Reklama

Kompleks polski

Kompleks polski

02.10.2017
Czyta się kilka minut
Wioletta Grzegorzewska, pisarka: Prowincja zawsze była wyrazista i buńczuczna. Chłop prowadził nieustanną wojnę z panem, plebanem i wszelką władzą. To temat na miarę nowej wersji „Zniewolonego umysłu”.
Wioletta Grzegorzewska, lipiec 2017 r. JOANNA SIDOROWICZ
W

W „Stancjach”, swojej drugiej powieści, pisze o młodej dziewczynie po przeprowadzce z małej miejscowości Hektary do Częstochowy. Tłem jest transformacja ustrojowa, rodzenie się kapitalizmu, ale też zmaganie się bohaterki z miłością i ciałem oraz oswajanie się z miastem. Powieść jest kontynuacją świetnie przyjętych i nagradzanych „Gugułów”, w których Grzegorzewska opisała polską wieś lat 80. XX wieku. Angielski przekład „Gugułów” („Swallowing Mercury”), dokonany przez Elizę Marciniak, był nominowany w tym roku do Międzynarodowej Nagrody Bookera – prestiż rzadko przytrafiający się polskiej prozie.

 

WIOLETTA GRZEGORZEWSKA: Mogę zacząć? Boję się, że „Guguły” przysłonią „Stancje”. Że tamta narracja, bardziej wyrazista, ale wcale nie lepsza, przyćmi moją drugą książkę. Wiedziałam, że pomysł kontynuacji będzie ryzykowny, ale musiałam podjąć ryzyko,...

17955

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Myślenie że "myślenie polskie jest czarno-białe" jest czarno-białe. Nie ma czegoś takiego jak "polskie myślenie". Ani egipskie, ani belgijskie, ani wenezuelskie.

Trudno się zgodzić z taką tezą. Istniej coś takiego jak cechy narodowe - wynikające z tradycji, wychowania, kształcenia, historii, religii. Bez dwóch zdań. I oczywiście nie oznacza to, że jesteśmy wszyscy jedną sztancą wybijani. Oznacza, że pewne cechy, zachowania, poglądy etc. w danej społeczności dominują.

Polacy muszą być chorobliwie zakompleksieni. A przeprowadzka ze wsi do miasta to prawdziwy dramat godny pióra Shakespeara. Ktoś kto się przeprowadził ze wsi do miasta przeżył taką traumę że - jeśli ją w ogóle przeżył - musiał się pogubić i zagłosował na PiS. No i ta jakże błyskotliwa teza pani pisarki, że Polacy nic nie wiedzą o tym, że w naszym kraju mieszkali niegdyś licznie Żydzi, Romowie, czy też Ukraińcy. Reasumując: kolejny przedstawiciel wywodzącej się z naszego kraju inteligencji usiłujący udowodnić, że katolicyzm to coś czego się trzeba bać a Polacy to durnie. Postawa godna popularyzowania - zwłaszcza w katolickim tygodniku.

"…katolicyzm to coś czego się trzeba bać…" - cóż, ciężko jest nie przyznać temu racji, zważywszy na konsekwencję "katolickiego" sposobu myślenia…

Żyjemy w wolnym kraju i nikt nie zabroni tobie tego abyś mógł się bać wikarego, księdza proboszcza, księdza biskupa czy też zwyczajnego wiernego katolika.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]