." - jest tego multum w necie, każdy chętny może znaleźć.

"Czego ktoś z komentujących nie rozumie?" Retrofood, że zwiększenie to zwiększenie, to jeszcze dobrze zrozumiałeś, ale nie doczytałeś, że chodzi w tym o zmniejszenie liczby na zgromadzeniach, a nie o wezwanie by jeszcze więcej ludzi przychodziło do kościoła - czy po prostu to już było to za trudne do zrozumienia, czy może przeoczyłeś w euforii? Spodobał mi się twój komentarz, uwielbiam takie teksty:) Przyznaj, nie czujesz czasem że jesteś trochę inteligentniejszy od reszty? ;)

"ale nie doczytałeś, że chodzi w tym o zmniejszenie liczby na zgromadzeniach" - I Ty w to wierzysz, że tak właśnie będzie? I jeszcze sądzisz, że to wystarczy? Można wierzyć, owszem, to nie jest karalne. Ale niekoniecznie rozsądne.

- "Przyznaj, nie czujesz czasem że jesteś trochę inteligentniejszy od reszty?" - Przyznaję, że od wielu miesięcy oddycham za pomocą respiratora i jestem w grupie najwyższego ryzyka zagrożenia śmiercią w przypadku zakażenia się. Dlatego zwracam uwagę na drobiazgi, które dla was, ludzi zdrowych, wydają się nieistotne. Dla mnie jednak oznaczają śmierć.

w celu podtrzymywania niejednej żywotności. A nawrócenie sto razy gorsze od śmierci, co nie? Bo widzisz, są ludzie np. chorzy na śmiertelne choroby, którzy potrzebują konfesjonału i mszy świętej by przygotować się do śmierci, więc taki mają interes w kościele - jak dobrze że ty nie realizujesz swoich interesów , tylko ten państwowy (bo rozumiem że oddychasz respiratorem nie dla swoich interesów, prawda?). No nic, trzymaj się zdrowo, bez konieczności nie wychodź z domu, wywieś na drzwiach napis "katolikom wstęp wzbroniony" i powinno być dla ciebie dobrze. P.S. Ja do grupy wysokiego ryzyka nie należę, ale ze względu na powikłania astmatyczne na pewno jestem w grupie podwyższonego ryzyka. Nie masz monopolu na chorobę, nawet na forum TP

Kiedy wydaje się, Forysiaczku, że już nie możesz pobić poziomu swojej żenady, ty wciąż zaskakujesz... Nie chodzi o to, aby każdemu umierającemu katolikowi odebrać możliwość odbycia potrzebnych mu/jej rytuałów, ale o to, żeby zminimalizować możliwość zarażenia innych, a duże skupiska ludzkie podczas publicznych mszy - nawet pomniejszone ze względu na zwiększoną ilość mszy - absolutnie temu celowi przeczą. Krytykując pomysł Gądeckiego et consortes @retrofood broni tutaj interesu prywatnego ORAZ publicznego - ty bronisz interesu prywatnego i korporacyjnego KOSZTEM interesu publicznego. Całe szczęście, że wielu innych biskupów, księży i szeregowych katolików powoli przychodzi po rozum do głowy...

Dziękuję za wyrazy miłości bliźniego, bo bez kilkunastu epitetów polsko-patriotyczno-katolik rozmawiać nie potrafi. Ale są też zwyczajni katolicy i jeden z nich, biskup gliwicki Jan Kopiec wzniósł się nad drwiny pana Forysiaka i wydał rzeczywiście chrześcijański dekret. 1. odwołane zostają planowe godziny Mszy św. we wszystkich kościołach i kaplicach Diecezji Gliwickiej. Kapłani będą odprawiać przewidziane Msze św. w kościołach parafialnych lub kaplicach, według wyznaczonych na te dni intencji, jednak bez udziału ludu (sine populo); nakazuję jednocześnie odprawienie jednej Mszy św. każdego dnia do Miłosierdzia Bożego w intencji wszystkich chorych, osób w niebezpieczeństwie śmierci, personelu medycznego oraz o ustanie szerzącej się epidemii; z powodów duszpasterskich udzielam prawa binacji i trynacji. 2. ze względu na decyzję o sprawowaniu Mszy św. bez udziału ludu udzielam wszystkim diecezjanom oraz innym osobom przebywającym na terenie Diecezji Gliwickiej, dyspensy od obowiązku udziału w niedzielnej Mszy św; jednocześnie przypominam o możliwości uczestniczenia w Eucharystii za pośrednictwem środków społecznego przekazu; 3. zawieszone zostają nabożeństwa Gorzkich żali i Drogi Krzyżowej we wszystkich kościołach i kaplicach; przypominam również o zawieszeniu wszelkich rekolekcji i misji parafialnych, jak również wyjazdów i spotkań formacyjnych; 4. uroczystości pogrzebowe należy ograniczyć jedynie do trzeciej stacji (na cmentarzu), w obecności najbliższej rodziny (nie więcej niż 50 osób). Msza św. pogrzebowa może być odprawiona w dniu pogrzebu, ale sine populo lub w terminie późniejszym, w zależności od ustaleń z rodziną zmarłego; 5. zaleca się otwarcie kościołów celem umożliwienia indywidualnej modlitwy, mając jednak na uwadze, by jednorazowo w kościele nie przebywało więcej niż 50 osób; I tak dalej, wszystko na stronach kurii diecezjalnej. - I co, panie Forysiak, można? Okazuje się że można! Wystarczy tylko odblokować rozum.

i bez kłopotu ich pan rozpoznaje, po czym skutecznie się odblokowuje, jak widać po tym poście, che...che… Na szczęście w mojej diecezji zachowano msze dla niezwyczajnych, więc się wybieram i pewnie w pańskiej diecezji też można. Można, panie retrofods? Przy okazji panu powiem, czy było 1500 czy 50 wiernych (w tzw. wersji dla naiwnych} - może się okaże że ślepa kura trafiła w ziarno. P.S. Jeszcze jedno. Polska w swych działaniach przeciw epidemii okazuje się być w awangardzie europejskiej. I to ten katolicki kraj z prawicowo-katolickim rządem tak zdziałał. Ależ niektórym ciężko z tym żyć, pewnie nieźle musi to wkur...ć

Pozostań w pokoju, biedny człowieku.

W kościołach w moim mieście od wczoraj stoją porządkowi przed wrotami, liczą do 50 i zamykają. Można? Można panie retrofood, drogi producencie tanich bajek dla naiwnych na forum TP Mam nadzieję, że w tym swoim okazanym współczuciu nie pogryzłeś respiratora. Pozostań w swym pokoiku.

Dżizas, Forysiak, ty naprawdę jesteś niereformowalnym egzemplarzem... Pewnie, że można (zarażając przy okazji sporo ludzi - nie tylko uczestniczących katolików), tani producencie kosztownych bzdur, ale w większości parafii nawet takich nieskutecznych półśrodków się nie stosuje. PS. a jak do drzwi załomoce umierający katolik, który potrzebuje przygotować się do śmierci, to już mu nie otworzą?

że myślenie nie boli?

Teraz parafianie gliwiccy będą wpraszać się do sąsiednich diecezji. Głupio zrobił, nie przemyślał.

Prawacko-katolski (bo przecież nie prawicowo-katolicki) rząd nie wprowadził niczego, co nie zastosowały przed nim inne europejskie kraje. I spokojnie możemy żyć z tym, że w obecnej sytuacji ta standardowa banda nieudaczników nie partaczy wszystkiego, czego się tknie. Wystarczy naszego wkurzenia na to, że spartaczyli wszelkie wcześniejsze przygotowania, vide np. powszechna katastrofa systemu zdrowotnego, niedołączenie Polski do wspólnych zakupów środków ochrony UE, porzucenie w 2015 r. Narodowego Programu Antyterrorystycznego, który zapewniłby dziś m.in. pełne magazyny środków ochrony higienicznej (opisuje to dziś "Wyborcza").

Nie no paradnyś, Forysiu. Załóżmy konserwatywnie, że dzięki zwiększeniu ilości mszy jeden zarażony zakazi nie 10, ale tylko 3 zdrowych. O ile opóźni to zarażenie kolejnych 7-iu przez tych trzech? O jeden, dwa dni? Tyle wyniknie ze wspaniałomyślnych posunięć episkopatu. Nie chodziło o zwiększenie liczby uczestników, ale o jej utrzymanie, a już samo to w obliczu pandemii jest działaniem moralnie nagannym. Czy to po prostu już było za trudne do zrozumienia, czy może przeoczyłeś to w euforii? Ja też uwielbiam teksty, w których bronisz wszelkiej maści narodowo-katolicką patologię :)

@retrofood w piątek, 13.03.2020, 21:59. Więcej mszy to mniej ludzi na pojedynczej mszy - taki jest sens tego zalecenia. A gdyby tak na chwile odkleić się od polskiej specyfiki epidemiologicznej, charakteryzującej się wzmożoną zjadliwością wirusa we wnętrzach kościołów, i spojrzeć na sprawę szerzej. Co na przykład sądzisz o wciąż dozwolonym przemieszczaniu się komunikacją miejską albo o trosce burmistrza Helsinek o niezakłócone epidemią funkcjonowanie słynnego fińskiego systemu edukacji?

O, jeszcze to, przeczytane przed chwilą: "Rozumiem troskę o to, żeby wirus się nie przenosił. Dla mnie optymalnym rozwiązaniem byłoby utrzymanie handlu na dotychczasowym poziomie. A także bardziej racjonalne podejście konsumentów - że ten towar będzie, że się nic nie dzieje, że możemy spokojnie pójść i zakupy zrobić - mówi w rozmowie z next.gazeta.pl Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji". To w odpowiedzi na rządowy nakaz ograniczenia handlu w galeriach do sklepów spożywczych i aptek. "Trzeba utrzymać społeczeństwo w spokoju, a handel ten spokój gwarantuje właśnie w ten sposób, że funkcjonuje na normalnych zasadach. Zobaczymy, jak społeczeństwo zareaguje na wycięcie części handlu, czy to nie przysporzy większej paniki" - kontynuuje pani prezes i jestem przekonany, że jej argumenty spotkają się z poparciem tych samych komentatorów, którzy drą szaty z powodu wciąż otwartych kościołów. Może coś jest na rzeczy z tą rolą handlu elektroniką i tekstyliami jako źródła duchowego pocieszenia w czasach kryzysu.

"Więcej mszy to mniej ludzi na pojedynczej mszy - taki jest sens tego zalecenia" Niestety, to tylko teoria z gatunku "chciałem dobrze". A od komunikacji miejskiej różni się tym, że z komunikacji korzystają ci, którzy muszą. A do kościoła się w stanach wyższej konieczności nie musi, co w Austrii zrozumieli, ale w Polsce do pewnych mózgów nie dochodzi. PS. Skoro Ty o Helsinkach, to ja o Korei. Tam pacjent zdaje się z nr 31 zaraził w kościele w sumie ok. 1100 osób. Dlatego zostawmy w spokoju Helsinki i inne Argentyny i zajmijmy się własnym grajdołem. Bo w nim żyjemy (jeszcze).

@retrofood w piątek, 13.03.2020, 23:57. Być może dojdzie do twojego mózgu (chociaż teraz mam już co do tego wątpliwości), że szansa zarażenia się w autobusie nie zależy od celu podróży. Dla wirusa nie ma stanów wyższej konieczności, a samo pojęcie takiej konieczności jest względne. Wczoraj ludzie ustawiali się przez urzędem, żeby zarejestrować samochody w obowiązkowym 30-dniowym terminie i to jest przykład jednego z tysiąca problemów, na jakie na bieżąco będą musiały reagować władze wszystkich szczebli. Helsinki od wczoraj możemy zostawić w spokoju, bo co najmniej przez najbliższe 10 dni nikt stamtąd nie przyjedzie bez poddania się obowiązkowej kwarantannie, ale na co dzień granice nas nie chronią, więc może warto się interesować - choćby po to, żeby nie powtarzać cudzych błędów (włoskich w przypadku tej epidemii) i zastosować dobre, cudze rozwiązania (np. tajwańskie). Wiara w to, że Pan Bóg w cudowny sposób zneutralizuje wirusa akurat w kościele jest naiwna i oparta na myśleniu magicznym, ale myślenie odwrotne - że jakiś Pan Antybóg złośliwie ześle zarazę tylko w kościołach - jest równie nieracjonalne. Prawdopodobnie zresztą chodzi nie o żadne racjonalne rozumowanie, a o okazję do wyrażenia nienawiści do kościoła. Nie słyszałem, by jakiś polityk poradził Bońkowi stuknąć się w czółko, kiedy ten w czwartek tłumaczył obiektywną niemożność odwołania wszystkich meczy, a bpowi Gądeckiemu to właśnie Czarzasty z ujmującym wdziękiem poradził. Tak jak napisałem wcześniej, społeczeństwa zachowają się "suboptymalnie" i epidemia wygaśnie prędzej czy później, chociaż gdyby wszyscy postępowali optymalnie, niektórych ofiar i komplikacji dałoby się uniknąć. Jak zwykle też "zwycięzcami" okażą się ci, którzy zignorują wirusa i nic im się nie stanie. Będzie tak jak w jednym z memów "Za rok będziemy śmiać się z koronawirusa. Oczywiście nie wszyscy". ;)

Chamskie złośliwości są oznaką, że niewiele rozsądnego masz do powiedzenia, oprócz banałów, z których zalatuje wonią stęchłej słomy. Pewnie z butów wylazła. Bo tym razem rząd od kilku już dni zapowiada przesunięcie i odroczenie terminów urzędowych, a pan Boniek dokładnie wyjaśniał dlaczego nie można spotkań odwołać w czwartek, chociaż można to zrobić w piątek (to i tak "przed"), co zresztą zrobiono. Tylko w kościele, w którym decyzje zapadają bez konieczności uzgadniania ich z kimkolwiek, kardynał Nycz wzywa wszystkich do wzięcia udziału w mszy w Świątyni Opatrzności Bożej dokładnie w tym czasie, kiedy arcybiskup Gądecki odwołuje spotkanie biskupów ze względu na koronawirusa. O ich bezpieczeństwo się zatroszczył, ale o wiernych już mniej. Zresztą, nie tylko w tej sprawie kościół ma na pierwszym miejscu przede wszystkim swoje interesy.

zanim odpuścili tacę

Francja od północy zamyka restauracje, kina i sklepy, poza najbardziej niezbędnymi. Hiszpania idzie jeszcze dalej, wprowadzając stan wyjątkowy, blokadę kraju i zakaz podróży poza stanami wyższej konieczności. W sumie scenariusz singapurski i tajwański, tyle że zastosowany późno i w mniej sprzyjających warunkach polityczno-społecznych. Wielka Brytania natomiast rozważa odmienną strategię: spowolnienie epidemii, ale świadome dopuszczenie do jej rozprzestrzeniania na całą populację, tak aby chorobę przeszło co najmniej 60-70% - coś w rodzaju narodowego "ospa party" z koronawirusem zamiast ospy. Koszt ekonomiczny z pewnością mniejszy, skuteczność na dalszą metę może nawet większa (jeśli rządowi eksperci się nie mylą, bo WHO ma wątpliwości), ale za cenę "zaplanowanych" zgonów osób najbardziej zagrożonych z powodu wieku lub chorób. Jeśli po jakimś czasie okaże się, że wariant brytyjski jest równie dobry lub lepszy, to będziemy oceniać #zostańwdomu jako epizod niepotrzebnej histerii. Z tym, że ta wiedza tak naprawdę na nic nam się nie przyda po fakcie. Pamiętacie sprawę szczepionek, których nie zakupiła premier Kopacz? Uczciwie mówiąc, do dziś nie wiadomo, czy były one niepotrzebne "z zasady", czy tylko przypadkiem zaraza nie wykorzystała swojej szansy. W praktyce nikt nie będzie w stanie wdrożyć swojej strategii w 100% i epidemia przejdzie do historii jak wszystkie inne przed nią bez pozostawienia jasnej nauki na przyszłość.

Cieszę się, ze nie mieszkam w UK:))) A na marginesie - takim nie do wyleczenia chorym staruchom może należałoby generalnie nie udzielać pomocy. Przynajmniej społeczeństwo by się odmłodziło, niewydolna i tak słuzba zdrowia nie byłaby nagabywana przez wiecznie kwękających seniorów, a ZUS zaoszczędziłby na emeryturach. Jak widać - polski Kosciół kroczy w awangardzie postępu i dba, żeby sprawy przyjęły dobry (dla Koscioła i Państwa) obrót. Nie ma to jak sojusz Ołtarza z Tronem:)))

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]